„Upiorna opowieść” to powieść napisana przez jednego z najbardziej znanych autrorów horroru. Petera Strauba próbowałam poznać lepiej w 2017 roku. Jednak z tej całej przygody niewiele wyszło. Dlaczeg? I co sadziłam o jego powieści?

Dowiedz się więcej o horrorze!
Opowieści o duchach
Starsi, zamożni panowie spotykają się regularnie i opowiadają sobie historie o duchach. Pewnego dnia jeden z nich ginie, a wokół zaczynają dziać się dziwne rzeczy. Czemu? Co jest tego przyczyną?
Powieść Petera Strauba jest moim kolejnym już – po Kingu – świadomym podejściem do horroru. Niestety, znów nieudanym. Wprawdzie „Upiorna opowieść” nie okazała się dla mnie taką masakrą jak „Lśnienie” czy „Czarny dom”, ale tak czy siak ostatecznie nieźle wynudziłam się na lekturze.
Ale spokojnie, nie wynika to do końca z tego, jak Straub pisze, a ze specyfiki gatunku. Po stylu autora widzę, że ten pan pisać potrafi nienajgorzej. Dobrze operuje słowem, nieźle buduje postacie, a w jednym momencie historii nawet ja dostałam dreszczy.
Horror wymaga obyczajowego tła
Niestety, horror sam w sobie wymaga budowania obyczajowego tła, co wcale do mnie nie przemawia. Zwłaszcza że Straub postawił raczej na powolne budowanie napięcia, skupione na opisach oraz skakaniu w czasie i przestrzeni, co tylko mnie dezorientowało i sprawiało, że lektura irytowała mnie coraz bardziej. Kilkanaście pierwszych stron dawało mi nadzieję na naprawdę dobrą lekturę, ale z czasem było po prostu coraz gorzej.
Taki sposób pisania, jaki prezentuje autor w „Upiornej opowieści”, sprawia, że spokojnie mogłabym dziesięć stron pominąć i wcale tego „nie poczuć”, zwłaszcza że fabuła horroru jest dość klasyczna i przynajmniej mnie w żadnym razie nie zaskoczyła. Dobrze wiem, że w przypadku fanów gatunku czy czytelników obyczajówek takie budowanie historii może być uznane za zaletę. Dla mnie jednak „Upiorna opowieść” jest przede wszystkim przegadana.

„Upiorna opowieść” to klasyczna historia
Jak już wspomniałam, sama historia „Upiornej opowieści” jest dość klasyczna. Mamy grupę starszych panów, którzy wzajemnie straszą się jakimiś opowieściami, oraz tajemnicę, zagadkę do rozwiązania. Z tym że ta zagadka jest zagadką właściwie tylko dla bohaterów, bo naprawdę nie trzeba być geniuszem, by w miarę szybko zrozumieć, co tu się kroi.
Chciałabym móc powiedzieć o tej książce coś więcej, ale szczerze mówiąc, nie mam pojęcia, co: „nie czuję” tej lektury, wynudziła mnie i zostawiła po sobie pustkę. Niby rozumiem, o co w niej chodzi, niewątpliwie mogę ją polecić fanom gatunku, ale ja sama raczej prędko po inne książki autora nie sięgnę.
A w tydzień później, kiedy Ricky, próbując zwrócić jej płaszcz, zatelefonował do teatru, w którym grała, dowiedział się, że na drugi dzień po przyjęciu wróciła do Nowego Jorku […]. Nikt nie wiedział, dokąd pojechała. Znikła na dobre – zbyt młoda, zbyt nowa i nie zostawiła po sobie dość, aby stać się legendą. Tego wieczoru, który wydawał się ostatnim spotkaniem Stowarzyszenia Chowder, zwrócił się do przygnębionego Johna Jaffreya i zapytał:
– Jaka była najgorsza rzecz, którą zrobiłeś?
A John uratował ich wszystkich, odpowiadając:
– Tego ci nie powiem, ale opowiem ci o najgorszej rzeczy, jaka kiedykolwiek mi się zdarzyła – i rozpoczął swoją upiorną opowieść.
Fragment „Upiornej opowieści” Petera Strauba

Tytuł: Upiorna opowieść
Autor: Peter Straub
Liczba stron: 585
Gatunek: horror
1 thought on “Upiorna opowieść: Kolejne spotkanie z klasyką horroru [recenzja] [archiwum]”