„Czarodziejka z ulicy Reymonta” było moją próbą przeczytania czegoś innego od Magdaleny Kubasiewicz, jako że jakiś czas wcześniej skończyłam historię o Jagodzie Wilczek. Ta lektura nie skończyła się dla mnie jednak najlepiej. Dlaczego? Co można znaleźć w tej polskiej książce urban fantasy?

Sprawdź więcej recenzji książek urban fantasy: „Osnowa” | „The Atlas Six” | „Stróże”
Lady studiuje na magicznym Jagiellońskim
Lady nie jest może zbyt uważna, ale na pewno ma spory talent magiczny. Nic dziwnego, że dostała się na magię praktyczną na UJ. Nikt jednak nie mówił, że takie studia obejdą się bez przygód.

Jak to jest z tą Kubasiewicz i mną?
Moja relacja z twórczością Magdaleny Kubasiewicz jest, powiedziałabym, dość przeciętna. Na pewno czytałam kilka jej opowiadań, jednak nie pamiętam teraz żadnego poza tym, w którym po raz pierwszy pojawiła się Wilcza Jagoda. Cykl o specjalistce od klątw przeczytałam w całości i był w porządku, ale nie wywołał u mnie większych emocji, a „Wszystko pochłonie morze” to powieść, która po prostu mnie znudziła. Dlatego „Czarodziejka z ulicy Reymonta” mogła okazać się dla mnie i miłą rozrywką, i nudnym przeciętniakiem. Myślę, że koniec końców wyszło jakoś pomiędzy.

„Czarodziejka z ulicy Reymonta” to nie jest powieść
Ta książka nie jest powieścią, a zbiorem trzech opowiadań, z których ostatnie jest zdecydowanie najdłuższe. Wszystkie rozgrywają się na przestrzeni studenckich lat życia Lady oraz jej przyjaciół. Warto zaznaczyć, że coś tak samo jak „Wilcza Jagoda” jest to urban fantasy to mamy tu do czynienia z innym uniwersum: takim, w którym świat wie o istnieniu magii.

Aż tak nie różni się od Jagody
Pod względem stylu czy klimatu narracji miałam jednak wrażenie, że wiele się do od opowieści o Jagodzie nie różni. Owszem, bohaterowie są nieco młodsi, co sprawia, że zachowują się w inny sposób, ale generalna otoczka nie różni się aż tak bardzo. Największą różnicę widzę chyba tylko w chaotycznym prowadzeniu narracji. „Wilcza Jagoda” zdaje się być lepiej przemyślana i konkretniejsza, niż „Czarodziejka z ulicy Reymonta”.

Te opowiadania mnie nie interesują
Fabularnie zawarte w książce opowiadania nie są czymś, co mnie jakoś szczególnie zainteresowało. Owszem, ostatnie jest moim zdaniem najciekawsze i wybija się w pozytywnym sensie na tle dwóch pozostałych, ale zakończenia tekstów nie były dla mnie zaskoczeniem, nie wciągały mnie szczególnie relacje pomiędzy postaciami, nieszczególnie też się z nimi utożsamiam. To lekka książka, ale na tyle lekka, że we mnie nie wzbudziła żadnych większych emocji.

Może jako młodzieżówka…
Wydaje mi się, że jako młodzieżówka, czy książka dla osoby lubiącej lekkie opowieści te historie mogą się sprawdzić. Nie widzę w nich nic szczególnie złego/szkodliwego, a na pewno np. dopiero zmierzająca w stronę studiów młodzież może lepiej utożsamić się z Lady, jednocześnie być może dając się autorce zaskoczyć. Ale choć nie mówię kategorycznego „nie” kolejnemu tomowi to „Czarodziejka z ulicy Reymonta” po prostu nie zrobiła na mnie żadnego, wyrazistego wrażenia. Ot, kolejne czytadło urban fantasy.



Tytuł: Czarodziejka z ulicy Reymonta
Cykl: Czarodziejka z ulicy…
Tom: 1
Autor: Magdalena Kubasiewicz
Liczba stron: 331
Gatunek: urban fantasy
Wydanie: SQN, 2023