„Dwór cierni i róż” wygrałam w konkursie, jeszcze za czasów tzw. starej blogsfery, razem z tomem drugim. Wtedy wydawało się, że Sarah J. Maas to tylko chwilowo popularna autorka. Bo przecież takich nigdy nie brakuje. A jednak utrzymała się na rynku przez lata. Jak podobała mi się ta powieść w 2017 roku?

Feyra ma oddać życie Tamlinowi
Gdy los odebrał rodzinie Feyry cały dobytek, dziewczyna musi sama utrzymywać swojego ojca i dwie starsze siostry. Nauczyła się polować, by mieli co jeść. Podczas srogiej zimy niełatwo jest jednak znaleźć odpowiednią ofiarę. Pewnego dnia przypadkiem zabija wilka, który okazuje się jednym z nieśmiertelnych Fae. W zamian za jego życie ma oddać własne i spędzić je na włościach Tamlina, księcia Dworu Wiosny.
„Dwór cierni i róż” czyta się bardzo szybko
Nie sądziłam, że autorka „Szklanego tronu” może napisać cokolwiek, co przypominałoby w miarę sensowną książkę. Naprawdę, nie sądziłam. A jednak: udało się. Choć „Dworu cierni i róż” nie nazwałabym lekturą dobrą, to na tle innych młodzieżówek wypada po prostu przeciętnie, czego o debiucie tej pani zdecydowanie powiedzieć nie mogłam.
Jak na tłumaczoną z angielskiego młodzieżówkę fantasy przystało, całość ma bardzo typowy, lekki styl. Przeczytanie pięciuset stron w jeden wolny dzień naprawdę nie stanowi problemu: tę książkę się pochłania. Tekst nie jest piękny, ale przez jego prostotę pochłania się go w błyskawicznym tempie. To zdecydowanie zaleta tego typu książek, zwłaszcza jeśli sięgamy po nie tylko dla rozluźnienia i relaksu.
Przy okazji warsztat Maas w porównaniu do jej debiutu zdecydowanie uległ poprawie. Autorka już wie, czym jej powieść ma być: w miarę porządnie i klarownie prowadzi fabułę. Nie próbuje nam na początku wmawiać, że dostaniemy książkę o wojowniczce, a potem skupia się na romansie. Przy okazji miałam wrażenie, że MIMO promowania jako romans właśnie tego było w tej powieści mniej niż w „Szklanym tronie”. Ten wątek został ograny zdecydowanie subtelniej i delikatniej, mimo że był głównym tematem powieści. Za to Maas zdecydowanie należą się brawa. Nie sądziłam, że ta pani może być do tego zdolna.
Romantasy inspirowane „Piękną i Bestią”
„Dwór cierni i róż” mocno nawiązuje do baśni. Zresztą promowany jest jako nowa wersja „Pięknej i Bestii”, choć i nawiązań do „Kopciuszka” w nim nie brakuje. Jednak nie to zwróciło moją uwagę. Maas mocno czerpie z irlandzkiej mitologii, do której mam słabość przez „Daninę. Nowoczesną baśń” Black. Nie udało jej się jednak zrobić tego tak dobrze, jak zostało to zrobione w tej właśnie powieści, jednej z moich ulubionych młodzieżówek, w której to mroczny klimat nadaje historii niezwykłego smaczku. Maas pisze zbyt lekko i zbyt zwyczajnie, by tej historii nadać odpowiedniego pazura.
Jak już jednak wspominałam, obiektywnie nie jest to powieść dobra, na co cierpi większość powieści młodzieżowych. Autorka dalej nie nauczyła się porządnie opisywać realiów: choć znów mamy świat kreowany na średniowieczny, to coś takiego jak tapeta albo puszka z farbą tu występuje i nikogo nie dziwi. Przy okazji jej przedstawienie świata mocno kuleje: opisy często są naciągane, brak w nich lekkości. Doskonale widać, w którym miejscu Maas na siłę chciała wcisnąć ekspozycję świata, tłumacząc nam, czemu coś wygląda tak, a nie inaczej.
