To archiwalny wpis z bloga Drewniany Most – przeniesiony bez wprowadzania większych zmian.
Wczoraj i dziś, tj. 30-31.01 miał miejsce Liskon – konwent w Kędzierzynie Koźlu. Niewielki, niezbyt znany, ale jako, że nie był tak daleko mnie, postanowiłam się na niego wybrać. W przeciwieństwie do wycieczki na Opolcon nie byłam sama – razem ze mną wybrała się moja siostra i jej chłopak 🙂

Na konwencie w Opolu, który był moim pierwszym z resztą, czułam się nieco zagubiona, ale generalnie ludzie, otoczenie było dość przyjemne, prelekcje coś wnosiły, a ludzi było na tyle, by cały czas coś się działo. Miałam nadzieję, że na Liskonie będzie tak samo, lub podobnie…
Niestety, trochę się zawiodłam na całokształcie – i gdyby nie możliwość focenia, uznałabym to za totalną porażkę.

Przede wszystkim, obsługa była, brzydko mówiąc, upierdliwa. Dobrze, machnęłabym ręką na to, że mieli problem, by wpuścić do środka osoby mi towarzyszące. Te zapomniały o zgodzie rodziców i dokumentach (chociaż skoro i tak kupowaliśmy bilety kosztujące 15zł… to było to nieco irytujące), ale… mieć problem by wpuścić do środka cosplayerkę? Bo tak, tak nam się niestety zdarzyło. Wyszłyśmy z Alex, z którą byłam już wcześniej umówiona, na kilka zdjęć do pobliskiego parku. Miała na sobie strój Battle Bunny Riven – broń, królicze uszka, widać na oko, że to cosplay. Problem polegał na tym, że zostawiła wewnątrz identyfikator… Człowiek pilnujący drzwi najpierw miał pretensje o to, że nie ma go przy sobie, by później odprowadzać ją do pomieszczenia, w którym miała swoje rzeczy, aby mu ten identyfikator pokazała… Przepraszam, ale takie traktowanie osób, które przez swój strój urozmaicają całe wydarzenie nie wygląda zbyt pozytywnie.

Jeśli chodzi o prelekcje, sama zdążyłam być tylko na jednej, prowadzonej przez zupełnie nieprzygotowanego człowieka. Moja siostra zaliczyła wraz z tą dwie – podobno tamta trwała około pięciu minut, po czym prowadzące zajęły się sobą, a uczestnicy sobą… Nie było też zbyt dużego wyboru wśród wystawców, a cała impreza zdawała się być kiepsko przygotowana. Mieliśmy zostać tam do siódmej co najmniej, około siedemnastej już się zbieraliśmy.

Przepraszam, Opolcon nie dość, że większy i lepiej zorganizowany, to jeszcze darmowy. A Liskon? Pieniądze z wejściówek oraz te na dojazd zostały wyrzucone w błoto, krótko mówiąc.
Przy okazji, podczas robienia zdjęć, po raz kolejny zauważyłam u siebie ogromny brak pewności siebie podczas sesji. Muszę nad tym zdecydowanie popracować… Najchętniej poobserwowałabym jakiegoś fotografa przy pracy, niestety, ceny kursów mnie w tej chwili przerażają, a przez szkołę nie mam za bardzo jak się u kogokolwiek zatrudnić.