„Pamięć wszystkich słów” to już czwarty tom z epickiego cyklu Roberta M. Wegnera. Jak podobała mi się ta powieść, kiedy czytałam ją w 2020 roku i czy warto zapoznać się z tą polską książką high fantasy? Sprawdź, czy może to być odpowiednia lektura dla Cebie!

Inne książki w cyklu: „Północ-Południe” | „Wschód-Zachód” | „Niebo ze stali” | „Każde martwe marzenie”
Deana wyrusza w podróż, Altsin się izoluje
Deana musi opuścić swoje rodzinne strony i wyrusza na wiodącą przez pustynię pielgrzymkę. Karawana, z którą podróżuje, odkrywa jednak spisek i wkrótce zostaje zaatakowana. Członkini ludu Issaram zostaje porwana, a jej jedynymi towarzyszami podróży stają się ślepy tłumacz oraz kilkuletni książę.
Altsin izoluje się na wyspie, w nowicjacie zakonu Wielkiej Matki, gdzie oddaje się pracy i pomocy ubogim, próbując zapanować nad tlącą się w nim niszczycielską mocą. Jednocześnie stara się odnaleźć wiedźmę, przez którą stał się boskim naczyniem – ma nadzieję, że kobieta będzie w stanie go ocalić.
Kontynuacja Meekhanu – południe spotyka zachód
Poprzednia część „Opowieści z meekhańskiego pogranicza”, czyli „Niebo ze stali”, łączyła północne ludy ze wschodnimi. „Pamięć wszystkich słów” adekwatnie łączy więc południe stylizowane na kraje Bliskiego Wschodu oraz portowo-wyspiarski zachód. Obydwie te frakcje polubiłam już w trakcie lektury opowiadań z pierwszych tomów, choć przyznaję, że historia Altsina w dużej mierze wyparowała mi z głowy. Nieco lepiej było z południem, które zapadło mi w pamięć głównie przez pierwsze opowiadanie o Yatechu – będące naprawdę całkiem wzruszającą historią o tragicznej miłości.
I właściwie pod tym względem ten wątek znów nie zawodzi… bo i teraz południowa część powieści dostaje ciekawą historię miłosną. Nie jest ona nadmiernie skomplikowana czy jakoś poprowadzona w nadzwyczajny sposób, bo w gruncie rzeczy korzysta z dość dobrze znanych w kulturze motywów. Wegner jednak doskonale obudowuje ją w większą liczbę warstw: intrygi polityczne, skrupulatne przedstawianie świata oraz wątki poboczne. To w zupełności wystarcza, by z pozoru przeciętny romans zmienił się w dobrą opowieść, mającą głęboki sens w kontekście całego cyklu.
Altsin nie potrafił zawalczyć o moją uwagę
Altsin zaś właściwie dość długo nie potrafił przykuć w tym tomie mojej uwagi. Jego wątek od samego początku powiązany jest z bogiem wojny, Reagwyrem. Bohater próbuje okiełznać boski umysł, dla którego dusz stał się naczyniem. Czeka go długa podróż, by się go pozbyć, jednak jest to w dużej mierze samotna wędrówka. Deana dość prędko znajduje bliskich sobie kompanów, natomiast Altsin działa w pojedynkę. Może dlatego przez lwią część czasu zdecydowanie wolałam wątek Deany – osobiście bardzo lubię, gdy postacie nie działają w pełnej izolacji.
Mimo tego wydaje mi się, że zwieńczenie, które dostał Altsin, jest ważniejsze dla całokształtu powieści. Opowieść Deany jest zgrabnie zamknięta i właściwie nie mam się w niej do czego przyczepić: bohaterka przechodzi konkretną drogę, uczy się i rozwija, a „Pamięć wszystkich słów” rozpoczyna i zamyka pewien etap w jej życiu. Jednak to historia Altsina jest tą, która (jak mi się zdaje) może mieć o wiele większy wpływ na dalsze losy świata przedstawionego.

Eksploracja magii i bogów w świecie Roberta M. Wegnera
Chciałabym zaznaczyć, że ten tom jest chyba najbardziej magicznym ze wszystkich dotychczasowych. Owszem, Wegner ogólnie rzecz biorąc nie rezygnuje z magii, ale w przypadku tej części wpływ bogów na świat jest tak duży, jak nigdy wcześniej. Do rozgrywki wchodzą naprawdę potężne siły, nijak mające się na przykład do źrebiarzy występujących w tomach poprzednich. Wegner stopniowo, ale konsekwentnie przedstawia meekhańską magię, a ta część eksploruje ten temat szczególnie mocno, pozwalając czytelnikowi lepiej poznać strukturę religijną całego uniwersum.
Muszę też wspomnieć o pewnym skojarzeniu, które miałam w trakcie lektury. Jakiś czas temu czytałam dwa tomy z cyklu o Tessie Brown autorstwa pani Foryś. Główna bohaterka to „typowa kobieta”, która non stop się irytuje, krzyczy na mężczyzn, obraża ich itd. Nie jest to cykl wybitny i raczej go nie polecam, choć część pierwsza odrobinę mnie bawiła. W każdym razie Deana ma jedną, naprawdę całkiem zabawną scenę, która ma w sobie coś z tamtych schematów, ale jednocześnie jest napisana o niebo lepiej. Bo cóż – Deana, choć kompetentna i silna duchem, dalej jest po prostu kobietą miewającą czasem swoje humorki.
Coś wspaniałego dla polskiej fantastyki
Robert M. Wegner, tworząc swój cykl, robi coś wspaniałego dla polskiej fantastyki. Przedstawia epicką i stworzoną z ogromnym rozmachem historię, łączącą wiele kultur i wątków. Poddaje analizie wiele tematów i zdaje się niczego nie zaniedbywać. W jego powieściach gra wszystko: od kreacji bohaterów, po rytm i styl. Dzięki wyraźnemu podziałowi kultur niemal każdy czytelnik znajdzie tu coś interesującego dla siebie.
Właściwie z polskich powieści z gatunku high fantasy na podobnym poziomie w tej chwili przychodzą mi do głowy tylko Andrzej Sapkowski i Felix W. Kres. Przy czym „Wiedźmin” to jednak nieco inny typ literatury (więcej w nim postmodernizmu i nawiązań do baśni, mniej klasycznego fantasy), zaś za „Księgami Całości” Kresa najzwyczajniej w świecie nie przepadam. Bardzo się więc cieszę, że mam jeszcze przed sobą powrót do meekhańskiego uniwersum.

Tytuł: Pamięć wszystkich słów
Tytuł serii: Opowieści z meekhańskiego pogranicza
Numer tomu: 4
Autor: Robert M. Wegner
Liczba stron: 720
Gatunek: militarne high fantasy
Wydanie: Powergraph, 2015
1 thought on “Pamięć wszystkich słów: Bogowie budzą się do życia [recenzja] [archiwum]”