„Wyspa skarbów” trafiła do mnie trochę z przypadku, jak to często u mnie bywało i bywa. Powieść znalazłam w komplecie z inną klasyką literatury dziecięcej w dyskoncie; obydwie były chyba w wersji skróconej, ale teraz sobie nie dam ręki uciąć. Przeczytałam „Wyspę skarbów” w 2018 roku. Jak wówczas ją odebrałam?

Poznaj więcej książek z żeglowaniem po nieznanych wodach!
Podróż po skarb
Jim pomaga matce przy pracy w karczmie. Ich spokojne życie przerywa przybycie do niej człowieka, który każe nazywać się „kapitanem”. Po pewnym czasie okazuje się, że mężczyzna ma przy sobie mapę prowadzącą na Wyspę Skarbów.
Serial „Piraci” powstał między innymi na bazie „Wyspy skarbów”, klasycznej powieści dla młodzieży. A że bardzo go lubię, uznałam, że zapoznam się z „oryginałem”.
Ta „Wyspa skarbów” jest naprawdę ładnie wydana
Zacznijmy od wydania: to moje wypada naprawdę bardzo ładnie. Wprawdzie wyraźnie widać, że to literatura dla dzieci i młodzieży, jednak nie mogę nie docenić porządnego papieru i sympatycznych ilustracji. Bardzo miło trzyma się to wydanie w rękach i zdecydowanie zachęca do czytania.
Jeśli zaś chodzi o wnętrze książki, to choć je sobie cenię, jednak… ta powieść zdecydowanie nie jest moją literacką miłością. Zdecydowanie starsze powieści mogą poszczycić się specyficznym językiem: eleganckim, choć zwykle nie tak ciężkim, jak można byłoby się spodziewać po tak leciwych pozycjach.
Niby dużo się dzieje…
Niemniej ten język zwykle sprawia, że akcja powieści jest stosunkowo powolna i leniwa, co miało miejsce i w tym przypadku: choć w „Wyspie skarbów” teoretycznie dużo się dzieje, to jednocześnie odniosłam wrażenie, jakby wszystko odbywało się bardzo powoli i spokojnie. A to przecież powieść przygodowa – tu akcji nie powinno brakować.
Przy tym tak najzwyczajniej w świecie nieszczególnie interesowała mnie ta historia. Mimo że książka nie należy do długich, czytanie jej zajęło mi bardzo dużo czasu; nie potrafiłam wsiąknąć w tę przygodę i ten świat, a przecież klimaty związane z piratami są czymś, za czym przepadam. Nie związałam się też z samym głównym bohaterem, Jimem.

Co z czarnym charakterem?
Wydawać by się mogło, że przynajmniej z Silverem, czarnym charakterem całej opowieści, będę dość związana, zwłaszcza że jego filmowe wcielenie bardzo lubię. Niestety, ale… nie. Być może wynika to z faktu, że w tej powieści zły jest zawsze w pełni zły, a wewnątrz niej brakuje odcieni szarości.
Tak naprawdę nie mam wiele do powiedzenia na temat „Wyspy skarbów”. Nie żałuję przeczytania jej: to w końcu klasyka literatury. Nie żałuję też jej posiadania, bo samo wydanie wygląda naprawdę pięknie. Ale choć bardzo bym chciała, by było inaczej, to prawdopodobnie do tej książki po prostu nie wrócę.
Mam tylko jedną rzecz do powiedzenia, szanowny panie: jeśli nadal będziesz pan pił tyle rumu, świat wkrótce uwolni się od bardzo plugawego łotra!
Fragment „Wyspy skarbów” Roberta Louisa Stevensona

Tytuł: Wyspa skarbów
Autor: Robert Louis Stevenson
Tłumaczenie: Józef Birkenmaj
Liczba stron: 264
Gatunek: powieść przygodowa
Wydanie: Olesiejuk, Warszawa 2015