Wydany w latach 60. XX wieku „Pan Światła” Rogera Zelaznego wciąż cieszy się uznaniem w kręgach starszych fantastów. Nic dziwnego: autor oszczędnymi słowami buduje świat łączący mitologię hinduistyczną z futurystycznymi technologiami. Czy jednak tę powieść dalej po prostu dobrze się czyta?

Sprawdź też recenzje innych powieści SF: „Ciosy zagłady” | „Daleka droga do małej, gniewnej planety” | „Park Jurajski”
O czym jest „Pan Światła”?
Ludzkość zasiedliła nową planetę, a pierwsi przybysze zdobyli nieśmiertelność i wzięli na barki boskie obowiązki, przywdziewając imiona z hinduizstycznej mitologii. Chociaż Sam przybył razem z nimi, nie potrafi utożsamiać się z ich działaniami. Widząc, jak jego dawni towarzysze tłamszą swoich poddanych, rzuca niebu wyzwanie.
Technologia, której nie da się odróżnić od magii
„Pan Światła” Rogera Zelaznego to powieść wydana po raz pierwszy w 1967 roku, dwa lata po tym, jak opublikowana została „Diuna” Franka Herberta i tak jak i ona sięga do religii wschodu. W obydwu tych powieściach pojawia się również technologia, która jest tak rozwinięta, że jest już nieodróżnialna od magii. W obydwu również pojawia się temat władzy. W praktyce są to jednak dwie zupełnie inne powieści.
Powieść Zelaznego jest przy tym aktualnie znacznie mniej popularna. I chociaż rozumiem, dlaczego wiele osób uważa ją za historię wybitną to chociaż nie mogę odmówić jej dobrych pomysłów, sama nie potrafię utożsamiać się z tą historią. Nie da się jednak ukryć: „Pan Światła” wciąż pozostaje żywy w nieco bardziej współczesnej literaturze fantastycznej.

„Pan Światła” jest wciąż obecny w literaturze
Dlatego że duch powieści Zelaznego jest obecny zarówno w polskich, jak i w zagranicznych powieściach. Najpopularniejszym przykładem z rodzimego podwórka jest rzecz jasna, „Pan Lodowego Ogrodu” Jarosława Grzędowicza. I nie chodzi tu wcale o jego tytuł!
Tak jak w powieści Zelaznego, tak i u Grzędowicza, akcja rozgrywa się na obcej planecie, na której pozornie istnieje magia. Czytelnicy, którzy jednak dotarli do końca historii Vuko doskonale wiedzą, że tak naprawdę przez cały czas nie były to czary. I choć „Pan Lodowego Ogrodu” jest powieścią znacznie bardziej rozrywkową niż „Pan Światła” to nie wątpię, że polski autor czerpał właśnie z tej powieści. Zelaznym inspirował się prawdopodobnie również Paweł Domownik w nominowanym do Zajdla opowiadaniu „Demon pod murami Jerozolimy”.
Obecność ducha powieści Zelaznego widać nie tylko w powieściach fantastyczno-naukowych czy science fantasy. „Włócznia rozcina wodę” Jimeneza to jeszcze świeższa powieść, która u fabularnej podstawy jest przygodowym high fantasy. Jednak autor porusza w niej tematykę władzy i tego, jak destrukcyjnie może działać na społeczeństwa. Choć sięga po inne środki, sam przekaz jest zbliżony, zaś wmieszanie bogów do życia społeczności sprawia, że skojarzenia z „Panem światła” nasuwają się same.

