„Więcej krwi” było moim pierwszym spotkaniem ze skandynawskim kryminałem. Kupiłam tę książkę w 2018 roku, a w 2019 roku opublikowałam recenzję na jej temat. Jak mi się podobała i czy warto ją poznać? Sprawdź, czy to lektura dla Ciebie!

Sprawdź więcej recenzji kryminałów: „Ana” | „Zgadnij kto” | „Wiatraki” | „Noc i ciemność”
Przypadkiem zabrałam się za drugi tom cyklu
Gdy zdradzasz narkotykowego króla, ten nie spocznie, dopóki będziesz oddychał. Choć Jon Hansen doskonale o tym wie, próbuje odciąć się od Rybaka i zaszywa się w okolicy niewielkiej lapońskiej wsi.
Uważam, że aby mówić o sobie jako o osobie naprawdę oczytanej, warto sięgać po różne znane i cenione w różnych kręgach nazwiska – dzięki temu najzwyczajniej w świecie poszerzamy swoje horyzonty. Dlatego Jo Nesbø już od dawna był na mojej liście autorów do poznania i odhaczenia, a gdy natrafiłam na „Więcej krwi” w jednym z marketowych koszy, po prostu przygarnęłam ten niedługi tytuł. Przypadkiem okazało się, że jest to drugi tom serii, ale po zasięgnięciu porady innych czytelników zabrałam się za niego mimo to. I dobrze, bo większych problemów ze zrozumieniem treści nie miałam.
„Więcej krwi” to miał być kryminał…
W trakcie lektury okazało się jednak, że dostałam coś nieco innego, niż się spodziewałam. Byłam przekonana, że Jo Nesbø pisze „po prostu kryminały”. Jak się okazało, „Więcej krwi” jednak nie do końca ma wiele wspólnego z tym właśnie gatunkiem. W moich oczach ta książka to przede wszystkim sensacja z elementami romansu. W tej historii nie mamy w końcu ani detektywa, ani konkretnej zagadki, choć Jo Nesbø nie wykłada nam wszystkiego od razu na tacy.
To tylko wycinek z życia bohatera
„Więcej krwi” to bardzo krótka powieść, która w związku z tym pokazuje właściwie tylko pewien wycinek z życia bohatera; pewien fragment jego wędrówki. Jednak jest poprowadzona na tyle sprawnie, że całość wydaje się kompletną historią. Jon jest postacią wystarczająco rozwiniętą, aby można było go polubić, a postacie drugoplanowe, choć nie ma ich zbyt dużo, również są konkretne i łatwo rozpoznawalne. W tej historii nie ma chaosu i wszystko składa się w klarowną, elegancką całość.
Jo Nesbø rozbudza ciekawość czytelnika przez zabieg często stosowany przez pisarzy, ale jednocześnie wciąż bardzo skuteczny. Autor stopniowo informuje nas o tym, co tak naprawdę stało się z Jonem. Czemu zachowuje się tak, a nie inaczej. Pokazuje nam urywki jego wspomnień, fragmenty przeszłości, z których musimy złożyć sobie całą historię. To zdecydowanie ma szansę trzymać odbiorcę w napięciu. Jednocześnie styl autora jest bardzo konkretny, pozbawiony zbędnych opisów, a przy tym stosunkowo przystępny, dzięki czemu ta licząca nieco ponad dwieście stron książka to w gruncie rzeczy lektura na jeden wieczór.

Gdzie rozgrywa się powieść „Więcej krwi”?
Interesujące jest też miejsce akcji powieści. Osobiście nieczęsto spotykam się z twórczością jakkolwiek poruszającą tematykę krajów skandynawskich i choć autor niespecjalnie pogłębia opis lapońskiej kultury, to sam fakt, że historia rozgrywa się właśnie w takim otoczeniu, był dla mnie dość odświeżający.
To nie jest wybitna literatura
Mimo wszystko nie jest to jednak literatura w jakikolwiek sposób wybitna. Autor przedstawia historię, która nie jest w żadnym razie wyjątkowo unikatowa, choć prowadzi ją nadzwyczaj sprawnie. Na dodatek sam wątek romantyczny nie jest czymś, co w przypadku „Więcej krwi” wypada najlepiej: być może właśnie przez długość tekstu sama miałam wrażenie, że relacja między bohaterami rozwija się zbyt szybko.
Moje pierwsze spotkanie z norweskim kryminałem uważam za udane. „Więcej krwi” zapewniło mi nieco przyjemnej rozrywki. Jednocześnie jednak nie sądzę, aby Jo Nesbø trafił do grona moich ukochanych autorów, ale pewnie, jeśli trafi do mnie jego kolejna powieść, nie zawaham się po nią sięgnąć.
Hedon. Był chyba taki grecki bóg? A raczej bożek, jak się to pewnie nazywało tu, na poświęconej ziemi. To niezła arogancja określać wszystkich innych bogów oprócz tego, którego samemu się wymyśliło, bożkami. „Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną”. Oczywisty nakaz każdego dyktatora dla poddanych. Komizm polegał tylko na tym, że sami chrześcijanie nie dostrzegali tkwiącego w tym mechanizmu. To samospełnianie, samowzmacnianie, samonarastanie sprawiło, że dwa tysiące lat zdołał przetrwać przesąd, którego kluczowe pojęcie – zbawienie – było zastrzeżone dla szczęśliwców urodzonych w okresie będącym zaledwie mrugnięciem okiem w historii ludzkości. W dodatku zamieszkiwali oni ten maleńki skrawek Ziemi, do którego w ogóle dotarło przesłanie, dzięki czemu mogli się ustosunkować do krótkiego hasła reklamowego: „Raj”.
Fragment „Więcej krwi” Jo Nesbø.

Tytuł: Więcej krwi
Tytuł serii: Krew na śniegu
Numer tomu: 2
Autor: Jo Nesbo
Tłumaczenie: Iwona Zimnicka
Liczba stron: 216
Gatunek: sensacja
Wydanie: Dolnośląskie, Wrocław 2015
1 thought on “Więcej krwi: Uciekinier w lapońskiej wsi [recenzja] [archiwum]”