„Ślepnąc od świateł” Żulczyka to książka dla mnie o tyle sentymentalna, że była moim pierwszym w życiu, świątecznym prezentem pracowniczym. Dostałam ją na studenckim stażu w 2018 roku. Sprawdź, jak odebrałam tą popularną polską powieść!

Sprawdź recenzje innych książek sensacyjnych: „Ekspozycja” | „Więcej krwi”
Jacek rządzi nocnym życiem Warszawy
Nocnym życiem Warszawy rządzi Jacek: młody diler narkotyków, który dzięki swojemu opanowaniu wydaje się być stworzonym do swojego fachu. Jego życie wydaje się doskonale układać do chwili, w której pod swój dach przyjmuje na przechowanie dużą ilość towaru.
O „Ślepnąc od świateł” trudno było w pewnym czasie nie słyszeć. Zarówno książka, jak i serial bombardowały mnie wszędzie: w mediach, w księgarniach, w rozmowach ze znajomymi. Dlatego gdy w moje ręce wpadła powieść Jakuba Żulczyka, nie miałam zamiaru długo czekać i po prostu po nią sięgnęłam, licząc na coś być może nie wyjątkowego, ale przynajmniej lekkiego w przyswojeniu.
„Ślepnąc od świateł” nie okazało się książką dla mnie
Niestety, moje spotkanie z tym tytułem nie skończyło się zbyt dobrze. Zacznijmy jednak może od pozytywu. Żulczyk wydaje się wiedzieć, o czym pisze. Tak po prostu. To „jego świat” – nawet jeśli nocne życie w Warszawie nie wygląda tak, jak autor je opisał, to po prostu jego kreacja jest wiarygodna. Temu przeczyć nie będę.
Z tym że niestety właściwie wszystko inne w tej książce po prostu nie przypadło mi do gustu. Częściowo przez wzgląd na warsztat autora, częściowo przez moje własne upodobania.
Nie podoba mi się styl Żulczyka
Nie podoba mi się styl autora. Naprawdę. Z jednej strony jesteśmy wrzuceni do mrocznego świata dilerów i mafii narkotykowej, a z drugiej dostajemy książkę napisaną w pierwszej osobie, w stylu pseudo-poetyckim. To naprawdę okropne połączenie. Nie dość, że opisy Żulczyka są nie raz mocno pokręcone, to na dodatek nijak mają się do klimatu książki, szczególnie gdy po opisie nocnej Warszawy autor przechodzi do wybujałego opowiadania nam o przyrządzaniu jajecznicy albo gapieniu się w ścianę. Ponadto Żulczyk jakby zapomniał, że didaskalia można czasem pominąć, przez co właściwie każdy dialog zakończony jest takimi słowami jak „powiedział” czy „krzyknął”, nawet jeśli nie jest to potrzebne.

Jak wypada protagonista?
Główny bohater, Jacek, jest z jednej strony postacią wiarygodną: rozumiem, że ktoś taki mógł lub może funkcjonować. Ale jednocześnie osobiście po prostu bardzo, ale to bardzo go nie lubię. To artystycznie uzdolniony dzieciak, który w pewnym momencie uznał, że bardziej opłaca mu się być „dupkiem”, który ma gdzieś jakiekolwiek wartości i który po prostu jawi mi się jako bardzo nieprzyjemna postać. To, w połączeniu z raczej kiepskim stylem oraz historią, która po prostu mnie nudziła, naprawdę nie dało dobrego efektu końcowego.
Może to i dobrze wygląda na ekranie…
No bo właśnie sama opowieść Żulczyka to coś, co ma szansę dobrze wyglądać na ekranie, ale dla mnie było zupełnie nieangażujące. Nie kibicowałam żadnemu z bohaterów, więc automatycznie nie interesowały mnie żadne ich porachunki i plany, a przy takiej historii wydaje mi się to kluczowe.
Cóż mogę więcej powiedzieć? „Ślepnąc od świateł” w wersji książkowej najzwyczajniej w świecie nie lubię. Nie chcę do tej książki wracać, nic mnie w niej nie interesuje. Sensu w rozważaniu tego, jak bardzo zniszczone jest nasze społeczeństwo, też nie widzę: nocne życie istnieje i to chyba nie powinno dziwić żadnego dorosłego człowieka. A ile jest tej „czystej” prawdy z życia wziętej w książce Żulczyka, jako czytelnicy i tak nie jesteśmy w stanie sprawdzić.
(…) ludzie mówią. Mówią za dużo. Mówią bezładnie. Mówią o sobie nawzajem, za swoimi plecami. Mówią, kto komu wisi pieniądze, kto kogo ostatnio wypierdolił z interesu. Mówią, kto jest słaby, gdzie jest słaby, kiedy stał się słaby. Mówią o tym, co inni mówią o innych. Mówią o tym, kto się z kim rucha. Kto kogo zdradził. Kto kogo porzucił. Mówią, aby mówić. Mówią, mówią i mówią. Piją po to, aby mówić jeszcze więcej. Jeszcze głupiej. Informacje przeciekają przez nich, lecą im z oczu, z uszu, spomiędzy nóg. Nieistotne i istotne. Te powszechnie wiadome i te poufne. Wciąż mówią. Mówią, dopóki nie padną. Mówią po to, aby za chwilę powiedzieć jeszcze więcej. Mówienie ich podnieca, rozszerza ich źrenice, przyspiesza oddech, zwilża śluzówki. Gdy jest połączone z byciem słuchanym, wtedy staje się lepsze i ważniejsze niż seks. Lepsze i ważniejsze, bo bardziej ekonomiczne. Mówienie różni się od seksu zdecydowanie korzystniejszym stosunkiem energii zainwestowanej do energii uzyskanej.
Fragment „Ślepnąc od świateł” Jakuba Żulczyka

Tytuł: Ślepnąc od świateł
Autor: Jakub Żulczyk
Liczba stron: 520
Gatunek: sensacja
Wydanie: Świat Książki, Warszawa 2018