„Rozkosze nocy” przeczytałam jakoś z przypadku, szukając lekkiej książki. Jak sprawdził mi się ten erotyk fantasy w 2019 roku? Sprawdź recenzję i dowiedz się, czy to może być coś, czego szukasz dla siebie.
Poznaj romanse osadzone w świecie fantasy!
Ktoś odwiedza Lyssę we śnie
Lyssa od lat miała problemy z zasypianiem. Od dziecka cierpi na bezsenność, której nie potrafi zaradzić. Pewnej nocy w jej śnie pojawia się niezwykły mężczyzna. Aidan Cross przynosi jej takie ukojenie, jakiego nie zaznała jeszcze nigdy. Kolejne spotkania przynoszą Lyssie nowe doznania, nie pozwalając kobiecie skupić się na tajemnicy, jaką skrywają jej własne sny.
„Rozkosze nocy” to ciekawy koncept i zmarnowany potencjał
Książki skupione na erotyzmie raczej nie należą do tych, po które chętnie sięgam. Jeśli już się to zdarzy, to zwykle albo przez przypadek, albo przez popularność danego tytułu. Tym razem nastąpiło to pierwsze: buszowałam w poszukiwaniu czegoś lekkiego, a „Rozkosze nocy” są i lekkie, i krótkie. Przeczytana przeze mnie w niespełna jeden wieczór powieść Sylvii Day nie okazała się jednak niczym więcej… Mimo że miała w sobie potencjał na bycie czymś nieco bardziej intrygującym.
Autorka chyba chciała upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Z jednej strony miała zamiar napisać gorący erotyk, po który chętnie sięgną jej czytelniczki, a z drugiej wpadła na pomysł uniwersum, które właściwie mogłoby całkiem zgrabnie funkcjonować. Połączenie tych dwóch konceptów – choć mogłoby naprawdę dobrze działać – okazało się jednak zbyt powierzchowne, aby książka Day faktycznie wykorzystała swój pełen potencjał.
Na czym polegał zamysł autorki? Był stosunkowo prosty. Day w swoim świecie stworzyła dodatkowy wymiar, w którym wyszkoleni mężczyźni w pewnym sensie bronią snów innych ludzi. Jednocześnie bezustannie poszukują osoby z przepowiedni, która może stanowić zagrożenie dla świata. To niezwykle pojemny i plastyczny motyw, pozwalający na sporą swobodę twórczą. W końcu we śnie może dziać się naprawdę wiele, prawda?
Wplecenie do takiej historii romansu też nie wydaje się głupie. W końcu kobiety często marzą o swoim prywatnym obrońcy – kimś, kto odepchnie koszmary i pomoże im w chwili słabości. A Aidan Cross kimś takim staje się dla głównej bohaterki. Ten pomysł naprawdę miał spory potencjał na historię nie tylko zaspokajającą pragnienia czytelniczek, ale przy okazji na stworzenie może niezbyt oryginalnego, lecz wciąż ciekawego świata przedstawionego.
Brak balansu i erotyka na pierwszym planie
Sylvia Day chyba jednak nie wyczuła odpowiednich proporcji pomiędzy elementami fantastycznymi a erotyzmem i budowaniem relacji między bohaterami. Na samym starcie zarzuca nas ogromną ilością wymyślonego przez siebie nazewnictwa, które jednak wkrótce przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie. Historia, zamiast po równi rozwijać wątek fantastyczny i romans, skupia się jedynie na zbliżeniach intymnych bohaterów.
Ba, Day poszła nawet na skróty w kwestii budowania relacji postaci. W końcu umysły Aidana i Lyssy się „połączyły”. On od razu wie o niej wszystko, a ona w końcu ma swojego wspaniałego mężczyznę i nie potrzebuje niczego więcej.
Elementy fantasy pełnią ostatecznie więc tylko rolę pewnego spoiwa, które daje postaciom kolejne wymówki do współżycia. Tworzą iluzję fabuły, której w gruncie rzeczy w „Rozkoszach nocy” po prostu brakuje. To erotyk skupiony tylko na jednym. Jednocześnie okazuje się niezbyt zaskakujący i raczej sztampowy, choć mający w sobie tę odrobinę całkiem uroczej delikatności.
Dobry „odmóżdżacz”?
Powieść Day, mimo aspiracji do bycia czymś więcej, ostatecznie jest więc tylko przeciętnym erotykiem, który raczej nie wniesie do niczyjego życia nowych wartości czy świeżych pomysłów. Niemniej wydaje mi się, że jako lekki „babski odmóżdżacz” może się sprawdzić. „Rozkosze nocy” nie są w końcu ani długie, ani trudne, więc czyta się je błyskawicznie.
No i okładka powieści nie straszy nagą, męską klatą, która z daleka krzyczy: „jestem erotykiem!”. To chyba też pewien atut… Mimo że wystarczy przeczytać sam tytuł, by zorientować się, jaka mniej więcej może być treść tej historii.
– Jestem taka śpiąca, Aidanie.
– Odpoczywaj więc – zamruczał. – Będę pilnował, żeby nikt ci nie przeszkadzał.
– Jesteś aniołem?
Wykrzywił usta i przycisnął ją mocniej.
– Nie, kochanie. Nie jestem.
W odpowiedzi usłyszał ciche chrapanie.
Fragment „Rozkoszy nocy” Sylvii Day

Tytuł: Rozkosze nocy
Tytuł serii: Strażnicy snów
Numer tomu: 1
Autor: Sylvia Day
Tłumaczenie: Małgorzata Miłosz
Liczba stron: 304
Gatunek: erotyk fantasy
Wydanie: Akurat, Warszawa 2013