„Szczęśliwy Powrót” dorwałam w Biedronce i gdy czytałam tę książkę w 2015 roku nie miałam pojęcia, że sięgnęłam po dość znanego pisarza, jeśli chodzi o tego typu, marynistyczne historie. Poniższa recenzja oczywiście również pochodzi z tamtego okresu. Co wówczas o niej sądziłam?
Zaczyna się wojna z Napoleonem
Rozpoczyna się wojna z Napoleonem. Młody kapitan Horatio Hornblower płynie na swojej niewielkiej fregacie „Lydii” do Ameryki Środkowej z Wielkiej Brytanii, aby wesprzeć lokalne siły walczące z Hiszpanami oraz pokonać okręt hiszpańskiej bandery „Natividad”. Nie będzie to proste zadanie – wrogi statek jest zdecydowanie większy od „Lydii”, a sprzymierzeńcami Anglii zdaje się rządzić szaleniec…
Książka przyciąga wzrok już na pierwszy rzut oka – okładka jest bardzo elegancka. Co prawda srebrne napisy już zaczynają mi się ścierać, ale i tak pod względem wykonania graficznego jest bardzo ładna. Nie do końca podoba mi się czcionka oraz jej rozkład wewnątrz, ale nie można mieć wszystkiego, prawda?
Choć to szósta część serii, została napisana jako pierwsza
„Szczęśliwy Powrót” to chronologicznie szósta część serii, aczkolwiek została napisana jako pierwsza, dlatego nie miałam wrażenia, że czegoś o Hornblowerze nie wiem. Jednocześnie autor nie podawał na tacy wszystkiego, co działo się w poprzednich częściach, co uważam za ogromny plus, biorąc pod uwagę część, która trafiła mi w ręce. Miałam przy tym wrażenie, że wszystkie części nie będą miały ze sobą wiele wspólnego pod względem fabuły (podobnie jak niektóre seriale komediowe czy „Dr House”). Nie przepadam za takim podejściem, ale raczej mnie nie odrzuca, dlatego nie mam na co narzekać.
„Szczęśliwy Powrót” ma dobrze zarysowanego głównego bohatera
Główny bohater jest zarysowany naprawdę dobrze, z pobocznymi jednak bywa różnie: niektórzy wyróżniają się z tłumu i łatwo ich zapamiętać, inni – szczególnie oficerowie statku – po prostu mi się mylili. Nie byli jednak zbyt istotni dla samej fabuły, dlatego mogę to autorowi wybaczyć. Na pewno żeńska postać oraz główny czarny charakter, mający wpływ na historię, są niepowtarzalni w świecie wykreowanym przez Forestera, a to jest chyba najważniejsze.
Sam styl autora jest naprawdę dobry. Widać, że zna się na marynistyce, a jego opisy nie nudzą. Jest dość zwięzły i treściwy, co sprawia, że całość naprawdę dobrze się czyta, a właśnie połączenie wiedzy Forestera z tym, o czym pisze, daje świetny efekt.
To historia pełna akcji i przygody
Historia, którą śledzimy, jest pełna akcji, jednak trudno powiedzieć, by była to typowa dla dzisiejszego świata książka. Powieść napisana została jakiś czas temu, więc nic w tym dziwnego. W każdym razie, jeśli spodziewacie się typowej fabuły przygodówek – rozpoczęcia akcji, próby wykonania zadania, jego realizacji w niezwykle epicki, wzniosły sposób i szczęśliwego zakończenia – to cóż, tego tu nie dostaniecie. Jasne, widać elementy tego schematu, ale to nie jest kino amerykańskie, a historia o podróży „Lydii” i zadaniu, które ma wykonać. Dzięki brakowi takiej ogromnej pompy niektórzy czytelnicy mogą być rozczarowani, ale myślę, że właśnie dzięki temu “Szczęśliwy Powrót” wydaje się bardziej prawdziwy i realistyczny.
Co więcej rzec… to powieść, którą naprawdę warto przeczytać. Nie jest ciężka, czyta się ją szybko i lekko, a przy okazji pozwala poznać trochę tajników XIX-wiecznych morskich wojen. Zarówno nauczy nas czegoś, jak i zapewni rozrywkę, a to chyba najlepsze połączenie. Polecam ją więc z czystym sumieniem.

Tytuł serii: Powieści Hornblowerowskie
Tytuł: Szczęśliwy Powrót
Autor: C. S. Forester
Liczba stron: 313
Gatunek: powieść przygodwo-historyczna / marynistyczna