„Ana” to thriller, który czytałam we współpracy z wydawnictwem MUZA. Do dziś pamiętam, jak odebrałam tę książkę z poczty i otwierałam paczkę w jednym z popularnych fastfoodów. Zdziwiłam się wtedy jej objętością oraz miękką oprawą, która ledwo utrzymywała te tysiąc stron wewnątrz. Sprawdź, jak odebrałam tę powieść hiszpańskiego autora w 2018 roku!

Poznaj więcej ciekawych thrillerów!
Ana próbuje bronić swojego brata
Ana jest prawniczką, która od pięciu lat nie zajmuje się poważnymi sprawami. Gdy jej uzależniony od hazardu brat zostaje oskarżony o morderstwo szychy z kasyna, kobieta postanawia go bronić.
Gdy „Ana” pojawiła się na mojej półce, byłam nieźle zdziwiona. Nie sprawdziłam wcześniej objętości książki i byłam przekonana, że skoro to thriller, to pewnie będzie miał maksymalnie sześćset stron, a pewnie nawet mniej. A tu przyszło tomiszcze liczące prawie tysiąc stron, choć w miękkiej oprawie. Nic dziwnego, że zbierałam się do przeczytania tej książki dosyć długo: obawiałam się, że utknę w środku i po prostu będę męczyła ją przez kilka tygodni.
Po pierwsze: nie nudzić
Na całe szczęście nic takiego nie miało miejsca. Hiszpańska „Ana”, choć jest pierwszą książką Roberta Santiago dla dorosłych czytelników, to typowa współczesna literatura, której najważniejszym zadaniem jest: nie nudzić. Czyta się ją lekko i raczej szybko, nie jest szczególnie opisowa. Mimo objętości nie wydaje się też specjalnie przegadana. Nie dziwię się więc wszystkim tym, którzy – zgodnie ze sposobem promowania książki przez wydawcę – zarwali noc z „Aną”.
Mam jednak wrażenie, że ze wszystkich thrillerów, które poznałam, ten ma w sobie najmniej „dreszczowego” pierwiastka. Odbieram „Anę” jako sensacyjny kryminał prawniczy, który może i wzbudzał pewne napięcie oraz oczekiwanie na rozwiązanie zagadki, ale na pewno nie sprawił, bym miała dreszcze.
„Ana” sprawia frajdę
Po tym wszystkim nietrudno się domyślić, że przeczytanie tej książki sprawiło mi pewną frajdę. I tak, nie przeczę: było przyjemnie. Zagadkę śledziłam z zainteresowaniem. Sama tematyka hazardu w Hiszpanii też była czymś, co mnie zaciekawiło. Nie dość, że poker to dla mnie temat raczej odległy, to na dodatek dobrze było pobyć trochę w innym kraju. Poza tym mamy w tej powieści silny polski pierwiastek, co też można traktować jako zaletę. Mam jednak z tą książką dość poważny problem. Jaki? „Silną” bohaterkę.

Kim tak naprawdę jest Ana?
„Ana” promowana jest właśnie naszą tytułową postacią. Silną prawniczką, która nigdy się nie poddaje i zawsze dąży do celu. Ale… dla mnie to w żadnym razie nie jest silna osobowość. To uzależniona od leków alkoholiczka, która na dodatek jest niebywale rozwiązła. Wprawdzie pyskuje, kombinuje i kłamie bez mrugnięcia okiem, ale przepraszam: to NIE jest silny charakter. Mam wrażenie, że przedstawianie tego typu postaci i promowanie ich w taki sposób może być krzywdzące dla obydwu płci. Zresztą to nie pierwsze moje spotkanie z taką postacią i mam wrażenie, że obecnie możemy zaobserwować trend związany z silnymi kobietami-alkoholiczkami.
Przy okazji zastanawia mnie również, czemu mężczyzna, który pije, zwykle jest przedstawiany jako słaby charakter, a kobieta – wręcz przeciwnie? Czy robienie „męskich” rzeczy w oczach pisarzy robi z nas silne babki? Myślę, że to całkiem ciekawy temat na dyskusję.
W każdym razie, wracając do książki i głównej bohaterki – przyznaję, że nie przepadam za Aną. To nie postać, z którą „prywatnie” chciałabym mieć cokolwiek wspólnego, choć jednocześnie jako protagonistka działa naprawdę dobrze w ramach całej historii i temu zaprzeczyć nie mogę. W końcu postać idealna, bez nałogów i z doskonałym życiem, to nigdy nie jest dobry początek historii – chyba że autor ma zamiar ten cały doskonały świat szybko postaci zniszczyć.
Książka, która przenosi czytelnika do Hiszpanii
Cóż mogę jeszcze dodać? „Ana” to nie jest literatura nadzwyczajna, wyjątkowo piękna czy odkrywcza w swoim gatunku. Wydaje mi się jednak, że może być przyjemną rozrywką, która przy okazji zabierze nas do – nie ukrywajmy – modnej obecnie Hiszpanii. Muszę przyznać, że to pozycja, która obudziła we mnie pewną ciekawość dotyczącą tego kraju, a konkretnie wątku związanego z hazardem: gdybym mogła spotkać się z autorem, chętnie dowiedziałabym się, skąd wziął pomysły na książkę… i czy hiszpański świat kasyn wygląda właśnie tak, jak w „Anie”.
Żadna z nich [wizji] się nie urzeczywistniła. Tej nocy nikt, żywy czy martwy, nie wszedł do mojego pokoju. Byłam sama. Z moimi lękami. Z bólem w piersi i w wielu innych częściach ciała, w głowie i, za przeproszeniem, w duszy. Wiedziałam, że muszę podjąć jakąś decyzję. Powiedziałam sobie: nigdy więcej skrótów ani półśrodków.
Fragment „Any” Roberta Santiago

Tytuł: Ana
Autor: Roberto Santiago
Tłumaczenie: Grzegorz i Joanna Ostrowscy
Liczba stron: 990
Gatunek: thriller prawniczy
Wydanie: Muza, Warszawa 2018
2 thoughts on “Ana: Morderstwo i hiszpańskie kasyna [recenzja] [archiwum]”