„Grimm City. Bestie” Jakuba Ćwieka kupiłam przedpremierowo na Pyrkonie. Książka miała swoją oficjalną premierę 10 maja 2017 roku, ale ponieważ trafiła do mnie wcześniej, przeczytałam ją od razu. Wtedy miałam gorącą nadzieję, że pojawi się niedługo kolejny tom. Jednak jest 2026 roku i jak go nie było, tak nie ma. Co sądziłam w 2017 roku o kryminalnym urban fantasy, nawiązującym do baśni?

Sprawdź recenzję poprzedniego tomu!
Mafijna rodzina zostaje zamordowana
W Grimm City dochodzi do tragedii – głowa jednej z mafijnych rodzin zostaje zamordowana. Całe miasto skupia się na odbywającym się procesie i zdaje się nie zwracać uwagi na sprawę Evansa, który próbuje poradzić sobie z seryjnym zabójcą młodych kobiet, Drwalem. Gdy jednak miasto go ignoruje, do sprawy włącza się były bokser, Emeth Barddick – Bestia.
Poprzedni tom „Grimm City” zrobił na mnie spore wrażenie: brudne miasto, pełne złoczyńców, żyjące baśniami, wydało mi się czymś mrocznym i magicznym zarazem. Choć znam dwie inne serie Jakuba Ćwieka, to ta jego książka najbardziej do mnie przemówiła. Jej kontynuacja okazała się wcale nie gorsza.
Seryjny mordera i proces sądowy
Szczerze mówiąc, po lekturze poprzedniej części niewiele pamiętałam: w mojej głowie został głównie obraz mrocznego miasta, a nie sama historia. Na całe szczęście „Bestie” są z poprzednim tomem powiązane w sposób podobny do serialu kryminalnego, więc właściwie nie sprawiło mi to najmniejszego problemu, a za to pozwoliło mi się skupić na historii, którą przedstawia nam autor. Tym razem do czynienia mamy z seryjnym mordercą, co już samo w sobie wzbudza zainteresowanie. Dodatkowo Ćwiek wrzucił do gara nieco procesu, co ubarwia całość, choć szczerze mówiąc osobiście wolałam sceny dotyczące Drwala niż proces sądowy.
„Grimm City. Bestie” to przede wszystkim klimat
„Grimm City” gra przede wszystkim klimatem. Tak było w części poprzedniej, tak jest i w tej. To nie historia jest tu najważniejsza, a całe tło: brud i smród miasta, taksówkarze krążący gdzieś w tle, protestujący górnicy, dzielnice biedoty. Gdyby wyciąć te wszystkie opisy, książka wypadałaby zdecydowanie słabiej – to one sprawiają, że jest wyjątkowa, bo miasto Grimm po prostu chce się poznawać i odkrywać, mimo że chyba nikt zdrowy na umyśle nie chciałby w nim mieszkać.
Pomimo tego, że cała seria „Grimm City” to głównie klimat, w tym tomie – w przeciwieństwie do poprzedniego – przywiązałam się do paru postaci. Zarówno Bestia, Emeth, jak i jego córka Bekka to bohaterowie, których naprawdę polubiłam. Wzbudzają sympatię troską o siebie i podejściem do życia. Emeth może jest siłaczem, ale zdecydowanie ma serce na właściwym miejscu, a Bekka to po prostu młoda żmijka, która – choć pozornie delikatna – ma swój charakterek. Przy okazji, choć Ćwiek zwykle woli skupiać się na męskich bohaterach, mamy jeszcze jedną uroczą postać: nie będę wyjaśniała, kim jest Cherry, by przypadkiem nie zdradzić treści, ale uwierzcie, że to kolejna bohaterka, której nie da się nie lubić.

Książki Jakba Ćwieka się pochłania
Jak to Ćwiek ma w zwyczaju, jego książkę po prostu się pochłania. Spokojnie byłabym w stanie przeczytać ją w jeden dzień. Tekst czyta się szybko i niezwykle przyjemnie. Przy okazji, choć całość utrzymuje mroczny klimat, nie ma w nim nadmiaru wulgaryzmów ani odniesień do seksu, co w innych jego książkach się zdarzało. Oczywiście uważam to za zaletę drugiego tomu „Grimm City”.
Niestety samo zakończenie po prostu po mnie „spłynęło” – choć sama powieść była bardzo interesująca, zabrakło mi na końcu większego zaskoczenia. Końcówka po prostu sobie była, sprawiając, że to właśnie klimat miasta, a nie historia, prawdopodobnie zostanie mi w pamięci na dłużej, tak samo jak poprzednim razem.
Nie mogę zrobić nic innego, jak tylko szczerze polecić „Bestie” tym, którzy zapoznali się z pierwszym tomem serii i mają ochotę na więcej. Druga część zdecydowanie trzyma poziom i zabiera czytelnika do niezwykłej, choć mrocznej krainy, w której obecność baśni wcale nie zapowiada bajki dla dzieci.
– To znaczy, żebyśmy się dobrze zrozumieli: tak, uważam, że jest bestią – doprecyzował. – Przemawia za tym szereg argumentów (…). Tyle że coś w świetle moich badań się w nim nie zgadza. Coś jest niespójne. Jakby on sam sztucznie prowokował swoją dziką naturę.
– Co to znaczy?
– Och, szukam odpowiedniego sformułowania. – Profesor podrapał się wskaźnikiem po uchu. – On jest… jest…
– Niekonsekwentny jak religia? – odpowiedział Evans, prostując się w fotelu.
Fragment „Grimm City. Bestie” Jakuba Ćwieka
Sprawdź inne cykle Jakuba Ćwieka: „Kłamca” | „Chłopcy”

Tytuł: Grimm City. Bestie
Tytuł serii: Grimm City
Numer tomu: 2
Autor: Jakub Ćwiek
Liczba stron: 368
Gatunek: kryminał noir, urban fantasy