„Bezpański” to nietypowy projekt Jakuba Ćwieka. We współpracy z dawnym gliniarzem napisał książkę o jego życiu, opowiadając o polskiej policji na przestrzeni lat. Przeczytałam ją w 2018 roku, we współpracy z wydawnictwem Marginesy. Jak podobała mi się wówczas ta książka i czy to może być lektura dla Ciebie?

Dowiedz się więcej o twórczości Jakuba Ćwieka!
Kulisy wrocławskich spraw kryminalnych
Adam Bigaj przez prawie czterdzieści lat pracował we wrocławskiej policji. W 2017 roku przymusowo przeszedł w stan spoczynku. Jakub Ćwiek pomógł mu w spisaniu historii jego służby, ujawniając kulisy licznych spraw kryminalnych.
Gdy Jakub Ćwiek poinformował w sieci, że tworzy kryminał w duecie z kimś, wiedziałam jedno: na pewno po tę książkę sięgnę. Dlatego po ukazaniu się „Bezpańskiego” nie czekałam i najnowsze dzieło tego pisarza trafiło w moje ręce. Czy cieszę się z tego faktu? Jasne. Choć jednocześnie, widząc informacje o kryminale, absolutnie nie tego się spodziewałam.
„Bezpański” przypomina pamiętnik
Jeśli dobrze rozumiem, „Bezpański” to historia Adama Bigaja spisana przez Ćwieka. Tyle tylko, że całość opowiedziana jest w narracji pierwszoosobowej, w związku z czym książka przypomina bardziej pamiętnik niż reportaż jako taki. Zwłaszcza że forma „Bezpańskiego” przypomina właśnie stosunkowo osobiste zapiski.
Książka podzielona jest na dość krótkie rozdziały, z których każdy poświęcony jest jakiemuś tematowi. Czasem to opis dnia policjantów, czasem anegdotki z czasów PRL-u, czasem opis konkretnej sprawy. W każdym z nich doskonale widać wiedzę Bigaja na ten temat i w sporej liczbie można znaleźć naprawdę ciekawe fakty dotyczące funkcjonowania czy to milicji, czy policji. Wydaje mi się, że jest to tytuł, który sprawdzi się u każdej osoby w jakiś sposób zainteresowanej kryminalistyką: starsi będą mogli powzdychać, że „tak naprawdę było”, a młodsi, którzy nie pamiętają nawet lat 90. (jak ja), po prostu dowiedzą się, jak to mniej więcej wtedy wyglądało.

Ćwiek używa lekkiego języka
Fakt, że historie Bigaja spisał Ćwiek, to naprawdę duży atut. Ten pisarz to osoba, która używa lekkiego języka. Nie przegaduje, wie, jak budować napięcie, i zna siłę dialogu. Często w podobnym typie publikacji dostajemy opis rozmów postaci, co przynajmniej mnie potrafi nudzić. W tym przypadku ten problem znika. „Bezpańskiego” czyta się więc naprawdę lekko i przyjemnie, mimo że książka często porusza trudne tematy.
„Bezpański” nie do końca mi odpowiada
Nie uważam jednak tego dzieła za coś absolutnie idealnego. Szczerze mówiąc, forma „Bezpańskiego” nie do końca mi odpowiada. Czemu? Już tłumaczę, o co mi chodzi. Ponieważ ta książka to właściwie zbiór bardzo różnych, ale krótkich historii, to… po prostu całość jako taka nie buduje napięcia. Gdy skończysz rozdział, właściwie możesz spokojnie zamknąć wszystko, odłożyć tytuł na półkę i na dłuższą chwilę o nim zapomnieć.
Ma to oczywiście swoje plusy (np. to świetna książka do czytania w komunikacji miejskiej lub wieczorami, jeśli mamy mało czasu), ale z drugiej strony sprawia, że po około stu stronach, wiedząc, jakie mniej więcej historie przytaczają autorzy, powoli zaczęłam tracić zainteresowanie jej kończeniem. W końcu na półce jest tyle innych książek… a ja już „wiem”, co będzie dalej. Szczególnie że może autor opisuje sytuacje z dwóch różnych ustrojów, ale generalnie sama policja nie zmienia się jakoś szczególnie: i tak chleją, i tak organizują imprezy, i tak często wydają się mieć mentalność „robotnika” z PRL-u, a nie osoby zaufania społecznego.

To powtarzalna książka
Szczerze mówiąc, oceniając książkę po tych stu stronach, nie pomyliłam się: w pewnym momencie historie Bigaja, choć cały czas ciekawe, stały się po prostu trochę powtarzalne, wciąż będąc gratką dla osoby zafascynowanej kryminalistyką, ale niekoniecznie bardzo pasjonujące dla kogoś, kto może o tym czasem posłuchać, jednak nie uważa takich tematów za „swoje”.
Podsumowując, „Bezpański” to kawał dobrej roboty, jednak jednocześnie jest pozycją, którą powinny się szczególnie zainteresować fani kryminałów, którzy chcą poznać rozwiązywanie zagadek od kuchni, a także osoby po prostu zainteresowane tym tematem; wydaje mi się też, że to może być dobry punkt wyjścia dla tych, którzy chcieliby napisać kryminał utrzymany w polskich realiach PRL-u lub lat 90. Osoby, które nie czują się zafascynowane tematem, muszą same zdecydować, czy taka forma to coś dla nich.
– To ma być praca operacyjna? To?! – wydarł się Jaroszyński, dysząc w kark siedzącemu przy biurku Szyjce. – To gówno jest, a nie praca operacyjna.
Zamarliśmy. Znaliśmy naszego kolegę i wiedzieliśmy, że czasem ładował się w kłopoty tą swoją porywczością. Kark Krzyśka poczerwieniał niczym w uczuleniowej reakcji na oddech i kropelki śliny majora. Jego mięśnie napięły się i rozluźniły.
Szyjka wstał, przetarł ręką purpurową z gniewu twarz i spojrzał na majora z góry. Potem zgarnął te z teczek, które leżały na biurku, cisnął nimi w majora i wrzasnął jeszcze głośniej niż tamten chwilę wcześniej.
– Sam jesteś gówno!
I wyszedł.
Fragment „Bezpańskiego” Jakuba Ćwieka i Adama Bigaja

Tytuł: Bezpański
Autor: Jakub Ćwiek, Adam Bigaj
Liczba stron: 416
Gatunek: literatura faktu
Wydanie: Marginesy, Warszawa 2018
1 thought on “Bezpański: Pamiętnik byłego gliny [recenzja] [archiwum]”