Choć w 2026, kiedy przenoszę ten wpis z mojego starego bloga, o „Szeptem” już raczej się nie mówi, dobrze pamiętam, że na tę opowieść był swego czasu bardzo duży hype. To z tego powodu sięgnęłam po tę historię i… cóż, nie byłam ze spotkania z tą historią szczególnie zadowolona. Co nie podobało mi się w tym paranormalnym romansie?
Norze zaczynają zdarzać się nadnaturalne rzeczy…
Nora, szkolna dziennikarka, gdy tylko może, siedzi ze swoją przyjaciółką Vee. Niestety nauczyciel biologii postanawia rozsadzić uczniów i ku jej wściekłości trafia do ławki, w której siedzi Patch – tajemniczy chłopak, który wydaje się wiedzieć o niej zdecydowanie więcej, niż powinien… Od czasu ich spotkania Norze zaczynają przydarzać się niewyjaśnione i nadnaturalne rzeczy. Jaką rolę odgrywa w tym dziwny nieznajomy?
Ta książka była zaskakująco nostalgiczna
Nostalgia. Tak, to chyba pierwsze, co przychodzi mi teraz na myśl, gdy myślę o „Szeptem”. Czytając, miałam chwilami wrażenie, jakby jakaś odległa część mnie wróciła do czasów podstawówki, gdy uwielbiałam „Zmierzch” Meyer oraz inne tego typu historie. Ale skoro mam ocenić tę książkę, może pójdźmy po kolei.
Co „Szeptem” jako tytuł ma do całej powieści?
Najpierw tytuł – „Szeptem”. Rozumiem, że jest chwytliwy, ale nijak ma się do samej historii. Gdyby bohaterowie powiedzieli chociaż coś o szeptaniu… niestety, nikt o tym nawet nie wspomniał. Szkoda, bo taki zabieg przynajmniej nadałby tytułowi sens, a nie kosztowałby autorki zbyt wiele. Chyba że to kwestia tłumaczenia – nie przeczę, to możliwe.
Fabuła tego romansu paranormalnego jest bardzo prosta
Teraz fabuła. Jest szczerze mówiąc prosta jak drut – przewidywalna, ale też momentami nielogiczna i wręcz komiczna. Naprawdę, przy pierwszej scenie w prologu przez chwilę zastanawiałam się, czy to na pewno książka dopuszczona do druku. [Uwaga: mówię o początku, więc to nie jest duży spoiler, ale jeśli nie chcesz wiedzieć nic, pomiń] Idzie sobie chłopak. Pojawia się przed nim ciemny koleś i zaczynają rozmawiać. Ich dialog w skrócie brzmi mniej więcej tak:
– Ktoś ty? Nie zadzieraj z księciem!
– Jesteś bękartem!
– Księciem!
– BĘKARTEM!
– KSIĘCIEM!
– Synem upadłego anioła, czyli masz mi służyć. Klękaj i składaj przysięgę.
I tak, to było – przynajmniej dla mnie – dość zabawne.
Kolejna scena też należy do tych „specyficznych”. Mamy lekcję biologii o… uwaga, seksie! Nora wraz z przyjaciółką Vee mają uczyć się, jak robi się dzieci. Niestety nauczyciel postanawia przesadzić uczniów i Nora trafia do tajemniczego Patcha, który od razu sprawia, że czuje się zagrożona, zakłopotana… ale też zauroczona. Bo jakżeby inaczej. Cała sytuacja i zachowanie bohaterów jest tak irracjonalne, jak tylko może być irracjonalne zachowanie anioła i człowieka zamkniętych w sali lekcyjnej.
Nie będę wytykać wszystkich bezsensownych wątków – zajęłoby to zbyt dużo czasu i zdradziłoby zbyt wiele treści. Poza tym w paranormal romance i tak są one dość częste, więc nie ma co się nad tym rozwodzić.
To powieść fantasy napisana przystępnym językiem
Styl, jak na młodzieżówkę, jest bardzo prosty i przystępny. „Szeptem” czyta się błyskawicznie – jedna część nie zajmuje więcej niż kilka godzin. Nie jest to literatura wybitna, ale styl Becca Fitzpatrick jest poprawny i lekki. Bohaterowie są raczej zwyczajni. Nora to trochę „szara myszka”, choć autorka nie eksponuje tego mocno. Nie zagłębiamy się też szczególnie w jej relacje szkolne – skupiamy się głównie na postaciach potrzebnych fabule. Patch jest natomiast uosobieniem irracjonalności, ale bardziej śmieszy niż denerwuje. Poza tym nie wyróżnia się niczym szczególnym.
Jedynie kreacja czarnego charakteru jest – moim zdaniem – totalną klęską, ale nie chcąc spoilerować, zamilknę 😉
W tym romansie jest zaskakująco mało romansu
Muszę też przyznać, że spodziewałam się większej ilości romantycznych scen. A tu Nora i Patch mają ich zaskakująco mało, a gdy już się pojawiają, często zachowują dystans. Trochę żałuję, bo właśnie te momenty miały najwięcej klimatu – bo co jest mniej sensowne niż dwójka nastolatków chcących pobyć sam na sam? No właśnie.
Szczerze mówiąc, gdybym miała sięgnąć po kolejny tom, trochę bym się tego obawiała. „Szeptem” wydaje mi się zamkniętą historią, której kontynuacja może łatwo się rozjechać.
Podsumowując – powieść Becca Fitzpatrick to lekka, momentami nielogiczna młodzieżówka, która bardziej bawi niż trzyma w napięciu, a jednocześnie wywołuje pewną nostalgię. To nie jest dobra literatura – ale też nie jest szkodliwa. Jeśli ktoś lubi takie historie, może sięgnąć bez obaw, ale warto wiedzieć, co się wybiera.

Tytuł: Szeptem
Tytuł serii: Szeptem
Numer tomu: 1
Autor: Becca Fitzpatrick
Liczba stron: 328
Gatunek: fantastyka młodzieżowa, paranormal romance, angel fantasy
1 thought on “Szeptem: zamiast wampirów, aniołki [archiwum] [recenzja]”