Film nigdy nie był moją mocną stroną. W 2016 roku, kiedy powstał poniższy tekst, wiedziałam o kinie naprawdę bardzo niewiele. „Most Szpiegów” brzmiał mi jak coś, co mogłoby ukazać się w ramach MCU, a przyznaję, że wtedy nie znałam wcale wiele więcej. Film Stevena Spielberga porównałam więc do tego, co kojarzyłam. Cóż, błędy młodości. Jak wówczas odebrałam ten film?

Sprawdź więcej recenzji niefantastycznych filmów i seriali!
Zimna wojna, radziecki szpieg i sprawa sądowa
USA, czas zimnej wojny. Donovan, choć kiedyś był znanym prawnikiem, obecnie zajmuje się ubezpieczeniami. Gdy jednak na terenie Stanów zostaje złapany radziecki szpieg, dostaje zadanie: ma go bronić, aby pokazać światu, że każdy ma prawo do sprawiedliwego wyroku.
W tym samym czasie rząd amerykański wysyła do ZSRR na przeszpiegi grupę pilotów. Jeden z nich zostaje przyłapany na gorącym uczynku…
„Most Szpiegów” jest utrzymany w zimnych barwach
Film Spielberga jest utrzymany w zimnych, niebieskawych barwach. Wystarczy na niego spojrzeć, by poczuć, że jest czysty, ale i niepokojący zarazem — jakkolwiek dziwnie by to zestawienie ze sobą razem nie brzmiało.
To historia oparta na faktach
Historia przedstawiona w „Moście Szpiegów” oparta jest na faktach, które zresztą dzięki sieci można stosunkowo łatwo zweryfikować. To zdecydowanie spory atut tego filmu — choć jest w nim sporo grozy i niepewności, to jednocześnie chyba wnosi coś więcej niż same emocje oraz ładne kadry.
Jak na hollywoodzką produkcję przystało, aktorstwo utrzymane jest na dość wysokim poziomie, podobnie jak samo kręcenie czy montaż. Nie jestem żadnym specem, dlatego nijak jestem w stanie podać konkrety czy mniej widoczne wpadki twórców 🙂

Intrygująca historia z bohaterem, który budzi sympatię
Nie mogę powiedzieć, by ta historia mnie porwała, ale na pewno była intrygująca. Postać Donovana budzi sporą sympatię — facet dąży do celu, ma swój kręgosłup moralny i trudno go złamać. Również postać radzieckiego szpiega, Rudolfa Abla, jest godna uwagi. Jego spokój i zapęd artystyczny sprawiają, że jest trochę inny niż standardowo kreowani bohaterowie.
Moim zdaniem trochę gorzej wypadł wątek dotyczący szpiegów amerykańskich. Sceny dotyczące ich zaczęły się znikąd i wpadały co jakiś czas, nagle, wybijając mnie z oglądania drugiego wątku fabuły (który, koniec końców, składa się w jeden), ale myślę, że mimo wszystko mogę to twórcom wybaczyć, skoro ostatecznie całość prezentuje się nienajgorzej.
To film warty zobaczenia
Jak już wspomniałam, to nie jest obraz, który mnie porwał i który bym uwielbiała ponad wszystko — ale wydaje mi się, że to film warty zobaczenia, nawet mimo tego, że bądź co bądź jest kolejną hollywoodzką, ogromną produkcją, która czy chce, czy nie, musi opierać się na pewnych schematach. „Most Szpiegów” to film z unikalnym klimatem i nieraz naprawdę ładnymi zdjęciami, które warto zobaczyć.
Most Szpiegów (2015)
Bridge of Spies
dramat, thiller
reż. Steven Spielberg
2 thoughts on “Most Szpiegów (2015): To jednak nie kolejny Marvel! [recenzja] [archiwum]”