„Ciemność płonie” to horror napisany przez Jakuba Ćwieka, który przeczytałam i zrecenzowałam w 2018 roku. Choć mamy 2026 rok to dalej uważam, że to jedna z najlepszych książek tego autora, jaką poznałam. Jak mi się podobała i czy jest to coś dla Ciebie?

Sprawdź inne książki Jakuba Ćwieka: „Kłamca” | „Chłopcy” | „Grimm City. Wilk!” | „Drobinki nieśmiertelności”
Natalię zaczyna ścigać ciemność
Gdy Natalia, młoda studentka, znajduje w swoim portfelu tajemniczą monetę, nie ma pojęcia, że to właśnie ona wkrótce odwróci jej życie do góry nogami. Dziewczynę zaczyna ścigać płonąca ciemność, a jedynym miejscem, które może ją przed nią uchronić, jest katowicki dworzec.
Nie pamiętam najlepiej tego starego, katowickiego dworca. Byłam tam kilkukrotnie jako dziecko, ale wiem jedynie, że kojarzył mi się z plątaniną ciasnych, ciemnych uliczek z masą podejrzanych sklepików. Zdecydowanie nie było to przyjemne miejsce. To właśnie o nim postanowił napisać Jakub Ćwiek, najpierw spędzając pół roku jako bezdomny, aby móc w pełni oddać klimat tego miejsca.
„Ciemność płonie” ma ciekawych bohaterów
No bo właśnie… autor wybrał sobie bardzo ciekawych bohaterów powieści. Zwykle postacie to osoby czyste, ładne i zadbane, które mają środki oraz możliwości do przeżywania przygód. Ale nie w tej książce! Poza Natalią nasze postacie to grupa bezdomnych, która żyje w „umieralni”, jaką był stary dworzec w Katowicach. Nadaje to historii unikatowego charakteru i klimatu.
Zwłaszcza że „Ciemność płonie” zdecydowanie nie jest historią żartobliwą w swoim wydźwięku. Nie znajdziemy tu zbyt wielu żartów, co oczywiście jak najbardziej pasuje do przedstawionej sytuacji. Nie oznacza to jednak, że jest to ciężka powieść. Gawędziarski styl Ćwieka jak zawsze jest lekki i przyjemny, bardzo łatwy do przyswojenia. Przeczytanie jej w jeden dzień naprawdę nie jest żadnym problemem.

Jaki to gatunek literacki?
Szczerze przyznam, że mam problem z klasyfikacją tej książki pod względem gatunku. Wprawdzie zdecydowanie najbliżej jej do horroru, ale mimo że przez całość jest mowa o mroku, ja osobiście tej mroczności nie odczułam. Ba, miałam wrażenie, że to bardziej przygodowa opowieść, tyle że przeciwnikiem bohaterów jest po prostu bliżej nieokreślona ciemność – jakieś zło, które się na nich czai.
Ćwiek zręcznie opisuje postacie
Wracając do bohaterów, muszę przyznać, że choć autor przedstawia nam ich całą gromadkę, to opisuje ich na tyle zręcznie, że w trakcie czytania nie sposób się pogubić. Nie zlewają się w jedną całość. Po historii jednak niewielu z nich zapada na dłużej w pamięć. Liderem naszej grupy jest Literat, który po prostu jest pisarzem. Mamy też jednego alkoholika i jedną prostytutkę oraz policjanta – tyle osób z naszej głównej „ekipy” zapamiętałam na tyle, by po przeczytaniu książki nie zastanawiać się, kto jest kim. A to naprawdę nie są wszyscy. Niemniej nie jest to powieść psychologiczna i wydaje mi się, że istotniejszy jest tu sam pomysł oraz poprowadzenie historii, a nie bohaterowie.
Nie będę kłamać: w trakcie lektury całkiem dobrze się bawiłam. Być może pomysł z ciemnością nie jest nadzwyczaj oryginalny, ale samo umiejscowienie historii i przedstawienie nam bezdomnej społeczności uważam za naprawdę wartościowe. Poza tym tę książkę po prostu dobrze się czyta, a czego można chcieć więcej od powieści, która przede wszystkim ma zapewnić nam rozrywkę?
Gdy nastaje noc, parafrazując słowa Goi, budzą się potwory. Ale wystarczy trochę słońca, światła czy większe skupisko ludzi i jesteśmy już pewni, że facet z siekierą czatujący za kotarą to tylko wieszak na płaszcze, upiorna koścista dłoń skrobiąca w nasze okno to wyschnięta gałąź, a demon łypiący na nas z szafy to błyszczące guziki płaszcza.
„Tylko mi się zdawało” – myślimy i nie zastanawiamy się nawet, skąd wieszak się wziął akurat za kotarą ani jak to możliwe, że gałąź stuka nam w okno, chociaż najbliższe drzewo rośnie dwadzieścia metrów dalej.
Fragment „Ciemność płonie” Jakuba Ćwieka

Tytuł: Ciemność płonie
Autor: Jakub Ćwiek
Liczba stron: 320
Gatunek: horror
Wydanie: SQN, Kraków 2016
1 thought on “Ciemność płonie: Mrok nie ma wstępu tylko na dworzec [recenzja] [archiwum]”