„Szwindel” przeczytałam przy premierze w 2019 rok w ramach współpracy z portalem Czytam Pierwszy. To powieść, która uświadomiła mi dobitnie, że… chyba wcale nie lubię już tak bardzo twórczości Jakuba Ćwieka. A potem było już tylko gorzej. Jak oceniłam ten kryminał polskiego pisarza?

Sprawdź recenzje innych kryminałów: „Ana” | „Wiatraki” | „Noc i ciemność” | „Więcej krwi” | „Kasacja”
Artyści oszustw tworzą sztukę
Krąg zrzesza nadzwyczajnych artystów. Artystów oszustw, którzy ze swojego fachu zrobili wręcz prawdziwą sztukę. W zakładzie opiekuńczym umiera jeden z byłych liderów tej grupy, przekazując swojemu synowi zeszyt z tajnymi, nielegalnymi informacjami. Młody mężczyzna kontaktuje się z dawnym wspólnikiem ojca, przygotowując taki szwindel, jakiego świat jeszcze nie widział.
„Szwindel” to próba sił w nowym gatunku
Mam na swoim koncie już piętnaście książek Jakuba Ćwieka. Myślę więc, że całkiem dobrze znam pióro tego autora, zwłaszcza że sięgałam po jego dzieła reprezentujące różnorodne gatunki. „Szwindel” jest jednak dla mnie dość dużą zagwozdką i nie do końca wiem, jak mam go ocenić. Bo choć nie jest to książka zupełnie zła… to nie powiedziałabym też, by sprawiła mi szczególnie dużo radości.
„Kłamca” i „Chłopcy” byli lekkim, ale niezwykle przyjemnym urban fantasy. „Dreszcza” nie lubię, za to „Ciemność płonie” okazała się naprawdę cudnym horrorem. „Grimm City” uwielbiam za klimat, natomiast „Drobinki nieśmiertelności” całkowicie wyleciały mi z pamięci, podobnie jak napisany wespół z Adamem Bigajem „Bezpański. Ballada o byłym gliniarzu”.
Wynika z tego jasno, że fantastyka Ćwieka przynajmniej zostaje mi w głowie, podczas gdy jego pozycje z innych gatunków nie dostarczyły mi aż tyle przyjemności, ile oczekiwałabym po autorze ze swobodnym stylem, który uwielbia zabawy z popkulturą. Ze „Szwindlem” zapewne będzie podobnie – nie sądzę, bym ten tytuł zapamiętała na dłużej.

Kryminał czy powieść sensacyjna?
To w pewnym sensie kolejny „debiut” Ćwieka. Na okładce widzimy napis „kryminał” i w ten sposób książka była promowana. Miała to być pierwsza powieść tego twórcy z tego gatunku pozbawiona elementów fantastycznych (pamiętajmy jednak, że po konwencję kryminalną Ćwiek już sięgał, choćby przy okazji „Grimm City”). Tyle że w życiu nie określiłabym „Szwindla” mianem typowego, generycznego kryminału. To raczej klasyczna powieść sensacyjna, kojarząca mi się nieodparcie z kultowym filmem „Vabank” Juliusza Machulskiego.
Pod względem stylu tekst wypada po prostu przyzwoicie. Ćwiek ma wyrobione pióro – napisał już niemal dwadzieścia książek i doskonale wie, jak to robić. Powieść czyta się płynnie i bez większych oporów, a przy okazji dostajemy sporo typowych dla tego autora nawiązań do popkultury.
Nie wątpię też, że pisarz porządnie przygotował się do pracy. To, jak wygląda Krąg i jak funkcjonuje, sprawia wrażenie czegoś całkowicie realistycznego. Jestem w stanie uwierzyć, że faktycznie mogłaby istnieć grupa przestępcza traktująca swoje akcje jak sztukę i podchodząca do nich w niezwykle teatralny sposób. Niestety sama linia fabularna, konstrukcja powieści oraz bohaterowie nie wypadają w moim przekonaniu najlepiej.
Nadmiar postaci i rwąca się fabuła
To nie jest szczególnie długa powieść. Dostajemy około czterystu stron zapisanych całkiem sporą czcionką. A mimo to autor przedstawia nam bardzo wielu bohaterów, bezustannie przeskakując między wątkami. Trudno było mi więc zżyc się z którymś z nich – zwłaszcza że w „Szwindlu” brakuje jednoznacznie pozytywnych lub chociaż wyjątkowo intrygujących postaci. Bohaterowie jedynie wykonują swoje zadania w ramach historii, ale nie są to postacie, z którymi chciałoby się spędzić kolejne kilka tomów.
Ponadto przez ciągłe zmiany perspektywy czytelnik może mieć na początku drobny problem z odnalezieniem się w opowieści. Mam wrażenie, jakby konstrukcja książki okazała się zbyt skomplikowana dla autora, który po raz pierwszy sięgnął po konwencję pozbawioną elementów fantastycznych. A gdy szwankują i konstrukcja, i bohaterowie, którym trudno kibicować… sama fabuła przestaje angażować.

Krótko mówiąc: „meh”
Gdybym miała krótko opisać „Szwindel”, użyłabym jednego słowa: „meh”. To nie jest absolutnie zła powieść. Da się ją przeczytać sprawnie i szybko, nie wątpię też, że wielu osobom przypadnie do gustu. Autor świetnie odrobił pracę domową z realiów, a książka porusza istotny (choć niezbyt krwawy) problem społeczny. Tyle że to nie jest historia, po którą sięgam z wypiekami na twarzy.
Po w miarę interesującym wstępie moje zainteresowanie zaczęło stopniowo opadać, aż zniknęło niemal zupełnie – a przecież to finał powinien wbić mnie w fotel. Sprawdzić ten tytuł jak najbardziej można, ale „Szwindel” z pewnością nie dołączy do mojego osobistego topu dzieł Jakuba Ćwieka.
Wiesz, że prawie każdy człowiek szuka kogoś, kto go zrozumie, kto będzie drugą połówką zdolną ukończyć nasze zdania. Kluczem do sukcesu jest więc układanie swojej opowieści wyłącznie z takich zdań, które druga strona umie skończyć i tylko czeka, by to zrobić. Wtedy stworzysz iluzję, że od początku spoglądacie w tym samym kierunku.
Fragment powieści „Szwindel” Jakuba Ćwieka

Tytuł: Szwindel
Autor: Jakub Ćwiek
Liczba stron: 400
Gatunek: kryminał, sensacja
Wydanie: Marginesy, Warszawa 2019