„Split” zrobił na mnie naprawdę bardzo duże wrażenie. Gdy oglądałam go w 2017 roku byłam zachwycona nim jako całością. Dziś, w 2026 roku, kiedy przenoszę ten post na nową domenę, mam chyba bardziej mieszane odczucia i chyba nie podobał mi się aż tak bardzo. Wtedy to było jednak coś świeżego, przynajmniej dla mnie. Co pisałam o tym filmie?

Z tym złoczyńcą coś nie gra…
Casey, Claire i Marcia siedzą w samochodzie, czekając, aż ojciec jednej z nich odwiezie je do domów po przyjęciu urodzinowym. W aucie jednak pojawia się nieznany mężczyzna, który je porywa. Dziewczyny, zamknięte w niewielkim pokoju, prędko odkrywają, że ze złoczyńcą jest coś nie tak.
„Split” to thriller, który porusza jeden z ciekawszych tematów, jakie chyba można poruszyć: opowiada historię mężczyzny z rozdwojeniem jaźni. Główny bohater filmu ma dwadzieścia trzy osobowości. Kilka z nich głęboko wierzy w jakiegoś potwora, przez którego bohater porywa trzy niewinne nastolatki. Choć już przed obejrzeniem tego dzieła naprawdę wierzyłam, że biorę się za coś dobrego, nie miałam pojęcia, że film Shyamalana zrobi na mnie aż tak duże wrażenie.
Doskonała rola Jamesa McAvoya
Ten film przede wszystkim nie wyszedłby, gdyby nie James McAvoy, który gra w nim główną rolę. Tego aktora kojarzę głównie z „Opowieści z Narnii” oraz filmów z uniwersum „X-Men” i choć lubię go w tamtych kreacjach, obawiałam się, że będę w nim widziała przede wszystkim Charlesa Xaviera. Nie mogłam bardziej się pomylić: w jego bohaterze nie ma nic z ciepłego profesora. Ta postać jest – wybaczcie za angielskie wtrącenie – po prostu „creepy”. Mimo że jego bohater ma wiele osobowości, rozróżnienie ich nie stanowi problemu, bo McAvoy samą mimiką potrafi oddać, kogo gra. Wprawdzie nie zobaczymy w filmie aż dwudziestu trzech charakterów (w gruncie rzeczy krążymy cały czas wokół czterech), ale i tak jego kreacja robi wrażenie.
Na pochwałę zasługuje również Anya Taylor-Joy, grająca Casey, bo mimo młodego wieku aktorka naprawdę nieźle sobie w tym filmie poradziła.

„Split” trzyma w napięciu
Dawno nie trafiłam na film, który tak bardzo trzymałby mnie w napięciu jak „Split”: połączenie bardzo dobrej muzyki, ciekawej, ale przerażającej historii z dobrym aktorstwem sprawiło, że ten obraz wciąga i ciekawi, sprawia, że cały czas chcemy więcej. Na dodatek stopniowo odkrywa przed nami przeszłość głównych postaci, tłumaczy, dlaczego u postaci granej przez McAvoya doszło do rozdwojenia jaźni, a ostatecznie zahacza nawet lekko o fantastykę, co dodaje historii smaczku.
Dzięki takiemu podejściu widz zżywa się z głównymi postaciami i naprawdę zaczyna się o nie martwić oraz im współczuć. Postaci McAvoya nie da się ocenić jednoznacznie, biorąc pod uwagę, ile osobowości w nim współistnieje, zaś Casey to bardzo silna, choć zamknięta w sobie dziewczyna po przejściach, której nie da się chyba nie kibicować.
Te kadry są przerażające
Przy okazji „Split” potrafi przerazić też samymi kadrami: w przypadku dialogów (na których bazuje) postacie pokazane są w ogromnym zbliżeniu. Widzimy właściwie tylko ich twarze, co w tym przypadku tylko potęguje emocjonalność tego obrazu.
Nie zostaje mi nic innego, jak szczerze polecić „Split” każdemu zainteresowanemu. To kawałek porządnie zrobionego, trzymającego w napięciu kina, które opowiada pozornie prostą, ale przy tym niezwykle ciekawą historię.
„Split”(2016)
thiller
reż. M. Night Shyamalan