To do dzisiaj jedna z najstarszych książek w mojej kolekcji. „Księżyc nad Cieszynem” przeczytałam w 2016 roku. Jak wiele innych z moich starszych książek, miał wylądować w śmieciach, a ja postanowiłam się nim zaopiekować. Jak podobało mi się spotkanie z tą powieścią?

To książka wydana w 1946 roku
Kolejna pozycja, po którą prawdopodobnie nikt z Was nie sięgnie, bo i trudno będzie komukolwiek ją znaleźć. Książka została odratowana z makulatury. Czekała dość długo, aż w ogóle po nią sięgnę… aż w końcu jej grube, pożółkłe kartki zaczęły mnie do siebie przyciągać, a gdy zobaczyłam datę wydania – 1946 rok – zabrałam się za czytanie.
Generalnie została wydana ponownie w 1988 roku, ale od tego czasu nie było nowych wydań, o ile się orientuję. Niestety nie potrafiłam znaleźć jej w wersji elektronicznej… Mimo to mam nadzieję, że uznacie ten post za choć trochę przydatny. Z tego też powodu będzie tu dwa, a nie trzy dni 🙂
„Księżyc nad Cieszynem” został napisany przez dziennikarza i tłumacza
Paweł Hulka-Laskowski to urodzony w Żyrardowie dziennikarz i tłumacz. Mimo robotniczego pochodzenia zdobył solidne wykształcenie. Znał kilka języków, był też działaczem ewangelickim. „Księżyc nad Cieszynem” to nic innego jak jego zapiski z II wojny światowej.
Ponieważ mamy do czynienia z dziennikiem – na dodatek człowieka intelektu, ale niezbyt ważnego, nie stojącego na czele żadnej większej organizacji – trudno mówić o wybujałej fabule. „Księżyc nad Cieszynem” to historia życia w realiach wojny, ale spisana z boku najważniejszych wydarzeń, okiem człowieka, który nie walczył, raczej unikał walki i starał się przetrwać, niż wyzwolić ojczyznę, mimo że naprawdę tego pragnął i całym sercem nienawidził Hitlera oraz jego narodu.
Język autora zachwycił mnie od pierwszych stron
To, co zachwyciło mnie od pierwszych stron, to sam język autora. Hulka-Laskowski to człowiek, który wie, jak dobrze pisać. Biegle posługuje się językiem ojczystym, wie, jak ubrać wszystko w słowa, aby dobrze brzmiało. Jego porównania i uwagi są trafne i często zmuszają do refleksji.
A jednak zmuszałam się do lektury…
Mimo tego ta historia jest jedną z tych, do których czytania musiałam się zmuszać. Zamiast czytać, sięgałam po seriale, gry – cokolwiek, byle nie otwierać tej książki. Czemu? Bo choć na początku wydała mi się czymś naprawdę dobrym, wymagającym poznania i wręcz proszącym się o uwagę, to im dalej, tym mniejszą czułam potrzebę, by wiedzieć więcej. To, co początkowo mnie zachwycało – niezły styl, ciekawe uwagi, zapiski bezpośrednio z ludzkich myśli i wspomnień – powoli zaczęło mnie męczyć. Styl, bo mimo wszystko jest stosunkowo ciężki. Uwagi, bo w gruncie rzeczy ciągle się powtarzały. Przeżycia natomiast, na tle wielu innych książek, jakie czytałam, wydają się zwyczajne… codzienne. Tak, wiem, trudno tak mówić o doświadczeniach człowieka, który przeżył wojnę, jednak najzwyczajniej w świecie czytałam już niejedną pozycję, w której podobne odczucia również się pojawiały – nawet jeśli była to fikcja. Najzwyczajniej w świecie nie było to dla mnie niczym nowym.
Nie jestem osobą zaczytującą się w literaturze wojennej, nic więc dziwnego, że „Księżyc nad Cieszynem” chwilami stał się dla mnie niemałą męczarnią. Jeśli jednak interesuje Was taka tematyka, jak najbardziej polecam zapoznać się z tą pozycją. Trochę mi szkoda, że nie poznajemy tego autora w szkołach, bo sprawia wrażenie naprawdę dobrego, uczciwego człowieka, o którym warto coś wiedzieć. Mimo to cieszę się, że ta lektura jest już za mną. Poznałam ją, gdzieś w pamięci zostanie, a ja znów mogę wrócić do moich zwykłych książek i nie zmuszać się do czytania.

Tytuł: Księżyc nad Cieszynem
Autor: Paweł Hulka-Laskowski
Liczba stron: 278
Gatunek: literatura wojny i okupacji, dziennik