Skip to content

Fantastyka Codzienna

Portal o fantastycznych książkach, filmach i kulturze

Menu
  • Literatura fantastyczna
    • Aktualności książkowe
    • Recenzje
  • Kultura fantastyczna
    • Fantastyczne filmy i seriale
      • Recenzje filmów i seriali
    • Fantastyczne gry
      • Recenzje gier
    • Komiksy fantastyczne
      • Recenzje komiksów
    • Wydarzenia fantastyczne
  • O redakcji
    • Kontakt
Menu

Dżozef: Pierwszy raz z realizmem magicznym [recenzja] [archiwum]

Opublikowano 2 sierpnia, 2018

„Dżozef” to było moje pierwsze spotkanie z realizmem magicznym w dość czystej postaci oraz z twórczością Jakuba Małeckiego. Czytałam ją w ramach współpracy z portalem Czytam Pierwszy. Jak podobała mi się ta powieść w 2018 roku i czy warto po nią sięgnąć? Dla kogo będzie najlepsza?

Spis treści:

Toggle
  • Joseph Conrad w szpitalu?
  • Realizm magiczny wzbudza we mnie dyskomfort
  • Czy „Dżozef” to dresiarska historia?
  • Swoboda interpretacji
Dżozef

Dowiedz się więcej o twórczości Jakuba Małeckiego!


Joseph Conrad w szpitalu?

Grzegorz trafia do szpitala. Przebywa w sali wraz z trójką innych pacjentów. Jeden z nich, Czwarty, zaczyna podawać się za Josepha Conrada i opowiada historię kilkuletniego Stasia, który z drewna tworzy figurkę kozła.

Są autorzy, o których nie słyszałam praktycznie słowa krytyki. Do takich niewątpliwie zalicza się Jakub Małecki: nie pamiętam, bym choć raz przeczytała lub usłyszała opinię kogoś, kto otwarcie by go krytykował. Gdy nadarzyła się okazja, sięgnęłam więc po jego „Dżozefa”, z jednej strony nie spodziewając się niczego konkretnego (unikałam nawet czytania opisu z tyłu okładki), z drugiej mając dość wysokie oczekiwania. Muszę przyznać, że twórczość tego autora mnie nie zawiodła, chociaż książki pokroju tej konkretnej nie są literaturą, którą mam ochotę czytać na co dzień. Czemu?

Realizm magiczny wzbudza we mnie dyskomfort

„Dżozef” to powieść, która była dla mnie pierwszym tak bliskim spotkaniem z realizmem magicznym, dokonanym z własnej woli. Moja relacja z tym gatunkiem nie należy do prostych: nie wiem o nim zbyt wiele i jednocześnie wzbudza we mnie pewien dyskomfort. Często zawiera dużą ilość absurdu i sytuacji, których nie do końca da się wytłumaczyć, a to jest dla mnie źródłem niepokoju. Niemniej Małecki tak zgrabnie połączył wątki w „Dżozefie” i dodał do tej lektury tyle ciepłej, przyjemnej polskości, że czas spędzony z nią upłynął mi naprawdę szybko i całkiem sympatycznie.

Całkiem — bo tak czy siak odrobinę tego dyskomfortu jednak odczuwałam. Nie zmienia to jednak faktu, że styl autora jest naprawdę dobrze wyważony, dzięki czemu z jednej strony tekst bardzo szybko się czyta, a z drugiej nie ma się wrażenia, że to jedynie puste słowa, absolutnie nic niewnoszące do naszego życia. Na dodatek Małecki bardzo dobrze prowadzi dwa istotne dla fabuły wątki, które wzajemnie się przeplatają i łączą, tworząc ostatecznie jednolitą historię.

Czy „Dżozef” to dresiarska historia?

Czytając o „Dżozefie” w sieci już po lekturze, wyczytałam, że wiele osób widzi w tej historii „powieść dresiarską”. Ja osobiście nie do końca potrafię się z tym stwierdzeniem zgodzić. Owszem, główny bohater, Grzegorz, jest przedstawiany jako „dres”, jednak nie jest to istota historii. Ta postać to przede wszystkim narrator całej opowieści, który przez większość czasu obserwuje dziejące się wokół niego dziwy: ci, którzy szukają w tej książce z żółtą okładką kibolskich bójek i dyskusji spod monopolowego, raczej tego w niej nie znajdą.

