„Silver. Druga księga snów” było moim kolejnym już spotkaniem z twórczością Kerstin Gier. To kontynuacja powieści dla młodszej młodzieży, napisanej przez właśnie tę niemiecką autorkę. Czytałam ten cykl w 2021 roku. Sprawdź, jak mi się podobał i dlaczego!

Poznaj recenzje innych książek z cyklu „Trylogia Snów”: „Silver. Pierwsza księga snów”
Co ukrywa ukochany Liv?
Gdy Anabel trafiła do szpitala psychiatrycznego, Liv oraz jej bliscy w końcu mogli odetchnąć z ulgą. Wszystko w życiu nastolatki wydaje się układać: jej mama jest szczęśliwie zakochana, wraz z siostrą coraz lepiej odnajdują się w nowej szkole, a Henry zdaje się być chłopakiem z marzeń. Na dodatek wciąż mogą spędzać całe noce we wspólnych snach! Sielanka kończy się jednak w momencie, gdy Liv odkrywa, że jej ukochany coś przed nią ukrywa.
„Silver. Druga księga snów” to powtórka z rozrywki
Bardzo często w sieci widzę „Trylogię snów” Kerstin Gier ocenianą od razu w całości. Osobiście nie lubię tego robić, bo każdy tom może reprezentować różny poziom, rozwijać odmienne motywy i poruszać zupełnie inne wątki. Odnoszę jednak wrażenie, że w przypadku tego konkretnego cyklu takie podejście mogło być w pełni uzasadnione. O powieści „Silver. Druga księga snów” właściwie trudno napisać coś nowego. To w całości powtórka z rozrywki.
Ponownie główny nacisk położono na sytuację szkolną i rodzinną głównej bohaterki. To niesnaski wynikające z połączenia dwóch rodzin są tu motywem najważniejszym. Liv właściwie cały czas myśli o swoich bliskich oraz o tym, co powinni, a czego absolutnie nie powinni robić. Oczywiście młoda bohaterka sporo czasu spędza również ze swoim nowym chłopakiem, który jest niezwykle miły, kochany i dobry. Zresztą tę książkę Gier cechuje spora dawka obyczajowego ciepła. Wszyscy otaczający naszą główną postać to ludzie sympatyczni i życzliwi wobec siebie – wyłączając oczywiście te jednoznacznie czarne charaktery.

Sny jako tło dla nastoletnich dramatów
A co z samymi snami? Okazują się jedynie skromnym dodatkiem. To trochę jak z kultowym serialem „H2O – wystarczy kropla”. Niby główne bohaterki zamieniają się w syreny, gdy tylko ich ciała dotknie woda, ale w gruncie rzeczy produkcja opowiadała po prostu o ich codziennym życiu. Rybie ogony jedynie od czasu do czasu pomagały im rozwiązać problemy lub same je generowały, stanowiąc w gruncie rzeczy metaforę zwyczajnych, nastoletnich rozterek. Tutaj mamy dokładnie to samo. Liv wykorzystuje świadome śnienie chociażby po to, by spotkać się z ukochanym, gdy ten z jakichś powodów nie może zobaczyć się z nią w ciągu dnia.
Intryga oraz cała zagadka spajająca główną fabułę są pod względem tempa i klimatu bardzo zbliżone do wydarzeń z pierwszej części. To znaczy: niby istnieją, ale ani nie wyjaśniają zbyt wiele, ani nie są szczególnie interesujące czy kreatywne. Ot, grupa dzieciaków zyskała z jakiegoś powodu umiejętność świadomego śnienia i odwiedzania się w swoich nocnych marach. Jakiego? Nadal nie wiemy. To zresztą zdaje się nie mieć większego znaczenia dla przebiegu historii.
To ten sam koncept
Naprawdę nie mam tu już nic więcej do dodania. „Silver. Druga księga snów” daje czytelnikowi dokładnie to samo, co tom pierwszy. Jest przy tym porządną literaturą młodzieżową, z którą zapewne z łatwością utożsami się wiele nastolatek. Jednak sny to na tyle wdzięczny i fascynujący motyw, że czuję się po lekturze nieco zawiedziona. Liczyłam na masę szaleństwa, feerię barw i kreatywne wykorzystanie możliwości, jakie daje ten koncept – a tego w środku po prostu zabrakło.

Tytuł: Silver. Druga księga snów
Tytuł serii: Trylogia Snów
Numer tomu: 1
Autor: Kerstin Gier
Tłumaczenie: Agnieszka Hofmann
Liczba stron: 416
Gatunek: fantasy młodzieżowe
Wydanie: Media Rodzina, 2016
1 thought on “Silver. Druga księga snów: Ciąg dalszy szkolno-rodzinnych dramatów z dodatkiem magii [recenzja] [archiwum]”