Jednak nie wszystko tutaj gra…
Przy tym, mimo prostej fabuły, nie udaje się autorce sprawić, by wszystko grało pięknie i bez zarzutów. Rodzina Feyry to skończeni idioci, którzy w pseudośredniowiecznych realiach już dawno powinni umrzeć. Poza tym samo porwanie jej z domu rodzinnego wypadło w moich oczach wręcz komicznie. Nagle do chaty wpada wielka bestia, rycząc: „MORDERCY! MORDERCY! KTO ZABIŁ MOJEGO KUMPLA, MUSI ZGINĄĆ!”, by chwilę później głaskać główną bohaterkę po główce i być dla niej po prostu miłym. Tak wielki przeskok naprawdę nie wyglądał naturalnie.
Innych podobnych zdarzeń w historii nie brakuje, choć przyznaję: ten najbardziej zapadł mi w pamięć. W porównaniu jednak do „Szklanego tronu” świat i tak wypada całkiem realistycznie.
Sami główni bohaterowie wypadają w moich oczach dość… neutralnie. Feyra to głupia, zadziorna dziewucha, która zdaje się nic nie rozumieć i jest po prostu wredna. Przykład? Dostaje, co chce, a potem niszczy książki dobrodzieja, uznając, że skoro ten jest tak płytki, że daje jej i swojej służbie wszystko, to nie zrobi mu to różnicy.
No i gdzie tu dobra, miła dziewczynka, hm? W każdym razie nie wyróżnia się jakoś szczególnie na tle innych bohaterek tego typu, dlatego udało mi się na nią przymknąć oko. Tamlina i dwóch pozostałych męskich bohaterów, którzy jako jedyni poza bohaterką mają jakkolwiek zbudowane charaktery, traktuję zupełnie neutralnie. Po prostu są, nie różniąc się szczególnie od siebie, poza tym, że jeden jest bardziej dobry, drugi bardziej nielubiący Feyry, a trzeci bardziej zły.
To nie jest dobra książka, ale…
Nie, nie stanę się fanką Maas. „Dwór cierni i róż” to nie jest dobra książka. Ale raczej nie krzywdzi i sprawdza się jako czytadło, bo raczej nie ma w niej nic, co mogłoby szczególnie czytelnika zirytować. Fani powieści dla młodzieży pewnie poczują się bardziej usatysfakcjonowani ode mnie: dla mnie to jest po prostu za mało.
– Słucham? – zapytałam wyrwana z zamyślenia.
– Czy ci się podoba? – spytał ponownie, nie przestając się uśmiechać.
Odetchnęłam i rozejrzałam się wkoło.
– Tak.
Zachichotał.
– To wszystko? Zwykłe „tak”?
– Czy mam paść ci do stóp, książę, i dziękować uniżenie za przywiezienie mnie tutaj?
– Ach, suriel nie powiedział ci nic ważnego, prawda?
Jego uśmiech obudził we mnie uśpioną dotąd śmiałość.
– Powiedział też, że lubisz być szczotkowany, a jeśli będę sprytna, to wytresuję cię, karmiąc smakołykami.
Tamlin odchylił głowę do tyłu i wybuchnął głośnym śmiechem. Wbrew sobie również się lekko roześmiałam.
– Niech skonam! – zawołał siedzący za mną Lucien. – Feyro, ty zażartowałaś.
Fragment „Dworu cierni i róż” Sarah J. Maas

Tytuł: Dwór cierni i róż
Tytuł serii: Dwór cierni i róż
Numer tomu: 1
Autor: Sarah J. Maas
Tłumaczenie: Jakub Radzimiński
Liczba stron: 524
Gatunek: romans, fantasy młodzieżowe
Wydanie: Uroboros, 2016
2 thoughts on “Dwór Cierni i Róż: Przynajmniej da się czytać! [recenzja] [archiwum]”