„Peryferyjczyk” to zbiór krótkich form, który przeczytałam przez wzgląd na kolorową okładkę. Naprawdę: tak pamiętam powód dla którego zdecydowałam się wziąć tę książkę do recenzji. Ale może się mylę, w końcu od jej przeczytania minęło z 8 lat. Co pisałam o „Peryferyjczyku” w 2018 roku?

Dowiedz się więcej o reportażu!
Zbyt rzadko sięgam po reportaże
Od 1993 roku do współczesności – oto zbiór reportaży Marcin Kołodziejczyk. Wcześniej wydane w prasie, obecnie w formie książki, analizują życie szarych obywateli.
Jako studentka dziennikarstwa nie raz i nie dwa mam wyrzuty sumienia, bo rzadko sięgam po reportaże, które teoretycznie „powinny” być podstawą mojej czytelniczo-studenckiej podróży. Dlatego gdy pojawiła się możliwość sięgnięcia po „Peryferyjczyka”, nie wahałam się i postanowiłam sprawdzić, co Peryferyjczyk ma mi do zaoferowania.
„Peryferyjczyk” to zbiór reportaży wyjętych z gazet
Teksty, które dostajemy, są przedrukiem z magazynów, pozbawionym jakichkolwiek poprawek, które dostosowywałyby je do wersji książkowej. I muszę przyznać, że to mój główny zarzut do tej książki. Przed każdym z reportaży mamy niepogrubiony lead, który streszcza tekst, i jeśli czytelnik nie zorientuje się, czemu ktoś mu opowiada w skrócie całość, może poczuć się niepocieszony. Poza tym w związku z tym ten początek często zachęca, ale wewnątrz już brakuje polotu: bo wiemy, co się mniej więcej wydarzy, a sam tekst jest często rzemieślniczą pracą dziennikarza, który co miesiąc musi napisać określoną liczbę tekstów, więc niekoniecznie ma czas na dopracowanie wszystkiego.
To, co jeszcze bolało mnie w tym zbiorze, to podejście autora do sieci: miałam wrażenie, że często próbuje oceniać internet czy gry jako coś negatywnego, coś, co tylko wysysa czas… a że absolutnie się z tym nie zgadzam, nie czułam się za dobrze, czytając takie analizy.

Mimo wszystko, to przyjemne teksty
Nie zmienia to jednak faktu, że „Peryferyjczyk” to zbiór całkiem przyjemnych tekstów, dotykających spraw społecznych i kryminalnych, które szybko się czyta. Marcin Kołodziejczyk często ma dość trafne spostrzeżenia, a tematy, które porusza, można uznać za istotne. Z tym że… dla mnie to jest po prostu za mało. To nie jest dzieło, które powala stylem czy treścią, a ponieważ nie jestem wielbicielką tego gatunku, po prostu na sporej liczbie fragmentów odpływałam myślami gdzieś indziej.
W trakcie czytania nasunęła mi się refleksja, że ten zbiór to doskonała pozycja dla osób, które często czytają w komunikacji miejskiej i sięgają głównie po ten gatunek: dzięki takiemu zbiorkowi będą mieli zawsze pod ręką sporą liczbę tekstów, które można przeczytać, a których długość jest „w sam raz” na kilkunastominutową podróż. Naprawdę mam wrażenie, że do tego „Peryferyjczyk” sprawdzi się znakomicie.
Ostatecznie ja sama raczej do tego zbiorku nie wrócę: nie zachwycił mnie, nie odkrył przede mną absolutnie niczego nowego. Nie jest to jednak zła książka – najzwyczajniej w świecie reportaż niekoniecznie do mnie przemawia. Z tego powodu, jeśli lubicie tego typu pozycje, warto się z nią zapoznać, choćby idąc do księgarni i czytając kilka pierwszych stron, aby zorientować się, czy styl autora Wam odpowiada.
Wsiadam do pociągu i od razu do kibelka, bo nie mam biletu. Zamykam się i jadę. Ludzie biorą za klamkę, a ja nic. Okno sobie otwieram i wyglądam. Papierosa zapalę. Wysiadam, jak zobaczę konia na łące. Potem w nocy przyjdę i go ukradnę. Każdy koń za mną pójdzie.
Fragment „Peryferyjczyka” Peryferyjczyk

Tytuł: Peryferyjczyk
Autor: Marcin Kołodziejczyk
Liczba stron: 389
Gatunek: reportaż
Wydanie: Wielka Litera, Warszawa 2017