„Rezydent Wieży” to polskie opowiadania fantasy, które przeczytałam w 2015 roku. Ponad dziesięć lat później, gdy przenoszę ten wpis ze starego bloga na nowy, w 2026, niewiele z nich już pamiętam. Zdecydowanie więc nie była to historia, która zapadła mi w pamięć. Co jednak wówczas sądziłam na jej temat?
Na ten tytuł mag musi sobie zasłużuć
Mag mieszkający w wieży, mający olbrzymią moc…
I dzieli się nią, jeśli kogoś na to, rzecz jasna, stać.
Bo tytuł „Rezydenta Wieży” nie przypada byle komu! Otrzymują go tylko najlepsi w swoim fachu.
Czymże są więc opowiadania o kimś tak potężnym? Ano niczym szczególnym.
Książka zawiera pięć opowiadań o Klaversie, czarodzieju zamieszkującym wieżę Irrum. Nie są ze sobą szczególnie powiązane – przypominają pod tym względem wiedźmińskie opowiadania: mają tego samego bohatera i pewne powtarzające się elementy, ale poza tym każda historia jest zupełnie inna. Ach, i żeby nie było – na tym podobieństwo do dzieł Sapkowskiego się kończy. Klimat w „Rezydencie Wieży” jest zupełnie inny niż ten obecny w jego książkach. A jaki jest? Bardzo luźny, wręcz codzienny. Autor pisze w sposób lekki i prosty. Wszystkie opowiadania są napisane w pierwszoosobowej narracji, która wprawdzie bywa dla mnie męcząca, ale mimo to czyta się je bardzo szybko. Nie jest jednak aż tak kolorowo, bo „Rezydent Wieży” na pewno nie jest książką wybitną. Dlaczego? Już tłumaczę!
„Rezydenta Wieży” to zbiór opowiadań, któryh nie jest zbyt wyrazisty
Jak wielu tekstom, również temu brakuje wyrazistości. Co z tego, że jest lekki, skoro już następnego dnia nie pamiętam, o czym i o kim czytałam? Dodatkowo z założenia nie miała to być raczej sztywna książka, więc Tucholski próbuje wpleść do opowiadań trochę humoru… co niekoniecznie mu wychodzi. Nie jest to wprawdzie żenujące, jak czasem bywa przy takich próbach, ale po prostu… czytałam coś, wiedziałam, że powinnam przynajmniej się uśmiechnąć, a nie robiło to na mnie najmniejszego wrażenia.
Nie jest jednak tak źle. Opowiadania czyta się mimo wszystko z zainteresowaniem, a tym, co szczególnie zwróciło moją uwagę, jest pomysł Tucholskiego związany z… magią opowieści. Ano w jednym z opowiadań pojawia się taki motyw, który został całkiem ciekawie wyjaśniony i przynajmniej mnie dał sporo do myślenia. O co chodzi? (Jeśli piekielnie boicie się spoilerów, nie czytajcie dalej tego akapitu ;P). Chodzi o swego rodzaju żart autora dotyczący głównych bohaterów różnych historii. Według jednego z opowiadań ten, kto ma w sobie magię opowieści, ten, kogo pcha ona do tworzenia różnych historii, nie może umrzeć. Po prostu… nie może. Wszyscy jego towarzysze mogą zginąć w trakcie przygody, ale on przeżyje. Przeżyje i będzie bohaterem, będą o nim mówić, pisać… Nie wiem, jak według Was, ale uważam, że przy odrobinie kreatywności jest to całkiem fajny pomysł na napisanie czegoś ciekawego 🙂 Kto wie, może kiedyś sama go wykorzystam?
W ostateczności ten zbiór tekstów fantasy można jednak czytać
Kończąc, jeśli szukacie lekkiej fantastyki albo wypatrzycie tę książkę na jakiejś wyprzedaży, spokojnie możecie sięgnąć po „Rezydenta Wieży”. Jeśli jednak sięgacie wyłącznie po niezwykle porywające książki, wielkie i epickie dzieła, sądzę, że nie ma sensu się za nią zabierać.

Tytuł serii: Rezydent Wieży
Tytuł: Rezydent Wieży. Księga I.
Autor: Andrzej Tucholski
Liczba stron: 219
Gatunek: zbiór opowiadań fantasy