„Wiosna zaginionych” było moim pierwszym spotkaniem z klasycznym kryminałem w wykonaniu Anny Kańtoch. Przeczytałam ją we współpracy z portalem Czytam Pierwszy. Czy warto sięgnąć po tę książkę ze starszą, emerytowaną policjantką w roli głównej?

Sprawdź recenzje innych powieści kryminalnych: „Rana” | „Szwindel” | „Kasacja”
Tylko Jacek mół rozwiązać tę zagadkę
W czasach młodości Krystyny jej brat wraz z grupą znajomych zaginął w trakcie górskiej wycieczki. Po latach, jako już emerytowana policjantka, kobieta spotyka Jacka – jedynego człowieka, który wrócił z tamtej wyprawy cały i zdrowy. Wkrótce potem mężczyzna zostaje znaleziony martwy, a Krystyna, szukając odpowiedzi na pytania z przeszłości, w pełni angażuje się w śledztwo.
„Wiosna zaginionych” to kolejne spotkanie z Kańtoch
Rok 2020 okazał się dla mnie czasem intensywnego odkrywania twórczości Anny Kańtoch. „Wiosna zaginionych” to już piąta książka tej autorki, po którą sięgnęłam, ale jednocześnie pierwsza w pełni niefantastyczna. Ostatnio brakowało mi naprawdę dobrego, dość klasycznego kryminału, dlatego pokładałam w tej lekturze spore nadzieje. I od razu mogę potwierdzić: pisarka w pełni je spełniła. Muszę jednak zaznaczyć na wstępie, że jej „Przedksiężycowych” w dalszym ciągu uznaję za dzieło bardziej unikatowe, lepsze i ciekawsze. „Wiosna zaginionych” to wprawdzie bardzo porządny kryminał, ale nie wnosi do gatunku zupełnie nowej jakości.
Agatha Christie w nowoczesnym wydaniu
Mam wrażenie, że dziś twórcy często odchodzą od klasycznego modelu, w którym główny bohater powoli bada tropy i pozwala czytelnikowi na stopniowe analizowanie zagadki. Pisarze chętnie dorzucają potężną dawkę sensacji, mieszając kryminał z thrillerem i w ten sposób szukając własnego przepisu na zbrodnię doskonałą. Anna Kańtoch absolutnie nie idzie w tę stronę. Oczywiście, „Wiosna zaginionych” to powieść znacznie bardziej rozbudowana od klasyków takich mistrzów jak Agatha Christie czy Arthur Conan Doyle.
Otrzymujemy od niej kilka różnych perspektyw i możemy śledzić losy kilku bohaterów, a nie tylko głównego detektywa. Jednocześnie fabuła wciąż mocno skupia się na rzetelnym dochodzeniu. Książka nie epatuje krwią, jest niezwykle rzeczowa i systematycznie podrzuca nam kolejne elementy układanki. To uwspółcześniony, ale wciąż mocno zakorzeniony w klasycznej konstrukcji kryminał. W trakcie lektury nie mogłam odpędzić od siebie obrazu panny Marple, chociaż Krystyna to jednak zupełnie inny typ postaci.
Kańtoch wierzy w czytelnika
To, co szczególnie zwróciło moją uwagę, to wiara autorki w czytelnika – cecha, której wielu innych twórców mogłoby się od niej uczyć. Świadczy to o naprawdę znakomitym warsztacie. Mówiąc wprost: Kańtoch nie pisze o oczywistościach. Może i brzmi to banalnie, ale przecież połowa współcześnie wydawanych książek mogłaby być znacznie krótsza, gdyby wyeliminować z nich nic niewnoszące opisy jedzenia czy podchodzenia do zamkniętych drzwi. Jak objawia się to w powieści? Pozwólcie na drobny spoiler, który jednak w żadnym stopniu nie powinien zepsuć wam lektury.
Na samym początku książki ma miejsce pewne zdarzenie związane ze zbrodnią, które nie dotyczy bezpośrednio głównej bohaterki. Pewna postać zdobywa informacje kluczowe dla śledztwa. W wielu współczesnych powieściach proces przekazania takiej wiedzy detektywowi zostałby rozpisany na kolejny, obszerny rozdział. Anna Kańtoch tego nie robi. Traktuje ten etap jako oczywistość – bohaterowie po prostu krótko wspominają o tym w narracji lub w trakcie swobodnej rozmowy. I to w zupełności wystarcza.

Zagadka, dla której zarywa się noce
Dzięki brakowi niepotrzebnych treści „Wiosna zaginionych” to powieść charakteryzująca się znakomitym tempem i odpowiednim ciężarem języka. Nie jest to proza infantylna; wchodzi lekko, ale zachowuje należytą powagę i oferuje niezwykle ciekawą historię. Oczywiście, osoby preferujące dynamiczną akcję i pościgi raczej nie znajdą tu nic dla siebie – w końcu to rasowy kryminał, a nie kino sensacyjne. W trakcie lektury miałam wprawdzie momentami wrażenie, że w fabule znalazło się odrobinę za dużo zbiegów okoliczności. Z drugiej strony doskonale wiem, że takie przypadki zdarzają się również w realnym życiu, a niektóre autentyczne sprawy brzmią o wiele mniej prawdopodobnie niż intryga z tej książki.
Muszę też z całą mocą zaznaczyć: to pierwsza powieść kryminalna od lat, przy której dosłownie zarwałam nockę. Zwykle nie mam najmniejszego problemu z odłożeniem książki, gdy zbliża się późna godzina. W tym przypadku po prostu czułam nieodpartą potrzebę dotarcia do zakończenia.
Potrzebowałam tego kryminału
„Wiosna zaginionych” to kryminał, którego bardzo potrzebowałam. W końcu otrzymałam historię napisaną poprawnie, bez większych zgrzytów i z należytym szacunkiem do klasycznych motywów w gatunku. Z dobrym, przemyślanym językiem i poprowadzoną w sposób, który naprawdę mnie intrygował. Jeśli mam czytać literaturę detektywistyczną, to właśnie w takim wydaniu. I choć mimo wszystko wolałabym w przyszłości otrzymać od Anny Kańtoch powieść na miarę fenomenalnych „Przedksiężycowych”, to z tej konkretnej lektury jestem po prostu niezwykle zadowolona.

Tytuł: Wiosna zaginionych
Tytuł serii: Krystyna Lesińska
Numer tomu: 1
Autor: Anna Kańtoch
Liczba stron: 400
Wydanie: Marginesy, 2020
Gatunek: kryminał