„Ściana burz” to kontynuacja silkpunkowej powieści, która nieszczególnie mnie zachwyciła. Jednak drugi tom wspominam bardzo pozytywnie. Jak odebrałam książkę Kena Liu w 2018 roku i czy fani azjatyckich klimatów mogą po tę powieść sięgnąć?

Sprawdź poprzedni tom: „Królowie Dary”
Zza Ściany Burz nadciąga coś złego
Na tronie Dary zasiadł Kuni Garu. Jego cesarstwo przeżywa czas pokoju i rozkwitu. Taki stan nie może jednak trwać wiecznie: dworskie intrygi burzą jego spokój ducha, a zza mitycznej Ściany Burz nadciąga siła zdolna zniszczyć wszystko, co zbudował.
„Królowie Dary” okazali się dla mnie ogromnym rozczarowaniem. Czytając tę powieść, miałam wrażenie, że trzymam w rękach podręcznik do historii Chin, a nie epickie fantasy. Nic więc dziwnego, że przez długi czas nie potrafiłam zabrać się za kontynuację, czyli „Ścianę burz”. W końcu jednak się przemogłam i… absolutnie nie żałuję.
„Ściana burz” nie zaczęła się dla mnie najlepiej…
Nie będę oszukiwać: zaczęło się źle. Nawet bardzo źle. Niewiele pamiętałam z poprzedniego tomu, a „Ściana burz” rozpoczyna się od typowo dworskich intryg, co wymaga całkiem dobrej znajomości bohaterów. Na szczęście później było już zdecydowanie lepiej. Pojawił się wątek podróży oraz zagrożenia czyhającego na Darę i mniej więcej od połowy książki ta część historii naprawdę zaczęła mnie wciągać.
Ken Liu w poprzednim tomie mocno zraził mnie do siebie dużą liczbą suchych faktów oraz wprowadzaniem postaci, które dostawały dla siebie cały rozdział tylko po to, by chwilę później zginąć. W „Ścianie burz” na szczęście wygląda to już nieco inaczej. Autor wprawdzie nadal tworzy dość rozbudowane opisy i czasami gubi proporcje – potrafi długo opisywać wynalazki, a śmierci ważnych bohaterów poświęcić zaledwie jedno zdanie – jednak całość wydaje się znacznie bardziej naturalna, a przez to również przyjemniejsza w odbiorze.

Ta część robi wiele rzeczy lepiej!
Nie ma tu także bohaterów „jednorazowych”. Liu całkowicie zrezygnował z tego pomysłu, co uważam za bardzo dobrą decyzję. Co więcej, w drugim tomie umiejętnie wykorzystał przynajmniej jeden z wątków zapoczątkowanych w ten sposób wcześniej, co również zaliczam na plus.
Pamiętam też, że przy „Królach Dary” narzekałam na brak magii w powieści fantasy. W kontynuacji nie mogę już mieć o to pretensji. Choć nadal uważam, że namacalni bogowie nie są tej historii potrzebni, to poza nimi wreszcie pojawiają się inne, wyraźniejsze elementy fantastyczne. Co ciekawe, magia tego świata nie przypomina klasycznych czarów. Ken Liu mocno skupił się na jej naukowym aspekcie, tworząc maszyny działające zgodnie z zasadami fizyki obowiązującej w Darze. Dzięki temu całe uniwersum można wręcz uznać za science fantasy. Takie podejście bardzo mi odpowiada, choć – jak już wspominałam – opisy maszyn bywają momentami zbyt szczegółowe w porównaniu z pozostałymi elementami fabuły.
„Ściana burz” jest dużo bardziej epicka
Sama historia w drugim tomie jest zdecydowanie bardziej epicka – podniosła, rozbudowana i oparta na świecie przedstawionym, który odgrywa w niej niezwykle ważną rolę. Mamy tu sporo dworskich intryg, ale również podróży i odkrywania kolejnych zakątków Dary. Nie zabrakło także ciekawie poprowadzonego konfliktu zbrojnego. Podczas lektury drugiej połowy powieści nasunął mi się jednak jeden zarzut: zbyt wiele w niej zbiegów okoliczności.
[SPOILER] Już wyjaśniam, o co mi chodzi. Wyobraźcie sobie, że jedna z postaci ma ojca, który zaginął na morzu. Bohater znajduje nauczyciela. Po latach ich drogi się rozchodzą, a nauczyciel trafia na wyspę, na której przebywa zaginiony ojciec jego ucznia. Albo inna sytuacja: zza morza przypływają statki. Rozbijają się, załoga ginie, ale przewożone nasiona trafiają na jedną z wysp Dary. Po latach pojawiają się przybysze zza morza, którzy koniecznie potrzebują właśnie tych nasion. Oczywiście znajdują je dokładnie wtedy, gdy okazują się niezbędne. [KONIEC SPOILERA] Miałam wrażenie, że podobnych sytuacji było w tej książce więcej i przez to cierpiał realizm opowieści, tak pieczołowicie budowany przez wynalazki mieszkańców Dary.
Polubiłam ten świat przedstawiony
Dzięki kontynuacji zdecydowanie polubiłam świat Dary. Po pierwszym tomie nie przypuszczałam, że to powiem, ale naprawdę mam ochotę sięgnąć również po trzecią część. Choć nie wszystko w „Ścianie burz” jest doskonałe, zaczęłam podziwiać Kena Liu za jego pomysłowość w kreowaniu świata, a losy bohaterów wreszcie zaczęły mnie obchodzić. Jeśli więc – podobnie jak mnie – zraził Was pierwszy tom, nie rezygnujcie z kontynuacji. Dajcie jej szansę. Choć nie jest to najłatwiejsza lektura, naprawdę warto.
– Nikt nie rodzi się bohaterem, a legendy to tylko opowieści, Gin. Wiesz o tym tak samo dobrze jak ja. Jednak czasami świat wymaga od nas, byśmy wystąpili przed szereg i stali się wyrazicielami woli wielu; w takich właśnie chwilach kształtują się legendy i bohaterowie. Prawdziwa odwaga nie wynika z pewności ani z braku strachu, lecz rodzi się wtedy, gdy robimy to, co należy zrobić, mimo przerażenia i wątpliwości.
Fragment „Ściany burz” Kena Liu.

Tytuł: Ściana burz
Tytuł serii: Pod sztandarem dzikiego kwiatu
Numer tomu: 2
Autor: Ken Liu
Tłumaczenie: Agnieszka Brodzik
Liczba stron: 768
Gatunek: high fantasy
Wydanie: SQN, Kraków 2017