Jak skonstruowana jest powieść Zelaznego?
Powieść Zelaznego jest zbudowana szkatułkowo. Pierwszy rozdział opowiada o przebudzeniu Sama, o jego powrocie z Nirwany, czyli można by powiedzieć: z chmury danych. Przedstawia czytelnikowi szczątki informacji na temat bohatera, towarzyszących mu osób oraz świata przedstawionego, dając mu pierwsze puzzle do złożenia całego obrazka.
Kolejne pięć rozdziałów to retrospekcje. Pojedyncze historie z życia Sama i jego buntu z bogami. Choć łączą się one w jedną historię to funkcjonują trochę w oderwaniu od siebie, jako swoiste opowiadania w powieści. Każdy z nich porusza nieco inny temat i dzieje się w innym czasie. Ostatni rozdział wraca do „teraźniejszości”, domykając całą historię.
Liczy się pomysł i filozofia
To było moje pierwsze spotkanie z twórczością Zelaznego i przynajmniej w tej powieści, Zelazny jest raczej oszczędny w stylu. Mówi raczej mniej, niż więcej, pozostawiając czytelnikowi sporą część do domysłu. Dotyczy to zarówno opisów świata przedstawionego, jak i dialogów. Wiele rzeczy dzieje się między wierszami, toteż czytelnik nie tylko musi się skupić w trakcie czytania (co oczywiście nie jest wadą), ale również musi zrozumieć kontekst. To drugie zaś może być coraz to trudniejsze dla młodszych czytelników; w końcu konteksty to coś, co ulega zmianie.
Autor skupia się też raczej na swoim pomyśle i przemyśleniach filozoficznych, a nie na bohaterze i jego drodze. Fabuła często schodzi tu w gruncie rzeczy na drugi plan.
I to przede wszystkim te elementy sprawiły, że osobiście nie potrafiłam dać się wciągnąć w opowieść Zelaznego. „Pan Światła” ma wiele dobrych pomysłów, które w momencie tworzenia powieści na pewno były (niektóre dalej są) dość unikatowe, jednak jestem już czytelniczką z nieco młodszego pokolenia, mającą nieco inne preferencje. Wolę, gdy autor bardziej skupia się na bohaterze i jego psychologii. Wolę więcej dobrych relacji. Wolę, gdy filozofia jest dodatkiem, a autor daje mi opowieść, którą mogę z przyjemnością śledzić.
Bohaterowie „Pana Światła” byli mi zaś obojętni, podobnie jak sama linia fabularna i dlatego, mimo wszystkich zalet tej powieści, nie jestem w stanie dodać jej do grupy moich ulubionych.

Wyjątkowe koncepcje Zelaznego
Jakie więc dobre pomysły ma „Pan Światła”, które nie wystarczyły, aby mnie zachwycić? Warto zacząć od tego, że przez oszczędność słowa Zelaznego, w tym przypadku właściwie każde słowo się liczy i autor umieszcza w treści wiele nieoczywistych stwierdzeń oraz malowniczych pomysłów. Nie brakuje tu też schowanych nieco głębiej żartów. To książka, w której nie ma zbędnych słów i w której roi się od zwracających uwagę cytatów.
Kolejne ciekawe elementy to między innymi mitologia po którą sięga, kreacja świata oraz wspomniana już wcześniej tematyka władzy.
Mitologia hinduistyczna wpleciona w świat SF
Zelazny sięgnął do mitologii hinduistycznej, wciąż nieszczególnie popularnej w powieściach wydawanych w Polsce. Nie znam jej na tyle, by przeanalizować tę warstwę powieści i konkretne nawiązania autora, jednak jest to po prostu coś, czego nie spotykam na co dzień. I naprawdę podoba mi się pomysł na to, że ludzie-bogowie przybrali imiona, cechy i atrybuty z mitologii nawiązującej do statku kosmicznego, którym przybyli na nową planetę.
Zresztą, wiara w reinkarnację pasuje tu znacznie bardziej, niż religia chrześcijańska, zważając na to, że postacie regularnie zmieniają swoje ciała, aby żyć wiecznie. Motyw ten jest współcześnie regularnie wykorzystywany, np. pojawia się w „Modyfikowanym węglu”, jednak tu sam kontekst podania tego rodzaju nieśmiertelności jest nieco inny.
Przez to, że część ludzkości stała się bliska bogom, ale jednak u podstawy swojego istnienia dalej pozostaje ludźmi, Zelazny z jednej strony tworzy opowieść, która ma w sobie coś z wielkiego eposu, ale z drugiej co jakiś czas go przełamuje, pokazując jak na dłoni, że choć udają istoty z mitologii i powoli stają się im podobni to w dalszym ciągu mają w sobie te zwyczajne, ludzkie cechy i pragnienia.
Świat przedstawiony też ma w sobie elementy kontrastowe. To książka, którą czyta się w wielu momentach po prostu jak powieść fantasy, ale gdy czytelnik jest wystarczająco uważny to łatwo dostrzeże, że wysoki człowiek z dymu, noszący szeroki kapelusz jest po prostu opisem wybuchu bomby atomowej.

