„Dreszcz” był chyba dla mnie początkiem końca pozytywnej przygody z książkami Jakuba Ćwieka. Mniej więcej od przeczytania tej jego powieści zaczęłam się orientować, że jego twórczość zaczyna mnie realnie nudzić. Sprawdź, jak pisałam o tej książce w 2019 roku!

Sprawdź inne książki Jakuba Ćwieka: „Kłamca” | „Chłopcy” | „Grimm City. Wilk!” | „Drobinki nieśmiertelności” | „Ciemność płonie” | „Bezpański”
Piorun trafia bezrobotnego rockmana
Ryszard Zwierzchowski to bezrobotny rockman, który nawet nie próbuje przestać wisieć na garnuszku swojej córki. Pewnego dnia zostaje trafiony piorunem. Wkrótce odkrywa, że posiadł niezwykłą umiejętność, która pozwala mu okiełznać elektryczność.
Superbohaterowie. W Polsce, na Śląsku. Na takie coś wpaść mógł chyba tylko Jakub Ćwiek. O „Dreszczu” słyszałam już od dawna, jednak dopiero teraz udało mi się za niego zabrać. Niestety… chyba nigdy książka tego autora utrzymana w fantastycznej konwencji nie wymęczyła mnie aż tak bardzo.
„Dreszcz” mnie nie wciągał
„Dreszcz” nie jest długą powieścią: ma zaledwie niecałe trzysta stron. W połączeniu z dużą czcionką, jaka zwykle pojawia się w książkach wydawnictwa Fabryka Słów, przeczytanie jej powinno mi zająć co najwyżej kilka godzin… A tak bardzo nie potrafiłam wgryźć się w świat przedstawiony, że po przeczytaniu kilku stron po prostu ją odkładałam, przeplatając czytanie z inną książką (a zwykle czytam jedną rzecz na raz). Na całe szczęście przynajmniej zdaję sobie sprawę, co jest tego sprawcą.
Superbohaterowie to bardzo fajny motyw
Herosi są świetnym motywem. Superbohaterowie pozwalają na stworzenie czegoś z jednej strony powtarzalnego, ale z drugiej – kreatywnego, o ile twórca dobrze przemyśli swój pomysł. Mój problem polega na tym, że oryginalność „Dreszcza” to jej setting. Katowice, Śląsk. Coś, co niektórym może bardzo się spodobać, mnie kompletnie odrzuca. Nie dość, że Polska po prostu kłóci mi się z wątkami tego typu, to na dodatek autor wrzuca nas do specyficznej krainy, przedstawiając nam bohaterów mówiących gwarą, za którą po prostu osobiście nie przepadam. W związku z tym czytanie takich dialogów, w połączeniu właśnie ze śląskim, „brudnym” klimatem, okazało się dla mnie nie lada męczarnią.
Nie utożsamiam się z protagonistą
Zwłaszcza że absolutnie nie potrafię utożsamić się z głównym bohaterem. To człowiek, do którego w życiu bym sama z siebie nie podeszła: zmęczony życiem, choć jednocześnie nigdy niepracujący. Wydający się nie szanować pasji innych, niemający w sobie krztyny elegancji, typ, do którego wolałabym się nie zbliżać – nieważne, czy książkowo, czy w prawdziwym życiu. Zdaję sobie w pełni sprawę, że to znów rzecz bardzo osobista. Osoby zainteresowane nieco mocniejszą muzyką na pewno znajdą w tej historii i w tej postaci coś swojego, ale jednak… to po prostu nie są moje klimaty.
Nie wciąga mnie historia, język nie ratuje styuacji
Sama historia również nieszczególnie mnie wciągnęła. Zresztą – aby to się stało, musiałby mi odpowiadać i bohater, i to, co go otacza, a mnie naprawdę absolutnie to wszystko nie obchodziło. W każdym razie sama opowieść Ćwieka jest raczej prosta i, jak przystało na tego typu historię, dość irracjonalna.
Styl autora jak zawsze jest lekki i teoretycznie całkiem przyjemny, o ile czytelnikowi niestraszne są wulgaryzmy. Tyle tylko, że w tym przypadku miało to naprawdę niewielki wpływ na mój odbiór tego tytułu.
„Dreszcz” to po prostu książka absolutnie nie dla mnie. Nie chcę tu wydawać jednogłośnych sądów, bo po prostu wiem, że wynika to głównie z jej tematyki, ale sama na pewno do tej historii nie wrócę i nie sądzę, abym sięgnęła po kontynuację.
Chciał parsknąć, ale skrzywił się tylko – liliputy zasuwające tam i z powrotem jak szkolna wycieczka na zakopiańskich Krupówkach robiły się coraz bardziej bezczelne, a w ustach czuł posmak, jakby całował się niedawno z jakąś baterią. Albo dał się nakarmić metalowym lizakiem.
– Co ci je? – zapytał Alojz. – Bo wyglondosz jak czi ćwierci do śmierci.
Rysiek podjął kolejną próbę otwarcia oczu. Znowu okupioną bólem i, jak się okazało, bezowocną.
– Co mi się stało? – zapytał.
– Wersja dugo czy krótko?
– Krótka.
– Pieron cie ciulnoł.
Fragment „Dreszcza” Jakuba Ćwieka

Tytuł: Dreszcz
Tytuł serii: Dreszcz
Numer tomu: 1
Autor: Jakub Ćwiek
Liczba stron: 296
Gatunek: fantasy
Wydanie: Fabryka Słów, Lublin 2013
1 thought on “Dreszcz: Śląscy superbohaterowie [recenzja] [archiwum]”