Wpis pochodzi z bloga Drewniany Most i został opublikowany w 2015 roku. Nie wprowadzałam w nim większych zmian.
Książki kupować lubiłam już w podstawówce. Wydawałam na nie większość kieszonkowych, co dziś zmieniło się tylko po części. Niestety, gdy w 2012 roku przeprowadzałam się, większość z nich trafiła do pudeł, gdzie dalej siedzi, z racji niekończącego się remontu… Po prostu nie mam gdzie ich dać. Gdy robiłyśmy więc wtedy z siostrą spis, książek było prawie 500, gdzie dziś mam w nim około 200… Dodać muszę, że sporo z nich to encyklopedie, głównie dla dzieci – nasza mama kupowała nam ich sporo. Dlatego też, jeśli chcecie recenzje jakiś, dajcie znać, chętnie zrobię 🙂
Nie trzymam książek tak, jakbym chciała. Obecnie kilkanaście leży na półce, zajmują dwie szuflady, moją piracką skrzynię oraz jeden kartonik. Reszta znajduje się wśród maaasy rzeczy w naszym domowym magazynie. Chce je przynieść, ale chyba jedno pudło to na razie wystarczająco… Później pojawia się problem z utrzymaniem wszystkiego w czystości 🙁
W moich zbiorach przeważają więc encyklopedie oraz fantastyka, którą uwielbiam, jednak znajdzie się u mnie również parę bardziej naukowych rozpraw, kilka kryminałów oraz spora liczba książek dla dzieci, które kupowałam w podstawówce. Dodatkowo, mam stosunkowo dużo książek z odzysku – z szarymi okładkami i pożółkłymi stronami 🙂
To, co mnie boli, to fakt, że mam w tym wszystkim niezły bałagan… niestety, ciągle w nich grzebiąc i nie mając ich ustawionych okładką do góry trudno czasem zachować większy porządek…