Władza, która nie pozwala im się rozwijać
Przy tym wszystkim, autor porusza w powieści przede wszystkim temat władzy i tego, jak władza wpływa na ludzi. Podobnie jak w „Panu Lodowego Ogrodu”, zwykli mieszkańcy planety nie mają zbyt rozbudowanych technologii, ale wcale nie dlatego, że ich nie wynaleźli. Bogowie pilnują, by ich podwładni nie rozwijali się nadmiernie. To jest zaś właśnie to, przeciwko czemu buntuje się Sam. I sam ten pomysł jest może nie tyle, co bardzo świeży, co jest to uzasadniony komentarz autora, także w stosunku do naszej rzeczywistości.
Jednakże to jeden z tych elementów powieści, z którym nie do końca potrafię się „utożsamiać”. Przez wspomniany już oszczędny i momentami (umyślnie) sztucznie napompowany styl Zelaznego trudno było mi zobaczyć realną sytuację mieszkańców. Autor skupia się na przedstawianiu czytelnikowi ludzi-bogów, lub osób, które mogłyby nimi być, gdyby chciały. Nie wchodzi zaś w głąb tego, co czują zwyczajni mieszkańcy. I dlatego jeśli chodzi o pokazanie tematyki władzy oraz jej wpływu, znacznie bardziej wolę nowszą i już wcześniej wspomnianą powieść „Włócznia rozcina wodę”. Bo czy historia, która tak wiele mówi o wyzwoleniu społeczeństwa, nie powinna poświęcić więcej miejsca samemu społeczeństwu?
W tych postaciach jest więcej potencjału
Warto też dodać, że Zelazny stworzył postacie z bardzo dobrym potencjałem na ich rozwinięcie. Sam to bohater niejednoznaczny. Z jednej strony buntuje się przeciwko bogom, chcąc pomóc ludzkości, ale z drugiej nie robi tego w pełni pokojowo, mimo że przyjmuje rolę Buddy. Nie miałabym nic przeciwko, gdyby ktoś postanowił napisać retelling „Pana Światła”, który wszedłby intensywniej w głowę Sama lub innego bohatera Zelaznego, pokazując lepiej jego perspektywę na całą sytuację. Dlatego że w tych postaciach zdecydowanie siedzi coś głębszego, jednak przy tak oszczędnej narracji, która praktycznie robi z nich nośniki pewnych koncepcji, idee bohaterów, w powieści widać jedynie fragmenty tego, czym mogłyby te postacie być.

Po jakie polskie wydanie „Pana Światła” sięgnąć?
Czytelnicy chętni zapoznać się z tym tytułem mogą na rynku znaleźć trzy różne wydania tej książki. Pierwsze z nich, opublikowane w 1991 roku zostało mi odradzone przez wzgląd na tłumaczenie Roberta Reszke, które podobno w wielu momentach nie oddaje dobrze powieści i wręcz zawiera błędy. Widać to już w pierwszym zdaniu; z jakiegoś powodu angielskie „fifty-three years” zostało przetłumaczone na „pięździesiąt lat”. Kolejne dwa wydania ukazały się w tłumaczeniu Piotra W. Cholewy.
Osobiście czytałam książkę w wydaniu z 2006 roku, która ukazała się nakładem wydawnictwa ISA. Ma ona zwykłą, miękką oprawę, bez skrzydełek i ilustracji. Nie jest więc najpiękniejsza, ale z tego, co się orientuje: jest dostępna stosunkowo łatwo i w stosunkowo niskiej cenie.
Istnieje również wydanie w twardej oprawie z 2020 roku, które ukazało się nakładem wydawnictwa Zysk i S-ka. Nakład nowych książek nie jest już jednak w tym momencie dostępny, a egzemplarze z drugiej ręki są zdecydowanie droższe od wydania z 2006 roku.
„Pan Światła” to opowieść z innej epoki
„Pan Światła” jest więc powieścią, po której widać trochę, że została napisana w innej epoce fantastyki. Dziś zwykle pisze się nieco inaczej, dlatego ja, jako czytelniczka przyzwyczajona do innego rodzaju literatury, nie dostałam od niej do końca tego, czego chciałam. W trakcie lektury musiałam walczyć ze skupieniem, a i tak jestem przekonana, że umknęło mi coś ważnego. Jednocześnie rozumiem, że czytelnik, który szuka właśnie oszczędnych historii, lubuje się w filozofii i stylu opowiadania zbliżonym nieco do „Odysei” i innych tego typu, epickich dzieł, może w dalszym ciągu znaleźć w tej powieści Zelaznego wiele dla siebie.

Tytuł: Pan Światła
Autor: Roger Zelazny
Tłumaczenie: Piotr W. Cholewa
Liczba stron: 286
Gatunek: science fantasy
Wydanie: ISA, 2006
3 thoughts on “Czy oszczędny „Pan Światła” Zelaznego przetrwał próbę czasu? [recenzja]”