Skip to content

Fantastyka Codzienna

Portal o fantastycznych książkach, filmach i kulturze

Menu
  • Literatura fantastyczna
    • Aktualności książkowe
    • Recenzje
  • Kultura fantastyczna
    • Fantastyczne filmy i seriale
      • Recenzje filmów i seriali
    • Fantastyczne gry
      • Recenzje gier
    • Komiksy fantastyczne
      • Recenzje komiksów
    • Wydarzenia fantastyczne
  • O redakcji
    • Kontakt
Menu

Valerian i Miasto Tysiąca Planet (2017): Najdroższy europejski film [recenzja] [archiwum]

Opublikowano 26 kwietnia, 2018

„Valerian i Miasto Tysiąca Planet” to filmowa space opera, która tak bardzo zapadła mi w pamięć, że kiedy w 2026 roku przenoszę recenzję napisaną w 2018 na nową domenę to… naprawdę nic z niej nie pamiętam. A to był podobno najdroższy europejski film! Sprawdź, co pisałam o nim w 2018 roku i czy warto sie za niego zabrać.

Spis treści:

Toggle
  • Ludzkość to nie jedyny inteligenty gatunek
  • „Valerian i Miasto Tysiąca Planet” to barwny film
  • Ci bohaterowie nie dają rady
  • A co z postaciami w tle?
Valerian i Miasto Tysiąca Planet

Sprawdź recenzje innych filmów SF: „Piąta fala” | „Prometeusz” | „Ex Machina”


Ludzkość to nie jedyny inteligenty gatunek

Przyszłość. Ludzie okazali się nie być jedynymi mieszkańcami wszechświata: towarzyszą nam setki innych gatunków, a wszystkie z nich żyją razem w kosmicznym mieście. Valerian (Dane DeHaan) i Laureline (Cara Delevingne) są w tym świecie agentami od zadań specjalnych. Dostają rozkaz, aby uratować ostatniego przedstawiciela niemal wymarłego gatunku.

„Valerian i Miasto Tysiąca Planet” to chyba najdroższa produkcja filmowa stworzona w Europie. Została wykonana na bazie komiksu, jednak ponieważ nigdy nie miałam z nim styczności, nie będę oceniać tego dzieła przez porównanie go do oryginału.

„Valerian i Miasto Tysiąca Planet” to barwny film

Zacznijmy może od jasnej strony „Valeriana”: to niezwykle kolorowy film z bardzo ciekawą koncepcją świata. Choć efekty specjalne raczej niczym się nie wyróżniają, to same projekty świata przedstawionego są cudowne, a niektóre pomysły potrafią być absurdalne i wspaniałe zarazem. Dzięki temu film ma w sobie coś pociesznego i naprawdę miło się na niego patrzy.

Miło — pod warunkiem, że wyłączymy myślenie i nie będziemy zastanawiać się nad tym, co się tu właściwie dzieje. Niestety, choć jest tu sporo ciekawych koncepcji, to film jako całość po prostu nie do końca się klei. Wprawdzie bazowa historia jest bardzo prosta, ale intryga została kiepsko poprowadzona.

Ci bohaterowie nie dają rady

Na dodatek rady nie dają też postacie. Chociaż Cara Delevingne jako Laureline wypada… po prostu „OK”, to już Dane DeHaan kompletnie nie pasuje do swojej roli. Twórcy próbują kreować go na babiarza, radosnego człowieka, który potrafi wszystko – trochę jak Kapitan Kirk ze „Star Treka” – ale nie dość, że tego na ekranie nie widać (Valerian ani razu nie zachwyca się paniami, nie jest też zbyt zabawny), to na dodatek DeHaan ze swoim wyglądem kompletnie nie pasuje do takiego charakteru. Poza tym między nim a Delevingne nie ma absolutnie żadnej chemii i choć już na starcie film próbuje podsunąć nam romans, to on… kompletnie nie wybrzmiewa. Laureline i Valerian to co najwyżej partnerzy, a nie zakochana w sobie para.

Valerian i Miasto Tysiąca Planet

A co z postaciami w tle?

Poza tym „Valerian i Miasto Tysiąca Planet” ma… gdzieś życie innych ludzi. Wyobraźcie sobie, że w trakcie akcji ginie wam cała ekipa. Co robicie po zakończeniu misji? Wkurzacie się, że ktoś porwał wam sukienkę. I to nie zdarza się w tym filmie tylko raz: według twórców agenci bez konsekwencji mogą wybić cudzego władcę i cały dwór…

Jeśli liczycie na występ Rihanny, to… nie spodziewajcie się po niej niczego nadzwyczajnego. Gwiazdka dostaje wprawdzie całkiem ładnie nagraną scenkę, ale ta bardziej nadaje się do teledysku niż do filmu. Następnie piosenkarka znika z ekranu, podkładając tylko głos, po czym wątek jej postaci nagle się urywa, jakby producentom zabrakło pieniędzy, aby opłacić jej dalszy występ. Ech.

To zdecydowanie nie jest dobry film. Wprawdzie nie ogląda się go bardzo źle, głównie za sprawą bardzo barwnych zdjęć, które przyciągają wzrok, ale ma tyle mankamentów, że trudno traktować go jak poważne dzieło. A szkoda… bo naprawdę lubię space opery i chciałabym, by „Valerian i Miasto Tysiąca Planet” był czymś, co sprawi, że będę się dobrze bawić.


Valerian i Miasto Tysiąca Planet

„Valerian i Miasto Tysiąca Planet”  (2017)

ang. Valerian and the City of a Thousand Planets

reż. Luc Besson

space opera

Autor: Aleksandra Brzezińska

Tagi: fantastyka naukowa, space opera

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ostatnie posty

  • Specjalistka od słoni szkoli mamuty. „Ciosy zagłady” Raya Naylera [recenzja]
  • „Papierowy Mag” Holmberg wcale nie jest o origami. Mormonka i jej powieść fantasy [recenzja]
  • „Daleka droga do małej, gniewnej planety” Chambers to przykład cozy SF [recenzja]
  • Edycja limitowana „Death Note” już (i tylko) w przedsprzedaży
  • Vesper wyda Robin Hobb. Niedługo wznowienie „Ucznia skrytobójcy” 

Alternatywna historia dark fantasy Dom Wydawniczy Rebis Dystopia fantastyka naukowa fantastyka socjologiczna fantasy fantasy historyczne high fantasy horror komedia kryminał kryminał fantastyczny kryminał fantasy literatura amerykańska literatura brytyjska literatura dziecięca literatura faktu literatura historyczna literatura młodzieżowa literatura niemiecka literatura obyczajowa literatura polska Literatura postapokaliptyczna literatura przygodowa przygodowe fantasy retellingi i baśnie romans romantasy science fantasy Smoki space opera steampunk thriller urban fantasy Wydawnictwo Dolnośląskie Wydawnictwo Fabryka Słów Wydawnictwo Mag Wydawnictwo Muza Wydawnictwo Powergraph Wydawnictwo Prószyński i S-ka Wydawnictwo SQN Wydawnictwo Uroboros Wydawnictwo Zysk i S-ka zbiór opowiadań

©2026 Fantastyka Codzienna | Design: Newspaperly WordPress Theme