Ta powieść Małeckiego mocno nawiązuje do twórczości Josepha Conrada. Przyznaję bez bicia: nie znam za dobrze tego autora. „Jądro ciemności” czytałam co najwyżej we fragmentach i absolutnie nie byłam nim zainteresowana, po inne tytuły nie próbowałam sięgać. Mimo to i tak wyczułam duży szacunek autora do tego twórcy, jednocześnie nie mając wrażenia, że nie rozumiem tej opowieści. Dlatego mam wrażenie, że z jednej strony osoby lubiące Conrada będą dobrze się bawić, wyszukując nawiązania do jego historii (których ja oczywiście zapewne nie wyłapałam), a osoby, które go nie znają, po prostu zwrócą uwagę na inne szczegóły tej historii.

Swoboda interpretacji

Zdecydowaną zaletą „Dżozefa” jest fakt, że to powieść pozwalająca czytelnikowi na pewną swobodę interpretacji: nie każdy szczegół mamy tu podany na tacy, nie wszystkiego możemy być pewni. To zdecydowanie lektura, która może zmusić do przemyśleń, choć muszę dodać, że jedno z „podsumowań”, które na końcu wysnuwa narrator, wydało mi się nieco naciągane w kontekście całej historii. Nie będę go tutaj jednak przytaczać, bo musiałabym przytoczyć zbyt dużo treści samej książki.

„Dżozef” był lekturą nieco inną niż te, które czytam zazwyczaj, ale chyba taka odskocznia była mi naprawdę potrzebna. Cieszę się, że miałam okazję poznać kolejnego dobrego polskiego autora: niewątpliwie polecę tę książkę jeszcze niejednej osobie, a sama pewnie za jakiś czas sięgnę po inne dzieła Małeckiego.


Trzeba przecież do tego nie lada jajec, żeby rzucić tak drugą osobę, z którą się tyle przeżyło. Wspólne doznania, przygody i wspaniałe chwile oblepiają człowieka jak taki słodki lep — coś miłego w dotyku, a jednocześnie cholernie zdradliwego, bo ani się człowiek zorientuje, a ten lep prowadzi przed ołtarz, do żłobka i życia bez sensu. Czasem dochodzi do tego miłość, i tym szczęściarzom zazdroszczę. Dużo częściej jednak, tak mi się przynajmniej wydaje, nie jest to miłość, ale ten zwyczajny słodki lep.

Fragment „Dżozefa” Jakuba Małeckiego


Dżozef

Tytuł: Dżozef

Autor: Jakub Małecki

Liczba stron: 320

Gatunek: realizm magiczny

Wydanie: SQN, Kraków 2018

Autor: Aleksandra Brzezińska

Tagi: fantasy, Jakub Małecki, literatura polska, realizm magiczny, Wydawnictwo SQN

1 thought on “Dżozef: Pierwszy raz z realizmem magicznym [recenzja] [archiwum]”

  1. Pingback: Dygot: Okrucieństwo polskiej wsi [recenzja] [archiwum] - Fantastyka Codzienna

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ostatnie posty

  • Specjalistka od słoni szkoli mamuty. „Ciosy zagłady” Raya Naylera [recenzja]
  • „Papierowy Mag” Holmberg wcale nie jest o origami. Mormonka i jej powieść fantasy [recenzja]
  • „Daleka droga do małej, gniewnej planety” Chambers to przykład cozy SF [recenzja]
  • Edycja limitowana „Death Note” już (i tylko) w przedsprzedaży
  • Vesper wyda Robin Hobb. Niedługo wznowienie „Ucznia skrytobójcy” 

Alternatywna historia dark fantasy Dom Wydawniczy Rebis Dystopia fantastyka naukowa fantastyka socjologiczna fantasy fantasy historyczne high fantasy horror komedia kryminał kryminał fantastyczny kryminał fantasy literatura amerykańska literatura brytyjska literatura dziecięca literatura faktu literatura historyczna literatura młodzieżowa literatura niemiecka literatura obyczajowa literatura polska Literatura postapokaliptyczna literatura przygodowa przygodowe fantasy retellingi i baśnie romans romantasy science fantasy Smoki space opera steampunk thriller urban fantasy Wydawnictwo Dolnośląskie Wydawnictwo Fabryka Słów Wydawnictwo Mag Wydawnictwo Muza Wydawnictwo Powergraph Wydawnictwo Prószyński i S-ka Wydawnictwo SQN Wydawnictwo Uroboros Wydawnictwo Zysk i S-ka zbiór opowiadań

©2026 Fantastyka Codzienna | Design: Newspaperly WordPress Theme