„Mageot” trafił do mnie z wyprzedaży, tak jak wiele książek, które czytałam w latach 2014-2016. Nie wiedziałam wtedy, że mam w rękach książkę dość rozpoznawalnego w fandomie polskiego pisarza. Co sądziłam o tej powieści w trakcie lektury w 2016 i dlaczego do 2026 roku nawet nie zainteresowałam się tym, co ten autor jeszcze ma w swoim dorobku?
Maegot to osoba budząca postrach
Wielcy magowie czy więźniowie swojej mocy? Takie pytanie stawia przed nami Kochański w swojej powieści opowiadającej o tytułowych maegotach — przenoszących magię, potężnych i budzących strach osobach. Kim jednak są? Czego pragną i do czego zmierzają? I czy ludzka ręka jest w stanie ich pokonać? A może trzeba do tego czegoś więcej…?
Już na wstępie muszę się Wam przyznać, że z ledwością przebrnęłam przez tę książkę. Już okładka i drobniutki druczek wewnątrz odstraszają, a to, co można znaleźć wewnątrz, wcale nie zmieniło moich pierwszych odczuć związanych z tą powieścią. Ale dlaczego? Za chwilę wyjaśnię.
Ta kreacja jest kluczowa dla powieści
Kochański wykreował stworzenia… czy raczej ludzi o dość ciekawej mocy. Nie są magami, nie władają magią, ale przenoszą ją, nie wiedząc, kiedy i jak zadziała. To główny motyw całej historii, który ciągnie się przez wszystkie strony. Niestety, choć moim zdaniem to świetny pomysł na ciekawą, wartką fabułę, z samą treścią powieści jest zdecydowanie gorzej.
To dość przeciętnie napisana powieść
Kartki książki zawierają treść napisaną bardzo zwyczajnym, ale przy tym niezbyt przystępnym językiem. Już wyjaśniam, o co mi chodzi! Zwykle w przypadku lekkich historii styl autora jest niezbyt poważny albo przynajmniej po prostu przyjemnie się go śledzi. Tu, mimo średniego w moim mniemaniu warsztatu, mamy dość toporny, niekoniecznie przyjemny język, przez który da się przebrnąć, ale nie jest to koniecznie przyjemne. Szczególnie gdy pojawiają nam się powtórzenia, które co jakiś czas w „Maegocie” da się wypatrzeć.
Styl stylem, ale co z bohaterami i samą historią? Ech, trudno mi tu cokolwiek więcej powiedzieć z dość prostej przyczyny — sama do końca nie wiem, co Kochański chciał nam swoją historią pokazać. Pierwsza połowa jest tak abstrakcyjna, że trudno połapać się, o co w tym wszystkim chodzi, a gdy powoli coś niby zaczyna nabierać kształtów i się wyjaśniać, następuje dość szybki koniec. I by nie było, lubię książki z zaskakującym zakończeniem, mieszające czasy i różne inne takie. W tym przypadku jednak, gdy dostajemy książkę napisaną niekoniecznie przystępnym językiem, takie zabiegi są po prostu irytujące.
Bohaterowie zaś po prostu są i już. Sztampowi, niezbyt dobrze rozwinięci i za nic w świecie niewpadający w pamięć.
„Maegot” nie przypadł mi do gustu
Zdecydowanie nie polecam. Autor wprawdzie może i miał ciekawy pomysł, ale ten tekst, napisany surową polszczyzną, pozostawia bardzo wiele do życzenia. Sięganie po niego może po prostu okazać się stratą czasu, nieważne, czy lubicie fantasy, czy nie.

Tytuł: Mageot
Autor: Krzysztof Kochański
Liczba stron: 287
Gatunek: fantasy