„Ogień i krew” czytałam w 2018 roku we współpracy z wydawnictwem Zysk i s-ka. Jak podobała mi się ta książka George’a R. R. Martina? Jej akcja osadzona jest 300 lat przed fabułą „Gry o tron”. Sprawdź, co wyróżnia tę książkę fantasy!

Sprawdź więcej historii fantasy, które rozgrywają się w innych światach!
„Ogień i krew” opowiada o czasach pełnych smoków
300 lat przed tym, jak na Żelaznym Tronie zasiadł Robert Baratheon, w Westeros rządziły smoki. Aegon Zdobywca zjednoczył Siedem Królestw, a wraz ze swoimi siostrami-żonami dał początek potężnemu, królewskiemu rodowi.
„Pieśń lodu i ognia” Martina to dla mnie dość istotna seria. Był taki czas (w okolicy 3. i 4. sezonu serialu), gdy codziennie rozmawiałam z kimś na jej temat. Przeczytałam jednak tylko dwa tomy, uznając, że całość przeczytam dopiero wtedy, gdy cała saga ukaże się już na półkach (znając fabułę właściwie całej serii jeszcze przed lekturą). Ponieważ jednak akcja „Ognia i krwi” dzieje się przed „Grą o tron”, po prostu nie mogłam odpuścić tej książki. Nie wiem, czego się spodziewałam po Martinie… ale chyba nie do końca tego, co dostałam.

Kronika rodu Targaryenów
George R. R. Martin zdecydował się opowiedzieć historię rodu Targaryenów w formie kroniki. To sprawia, że książka nie przypomina klasycznej powieści. Rozdziały przedstawiają kolejne etapy w dziejach Westeros, tekst naszpikowany jest nazwami własnymi, a bohaterowie rzadko mają okazję pokazać swój charakter — zamiast tego są opisywani, nie zawsze znajdując potwierdzenie swoich cech w wydarzeniach przedstawionych na kartach książki. To sprawia, że choć „Ogień i krew” jest prequelem, osoby niezainteresowane „Pieśnią lodu i ognia” i nieznające wcześniej sagi, nawet w niewielkim stopniu, mogą się w tej książce po prostu nie odnaleźć.
Wolałabym zbiór opowiadań
Sama muszę przyznać, że… chyba jednak wolałabym dostać zbiór opowiadań niż kronikę. Najnowsza książka Martina zawiera wprawdzie dobre i często naprawdę ciekawe historie, ale przez swoją formę nie zawsze pozwala cieszyć się nimi tak, jak w przypadku „zwykłej” powieści. Jesteśmy jedynie biernymi obserwatorami, a część informacji podawanych przez autora może nas zwyczajnie nie interesować, nawet jeśli jesteśmy wielkimi fanami jego świata. Zdaję sobie jednak sprawę, że gdyby autor chciał stworzyć z tego coś bardziej fabularyzowanego, zapewne musielibyśmy czekać kolejne dwadzieścia lat na osiem tomów „Ognia i krwi”. Może więc to lepsze niż nic?
To wszystko nie oznacza jednak, że „Ogień i krew” jest pozycją trudną w odbiorze. Styl autora należy raczej do prostszych. Nie znajdziecie tu mocnej stylizacji językowej. Książkę czyta się dość łatwo, zwłaszcza jak na tego typu formę.

„Ogień i krew” jest pięknie wydany
Ponadto trzeba zwrócić uwagę na jej wyjątkowo piękne wydanie. Wewnątrz znajdziemy naprawdę masę przepięknych ilustracji — jest ich o wiele więcej niż w standardowych książkach zawierających grafiki. To naprawdę coś, co umila lekturę i sprawia, że „Ogień i krew” jest świetną propozycją na prezent.
Niewątpliwie celem istnienia „Ognia i krwi” jest poszerzenie uniwersum. Przedstawienie dokładniej wątków, które możemy znać z głównej sagi, oraz rozwinięcie postaci zaprezentowanych choćby w „Świecie ognia i lodu”. W związku z tym jest to przede wszystkim książka dla osób dobrze zaznajomionych z twórczością Martina, które chcą wracać do Westeros tak często, jak tylko się da, i traktują ten świat przedstawiony całkiem poważnie (co przy podejściu autora naprawdę nie jest trudne). Pod tym względem to bardzo ciekawa pozycja, która zaspokoi tych, którzy szukają faktów, a nie emocji.
Muszę jednak odradzić sięgnięcie po „Ogień i krew” osobom, którym nie spodobała się główna saga albo które jeszcze się za nią nie zabrały. Choć treść książki jest dość prosta i raczej zrozumiała, to bez emocjonalnego związku z Westeros trudno wynieść z tej lektury coś naprawdę wartościowego. Chyba że jesteście fanami właśnie takiego, dość suchego, kronikarskiego podejścia — wtedy może się okazać, że ta książka będzie strzałem w dziesiątkę.
– Twoi strażnicy są powolni i leniwi – skwitowała. – Mogłabym cię zabić z równą łatwością, z jaką cię skaleczyłam. Potrzebujesz lepszych obrońców.
Krwawiący z rany na policzku król nie miał innego wyjścia, jak się z nią zgodzić.
Wielu monarchów miało osobistych strażników. Królowa Visenya doszła do wniosku, że króla Aegona, jako władcę Siedmiu Królestw, powinno strzec siedmiu obrońców. Tak powstała Gwardia Królewska — formacja złożona z siedmiu rycerzy, najlepszych w Westeros, odzianych w nieskazitelnie białe zbroje i płaszcze.
Fragment „Ognia i krwi. Tomu 1” George’a R. R. Martina.

Tytuł: Ogień i krew. Tom 1
Tytuł serii: Historia Targaryenów
Numer tomu: 1
Autor: George R. R. Margin
Tłumaczenie: Michał Jakuszewski
Liczba stron: 612
Gatunek: fantasy
Wydanie: Zysk i s-ka, Poznań 2018