„Niebo ze stali” to trzeci tom cyklu o Imperium Meekhańskim, jednak pierwsza powieść. Jak oceniłam tę książkę w 2020 roku? Sprawdź, jak odebrałam twórczość polskiego autora i dowiedz się, czy to high fantasy jest warte Twojej uwagi!

Inne książki w cyklu: „Północ-Południe” | „Wschód-Zachód”
Północ spotyka Wschód
Czerwone Szóstki mają pomóc Wozakom przedostać się przez góry na ich rodzinną wyżynę, gdzie Verdanno mają stoczyć walkę z tymi, którzy lata temu odebrali im dom. W tym samym rejonie dochodzi do regularnych, tajemniczych morderstw, nad którymi zastanawia się Kenneth-lyw-Darawyt. W tym samym czasie Daghena oraz Kailean, odgrywając rolę wozackiej księżniczki i jej służącej, mają dostać się do posiadłości okolicznego hrabiego. Mają pomóc Szczurom rozwiązać sprawę ginących w górach ludzi.
Od opowiadań do udanmej, pełnej powieści
Po dwóch dość obszernych tomach opowiadań, przyszedł czas na powieść, która połączy rozpoczęte wcześniej wątki. „Niebo ze stali” jest więc pierwszym dłuższym, jednolitym tekstem Wegnera z tej serii i muszę przyznać, że sprawdza się co najmniej znakomicie. Nie tylko pod kątem fabularnym. Rytm, narracja, bohaterowie – w tej powieści gra właściwie wszystko.
Nie wszyscy bohaterowie z części poprzednich występują jednak w tej odsłonie „Opowieści…”. Wegner łączy wątki z opowiadań z tomu pierwszego i drugiego, spotykając ze sobą postacie z północy i wschodu Imperium. Jednocześnie przez lwią część powieści dostajemy dwie główne narracje. Pierwsza należy do Kailean, druga do Kennetha. I jedna, i druga postać ma osobny wątek, które oczywiście z czasem zazębiają się i łączą w jeden.
„Niebo ze stali” to świetne tempo i angażujące militarne tło
Jak część z Wаs pewnie wie, niekoniecznie przepadam za mocnym militaryzmem w powieściach. Interesuje mnie raczej wynik starcia, niż sam jego przebieg. Uzbrojenie, formacje, sposób machania mieczem… to nie jest coś, co mnie szczególnie fascynuje. Ta część zaś jest bardzo militarna: w końcu Wozacy właśnie zmierzają na wojnę, a północne opowiadania też często opisywały starcia. Mimo tego, Wegner tym razem naprawdę długo był w stanie utrzymać moją uwagę. Odnoszę wrażenie, że wie, o czym pisze, przekazuje istotne informacje i nie pozwala się w tym wszystkim zgubić. Nawet sama wędrówka przez góry była dla mnie interesująca, a przecież… przez pierwszą część książki bohaterzy po prostu idą.
Wynika to chyba w dużej mierze z zachowania naprawdę bardzo dobrego tempa. Gdy jest szansa, że znudzimy się danym wątkiem, Wegner urywa go w możliwie najciekawszym momencie, aby przejść do innego bohatera. Z czasem zaczyna wręcz skakać po narracjach, ale robi to w sposób wymierzony i bardzo czytelny – nie ma więc tu mowy o chaosie. Tego po prostu potrzebowała historia, więc… zrobił to. I już.

Realizm, ograniczenia i warsztat Roberta M. Wegnera
Znów przypomniało mi się, jak dobry w prowadzeniu narracji jest ten autor. Jego styl jest niezbyt artystyczny, ale w odpowiednich momentach potrafi budować napięcie, a niektóre podsumowania i porównania są naprawdę zapadające w pamięć. Nie oszukujmy się, na pewno spore znaczenie ma tu jego wiedza. Wegner naprawdę wie, o czym pisze, gdy przedstawia nam świat przedstawiony.
I właśnie chyba z tego powodu bardzo łatwo jest w tę historię uwierzyć. Mimo wymyślonego świata, autor podchodzi do swoich postaci w bardzo realistyczny sposób. W tym świecie koń nie będzie uciekał przez siedem dni czy nocy. Pies nie będzie szukał wody, gdy nie jest spragniony. Magia nie wywoła ot tak sobie zbawiennego deszczu. To ograniczenia, a nie możliwości budują dobrą historię i Wegner chyba po prostu zdaje sobie z tego sprawę.
Najzwyczajniej w świecie nie mam tej książce absolutnie nic złego do zarzucenia. Przeciwnie, czuję się w pełni usatysfakcjonowana lekturą. Niełatwo trafić na tak dobre i dojrzałe high fantasy. Dlatego po prostu polecam „Niebo ze stali”. Warto sięgnąć i sprawdzić, szczególnie że mimo sporej ilości nagród, autor wciąż sporej ilości czytelników jest nieznany. A Sapkowski naprawdę nie jest jedynym polskim twórcą, który potrafi stworzyć wyjątkowe uniwersum.
Słońce wschodziło, oślepiając i jego, i And’ewersa, choć kowal ledwo zmarszczył brwi.
– Mógłbyś choć udawać, że cię razi.
– Gdy godzinami wpatrujesz się w palenisko, czekając, aż żelazo przybierze odpowiednią barwę, oczy się przyzwyczajają.
– To jak określisz tę barwę?
– Za gorące, musi ostygnąć.
Fragment powieści „Niebo ze stali” Roberta M. Wegnera

Tytuł: Niebo ze stali
Tytuł serii: Opowieści z meekhańskiego pogranicza
Numer tomu: 3
Autor: Robert M. Wegner
Liczba stron: 624
Gatunek: high fantasy
Wydanie: Powergraph, Warszawa 2012