Nie pamiętam, jak trafiła do mnie „Piąta góra”. Na pewno przypadkiem, biorąc pod uwagę, że czytałam tę książkę w wiekowym już wydaniu. Jak odebrałam wówczas tę powieść Coelho? Czy warto się za nią zabrać? Sprawdź recenzję z 2018 roku!

Sprawdź recenzje innych książek Paulo Coelho: „Być jak płynąca rzeka”
„Piąta góra” to opowieść o Eliaszu
IX w. p.n.e. Eliasz z rozkazu Jahwe opuszcza Izrael, swoją ojczyznę. Wędrując, spotyka wdowę, która otacza go opieką. Pomiędzy dwojgiem ludzi zaczyna tworzyć się więź, ale Eliasz nie może zapomnieć, że jest prorokiem Boga.
Gdy kilka lat temu na jednym z uniwersytetów rozmawiałam z pewną doktorantką na wydziale filozofii, usłyszałam, że w towarzystwie osób zainteresowanych tym zagadnieniem Coelho traktowany jest jako osoba, która nie tworzy nic nowego i która nie wnosi żadnej nowej wartości do naszego świata, powtarzając znane wszystkim morały. Trudno mi stwierdzić, czy tak faktycznie jest i czy współcześni filozofowie faktycznie tak uważają, ale muszę przyznać, że „Piąta góra” jak najbardziej tę teorię potwierdza.
Retelling biblijnej historii
W tej powieści Coelho rozwija biblijną historię o proroku Eliaszu. Swój język stylizuje więc na bardzo oficjalny i pompatyczny; pozbawiony emocji, zbliżony nieco do tego, który możemy znaleźć w Piśmie Świętym. Biorąc pod uwagę temat „Piątej góry”, ten zabieg sam w sobie wydaje się dobrym wyjściem, jednak mnie osobiście sam styl autora w przypadku tej pozycji absolutnie nie porwał. Ba, wręcz kłócił się z „prawdami objawionymi”, jakie Coelho próbuje nam przekazać.
Chociaż „próbuje” to mało powiedziane. Brazylijski pisarz nawet nie udaje, że całość jest metaforą. Przeciwnie – w dialogach wyjaśnia nam, co znaczą czyny bohaterów, tłumaczy nam wiarę, pragnienie życia i inne tego typu sprawy dosłownie, bez możliwości jakiejś głębszej analizy. Przy tym powtarza znane wszystkim slogany, które możemy znaleźć na portalach z motywacyjnymi cytatami. Przez to „Piąta góra”, mimo swojego patetyzmu, jest pozycją niezwykle pustą. Wprawdzie może człowiek prosty, niekoniecznie dobrze wykształcony, znajdzie tu jakąś mądrość życiową dla siebie, jednak każda inna osoba prawdopodobnie prędko poczuje się tym tytułem i podejściem autora do „filozofii” zmęczona.
Co z bohaterami i fabułą?
Właściwie w przypadku „Piątej góry” niełatwo jest mówić ani o bohaterach, ani o fabule. Paulo Coelho nie skupia się na swoich postaciach, robiąc z nich raczej swoiste figury, które po prostu mają do odegrania pewne role: tak, aby czytelnik na pewno zrozumiał i tak jasne jak słońce przesłanie. Fabuła tej powieści ma dokładnie ten sam problem: ma udowodnić tezy autora, nic więcej.
Muszę jednak oddać pisarzowi fakt, że do samej tematyki biblijnej podchodzi z dużą dozą szacunku. Dlatego też być może osoby głęboko wierzące i bezkrytycznie podchodzące do religii chrześcijańskiej odnajdą się w „Piątej górze”.
Cieszę się, że „Piąta góra” to tak krótka powieść. W innym przypadku pewnie prędko bym ją odłożyła. To bardzo krótki i pusty tekst, który przez swój patetyzm stara się być „czymś więcej”. A tego zdecydowanie nie lubię.
Ze wszystkich rodzajów niszczącej broni, jaką wymyślił człowiek, najstraszniejszą i najpotężniejszą było słowo. Sztylety i włócznie zostawiały ślady krwi, strzały można było dostrzec z daleka. Truciznę dawało się wykryć i jej uniknąć. Ale słowo miało moc niszczenia bez śladu.
Fragment „Piątej góry” Paulo Coelho

Tytuł: Piąta góra
Autor: Paulo Coelho
Tłumaczenie: Basia Stępień, Grażyna Misiorowska
Liczba stron: 222
Gatunek: powieść współczesna
Wydanie: Drzewo Babel, Warszawa 1998