„Furtka do ogrodu wspomnień” trafiła w moje ręce w 2015 roku. Kupiłam tę książkę za 5 zł w Biedronce. Było to wówczas moje pierwsze i do 2026 roku jedyne spotkanie z twórczością Eugeniusza Dębskiego. Co sądziłam wówczas o tej powieści?
Owen Yeates ma do wykonania zadanie
Owen Yeates to detektyw i pisarz w jednym. Tym razem, będąc w obcym kraju i nie znając zupełnie terenu, otrzymuje nowe zlecenie: ma ochraniać człowieka, któremu grozi śmiertelne niebezpieczeństwo, ten jednak nie chce wyjawić, dlaczego…
Jest to piąta część serii, jednak uznałam, że skoro to kryminał, nie powinnam mieć problemu ze zrozumieniem, o co chodzi. Tak też było — jedyne, co mogło się mylić, to bohaterowie przedstawieni w poprzednich częściach, główny wątek jest jednak zupełnie nowy, dlatego nieznajomość całości nie przeszkadza jakoś szczególnie. Niestety, nie pomogło to zbytnio całości…
Ta fantastyka naukowa nudziła mnie i irytowała jednocześnie
Nie będę ukrywać. Proza Dębskiego po prostu mnie irytowała i nudziła jednocześnie. Nie podoba mi się styl, w jakim pisze — niby jest dość prosty, ale wątki są ciągnięte, typowe i niezbyt interesujące. Dodatkowo fantastyka wprowadzona do tekstu wcale nie pomaga. Szczególnie irytujące było dla mnie słowo „komp”, powtarzane w nieskończoność — tak, wiem, że oznacza komputer i w przypadku tej powieści jest to po prostu zdecydowanie ulepszona wersja naszego dzisiejszego sprzętu, ale to słowo zwyczajnie nie pasuje mi do całości. W końcu „komp” to skrót, a taki w książce science fiction moim zdaniem nie powinien się pojawiać. Sama budowa zdań u Dębskiego również odstrasza — często są zbyt długie, łączą wiele treści, przez co tekst jest chaotyczny i nieprzystępny.
Trudno mi ocenić linię fabularną, ponieważ książka tak mnie irytowała, że chciałam skończyć ją jak najszybciej i nie zwracałam na nią większej uwagi. W każdym razie jest dość typowa — zwykły kryminał z wplecionym wątkiem rodem z II wojny światowej, niezbyt wybitny, którego treść i zakończenie da się przewidzieć.
Pierwszoosobowa narracja pozwala lepiej poznać bohatera
Przez pierwszoosobową narrację można dość dobrze poznać Yeatesa, naszego głównego bohatera, jednak nie sprawiło to, że zaczęłam pałać do niego sympatią. Może i ma konkretny charakter i zwyczaje, ale między innymi przez wcześniej wymienione wady książki nie byłam w stanie go polubić. Dodatkowo irytował mnie, jak całokształt powieści. Nie jest jednak aż tak źle — ma mocne i słabe strony (choć zdecydowanie więcej tych mocnych…), da się uwierzyć w jego istnienie, aczkolwiek na dobrego pisarza, po tym, co przeczytałam, wcale mi nie wygląda. Pozostali bohaterowie raczej nie zapisują się w pamięci, a przynajmniej — nie w mojej. Odebrałam ich jako dość papierowych, mimo że Dębski wyraźnie starał się, aby byli charakterystyczni.
Problem tej książki może wynikać z faktu, że poprawiało ją zbyt dużo osób, o czym wspomina sam autor. Czy jednak tak jest na pewno? Musiałabym sięgnąć po inne jego dzieła, jednak po tym wcale mi się do tego nie spieszy. Myślę, że jeśli ktoś ma ochotę na kryminał science fiction, może po tę książkę sięgnąć i sprawdzić, czy rzeczywiście jest tak kiepska. Dla mnie to jednak po prostu przeciętny kryminał, który nie przypadł mi do gustu.

Tytuł serii: Owen Yeates
Tytuł: Furtka do ogrodu wspomnień
Autor: Eugeniusz Dębski
Liczba stron: 198
Gatunek: kryminał science-fiction