„Dwór mgieł i furii” wygrałam w konkursie razem z pierwszym tomem z cyklu. Przeczytałam te książki niedługo po sobie i o ile pierwszy mnie nie zachwycił, tak drugi, krótko mówiąc, po prostu zirytował. Co pisałam o tej powieści w 2017 roku?

Sprawdź recenzję poprzedniego tomu: „Dwór cierni i róż”
Feyra musi spędzać czas z Rhysandem
Feyra odzyskała swojego ukochanego i pokonała ciążącą na jego dworze klątwę. W zamian zyskała nieśmiertelność, ale także obowiązek, aby w miesiącu jeden tydzień spędzić na Dworze Nocy pod opieką znienawidzonego przez nią Rhysanda. Nie jest to jednak jej jedyny powód do zmartwień. Ukochany Tamlin zdaje się bowiem ukrywać przed nią coraz więcej rzeczy.
Pierwszy tom serii wypadał przeciętnie. W miarę sprawdzał się jako nowa wersja „Pięknej i Bestii”, mając w sobie wiele błędów logicznych, ale jako tako trzymając się kupy. Niestety, o kontynuacji zdecydowanie nie mogę tego powtórzyć. Nie dość, że baśniowości już tu nie uświadczymy, to na dodatek Maas z romansu próbuje zrobić rasową fantastyczną powieść przygodową. Z nienajlepszymi skutkami.
Maas tworzy kapryśne postacie
Gdybym była mężczyzną i miała wybrać spośród pisarek kandydatkę na swoją żonę, na pewno nie byłaby to Sarah J. Maas. To, jak kapryśne tworzy postacie, jest wręcz niewyobrażalne. Nasza ukochana Feyra na samym początku powieści uznaje sobie, że Tamlin jest zły. Dlaczego? Bo właśnie zmienia się system rządów, sytuacja jest niespokojna, a on się o nią boi, więc nie pozwala jej ruszać się poza dwór. I to jest doskonały powód, by go nienawidzić! Przy okazji to też doskonały powód, by wybaczyć facetowi, który uczynił jej niejedno świństwo, i prędko uznać go nie za wroga, a za przyjaciela.
Oczywiście same czyny Tamlina też niekoniecznie są bardzo sensowne i logiczne. Przykład? Już podaję! Mimo że Feyra zdobyła kilka nowych magicznych darów, on nie ma zamiaru pomóc jej w ich rozwoju, ponieważ ktoś może to zobaczyć i uznać, że jego dwór szykuje się do wojny, co mogłoby sprowokować cudzy atak. I nikogo nie obchodzi, że Tamlin raczej ufa swoim ludziom i że przecież nikt nie musiałby się dowiedzieć o tym, że ją szkoli.
„Dwór mgieł i furii” odcina się od baśni
„Pięknej i Bestii” ani jakiejkolwiek innej baśni w tej powieści po prostu nie ma. Maas chyba uznała, że dość już cudzych bajek i zaczęła kreować swoją własną. Choć muszę przyznać, że pod względem samego klimatu panującego na nim Dwór Nocy podoba mi się bardziej niż Dwór Wiosny, to tak naprawdę to jedyna zaleta takiego wyjścia. Wypada jednak lepiej nie przez dobrą kreację postaci na nim, a przez stworzenie grupki przyjaciół: na Dworze Wiosny po prostu wiało nudą, bo tak naprawdę w przeciągu dwóch tomów poznaliśmy aż czterech jego członków, razem z Feyrą i pewną niekoniecznie ciekawą kapłanką. Obserwując Dwór Nocy, możemy przynajmniej skupić się choć na chwilę na innej relacji niż relacja Feyry z Tamlinem.
Przygodowa część powieści jest koszmarna
Sama część przygodowo-fantastyczna wypada jednak koszmarnie. Maas stara się kreować świat z rozmachem, ale ostatecznie całość jest bardzo schematyczna. Mamy zadanie do wykonania; teleportujemy się albo lecimy w miejsce zdarzeń; robimy, co mamy, z jakimiś przygodami po drodze, i wracamy. Wracamy, by zobaczyć, jak bardzo Feyra lubi swojego nowego chłopaka, chwilkę odsapnąć… i ruszyć po raz kolejny w niemal identyczną oraz bardzo niebezpieczną wyprawę.
Z „Dworem mgieł i furii” mam jeszcze jeden problem. Mianowicie nie wiem do końca, dla jakiej kategorii wiekowej kierowana jest ta powieść. Z jednej strony relacje między postaciami oraz sam sposób prowadzenia fabuły sugerowałyby young adult, ale z drugiej dość dokładne opisy seksu, chwilami wręcz zalatujące erotykiem, sprawiają, że ta powieść to jednak new adult.
Styl Maas pozostawia wiele do życzenia. Jest prosty i klarowny, przez co powieść czyta się bardzo szybko, ale bardzo irytowało mnie to, że co chwilę powtarzała jakieś słowo, chcąc je podkreślić – p o d k r e ś l i ć – co przy tak częstym używaniu wypada głupio i dziecinnie (np. str. 732 – „Cztery królowe spojrzały na nas z wyższością i nienawiścią. Nienawiścią.”). Nie operuje też językiem w zbyt dojrzały sposób.
Niestety: to nie jest dobra powieść. Choć styl Maas nieco się rozwinął od czasu „Szklanego tronu”, to dalej daleko jej do dobrej pisarki. Cóż, przynajmniej swoje zarobi, patrząc na popularność jej powieści!
Dlaczego istoty lgną do innych istot? Może kochają miejsce, w które się udają, tak bardzo, że uznają podróż za wartą ryzyka. Może będą tak wracać, aż zostanie jedna gwiazda. Może ona będzie powtarzać tę podróż po kres czasów w nadziei, że kiedyś, pewnego dnia, jeśli będzie wracać wystarczająco często i wytrwale, jakaś inna gwiazda znów ją odnajdzie.
Fragment „Dworu mgieł i furii” Sarah J. Maas

Tytuł: Dwór mgieł i furii
Tytuł serii: Dwór ciernii i róż
Numer tomu: 2
Autor: Sarah J. Maas
Liczba stron: 768
Gatunek: fantasy, romans
Wydanie: Uroboros, Warszawa 2016