„Tajemnice Królów” miały być niezwykłą przygodą w starożytnym Egipcie. Jednak to nie jest powieść, która pozytywnie zapisała mi się w pamięci. Co myślałam o niej zaraz po lekturze w 2015 roku?
Moja miłość do starożytnego Egiptu regularnie wracała
Pamiętam, jak kiedyś zakochiwałam się co chwilę w starożytnym Egipcie — na początku przez grę komputerową „Faraon”, później przez mitologie, gazetki, filmy i bajki. Byłam fanką Tuta, a „Klątwę Tutenchamona” oglądałam chyba kilkanaście razy. W gimnazjum próbowałam nawet uczyć się staroegipskiego… z dość marnym skutkiem. I choć moja mania minęła, do tego kraju ciągle mam jakąś słabość. Nie dziwi więc, że w końcu nadszedł czas na recenzję powieści z nim związanej.
Zagadka w Nowym Państwie
Starożytny Egipt, okres Nowego Państwa. Po śmierci króla Aja władzę przejmuje Horemheb. Nowy władca wpada na trop złamanego przed laty prawa. Postanawia rozwiązać zagadkę i w tym celu wysyła młodego Egipcjanina, Sharadana. Zadanie jednak nie jest proste, szczególnie że do głosu zaczyna dochodzić przeszłość żołnierza, niekoniecznie mu przychylna…
Opis z tyłu okładki obiecuje nam ogrom wrażeń, akcję i dynamizm — coś nadzwyczajnego i ciekawego! Co jednak dostajemy? O tym za chwilę. Pozwólcie, że najpierw rozliczę się z samą oprawą graficzną książki.
Ta książka nie wygląda na zbyt drogą
Pierwsze, co przyszło mi na myśl, gdy zobaczyłam tę okładkę, to: tania, niewypromowana, być może nowa. Nie jest jednak tak źle. Ilustracja nie jest tragiczna, napisy są proste i dobrze dobrane kolorystycznie. Ot, zwykła książka. Wewnątrz nieco zabolała mnie tania czcionka używana w nagłówkach tytułów, jednak poza tym wielkość tekstu, jego układ i podział wyglądają naprawdę przyzwoicie. Papier też nie jest najgorszej jakości. Innymi słowy — „Tajemnice Królestwa” wyglądają na przeciętną, niewyróżniającą się książkę, która dla mnie, osoby wcześniej niezaznajomionej z Gische, miała na początku zupełnie czystą kartę.
Wydawało mi się, ze to wina tłumacza…
Nie potrzebowałam jednak dużo czasu, aby zacząć kształtować swoje zdanie o tej pozycji. Pierwsze, co przyszło mi do głowy po kilku stronach, to: cholera, ten tłumacz to zepsuł. Zdania często są zbyt krótkie, nie zawsze dobrze ze sobą powiązane, język jest prosty, ale styl wyraźnie kuleje. Ale dobrze — zdarza się. Wydawnictwo źle dobrało tłumacza, nie ma co się przejmować, prawda?
Tyle że… tyle że potem okazało się, że Gische to polska autorka…
Zdecydowanie nie przypadł mi do gustu sam sposób pisania tej pani. „Tajemnice Królów” wydają się chwilami wręcz infantylne. W żadnym razie nie oddają magicznej atmosfery Egiptu, w której zakochałam się jako dzieciak, a dialogi między postaciami bywają po prostu śmieszne. Zwróciłam też uwagę na próbę „przemycania” wiedzy o starożytnym Egipcie. Może wynika to z tego, że mam już jakąś wiedzę na ten temat, ale moim zdaniem autorka nie potrafiła wpleść ciekawostek w fabułę w naturalny sposób. Opisy, które się pojawiają, a dotyczą egipskich zwyczajów, są zbyt wyraźnie eksponowane.
W tym miejscu, jeśli już o stylu i klimacie mowa, muszę wspomnieć o imionach. A właściwie o jednym imieniu, które zupełnie nie pasowało do całej powieści i za każdym razem wywoływało mój wewnętrzny bunt…
Niech mi ktoś wyjaśni, jak można nazwać geparda Rafi?!
A do tego egipskiego, żyjącego na królewskim dworze?
Gdyby to był skrót — rozumiem. Ale nie. To jego pełne imię…
Choć styl jest często kluczowy dla powieści, ta nie broni się też na innych płaszczyznach.
Bohaterowie książki o Egipcie są zwyczajni i płytcy
Bohaterowie są zwykli i w większości płytcy. Główny bohater, Sharadan, nie ma wyraźnych cech charakteru poza tym, że miał kiepskie dzieciństwo. Jest też nadzwyczaj zmienny — w początkowej części powieści poznajemy alkoholika, później szpiega, nieudacznika, sprytnego pomocnika króla, dobrego i złego brata… naprawdę nie ma w nim nic stabilnego, mimo że autorka kreuje go na postać raczej pozytywną.
A inni? Władca Egiptu ostatecznie nawet nie wie, po co właściwie powierzył Sharadanowi rozwiązanie zagadki, ale każe mu ją dokończyć, bo tak. Siostra głównego bohatera to zwykła mścicielka, działająca impulsywnie, a „czarne charaktery” rozpoznaje się tu na kilometr. Naprawdę nie widzę w tych postaciach nic ciekawego.
Fabuła to banalny kryminał historyczny
A fabuła? Też nie. Pomijając już fakt, że początkowo miałam problem, by się w niej odnaleźć — opis z okładki obiecuje wielowątkową powieść, a dostajemy współczesny, banalny kryminał, który niekoniecznie trzyma się kupy i na pewno nie gra z faktami historycznymi. I choć historia sprzed trzech tysięcy lat daje dużą swobodę interpretacji, ta powieść wcale na tym nie zyskuje. Wręcz przeciwnie — nic w niej nie wybija się na plus. A do tego czasy, które opisuje autorka, są dość oklepane i niewiele nowego wnoszą.
„Tajemnice Królów” mogą być dobrym prezentem dla młodszej lub starszej osoby, która lubi proste historie, fascynuje się Egiptem (bardziej estetycznie niż merytorycznie) i nie czyta zbyt wiele. Wtedy ta powieść może się obronić dzięki prostemu językowi i niewymagającej fabule. Dla mnie jednak była rozczarowaniem i myślę, że osoby bardziej oczytane również zauważą jej liczne braki. Po co więc sięgać po coś przeciętnego, skoro istnieje tyle lepszych książek?

Tytuł: Tajemnice Królestwa
Autor: Victoria Gische
Liczba stron: 331
Gatunek: powieść historyczna