Skip to content

Fantastyka Codzienna

Portal o fantastycznych książkach, filmach i kulturze

Menu
  • Literatura fantastyczna
    • Aktualności książkowe
    • Recenzje
  • Kultura fantastyczna
    • Fantastyczne filmy i seriale
      • Recenzje filmów i seriali
    • Fantastyczne gry
      • Recenzje gier
    • Komiksy fantastyczne
      • Recenzje komiksów
    • Wydarzenia fantastyczne
  • O redakcji
    • Kontakt
Menu

Narzeczona księcia: Fantastyczny pastisz [recenzja] [archiwum]

Opublikowano 8 maja, 2018

„Narzeczona księcia” trafiła do mnie jako egzemplarz recenzencki z portalu Czytam Pierwszy. Nie wiedziałam wtedy, że to mój pierwszy krok do zakochania się w ekranizacji tej powieści i jestem wdzięczna, że w 2018 roku miałam okazję poznać ten pastisz historii fantasy. Sprawdź, jak wówczas o niej pisałam!

Spis treści:

Toggle
  • Księżniczka Butterbup zostaje porwana
  • „Narzeczona księcia” to fantastyczno-przygotowy pastisz
  • Skrót lektury z dzieciństwa
  • Awanturniczo-romantyczna historia w klasycznej odsłonie
  • Te wtrącenia w nawiasach!
  • Co z tłumaczeniem imienia Buttercup?
Narzeczona księcia

Poznaj więcej książek utrzymanych w duchu płaszcza i szpady!


Księżniczka Butterbup zostaje porwana

Buttercup jest najpiękniejszą kobietą w swojej epoce. Gdy jej ukochany, ubogi parobek, ginie na statku złego pirata Robertsa, dziewczyna staje się narzeczoną księcia, którego tak naprawdę nie kocha. Wkrótce po zaręczynach zostaje porwana.

Wydawnictwo Jaguar kojarzy mi się raczej z literaturą młodzieżową, dlatego do tej pory miałam z nim jedynie pojedyncze spotkania. Jakie więc było moje zdziwienie, gdy ich świeżo wydana „Narzeczona księcia” stała się lekturą miesiąca według „Nowej Fantastyki”… Nie zwlekając za długo, zabrałam się za lekturę i, jak się okazało, faktycznie jest to pozycja, która z młodzieżówką ma niewiele wspólnego.

„Narzeczona księcia” to fantastyczno-przygotowy pastisz

Książka Williama Goldmana to przede wszystkim fantastyczno-przygodowy pastisz, który ma za zadanie przede wszystkim rozbawić czytelnika. Niestety, mnie osobiście ten żart po prostu nie bawi: wprawdzie rozumiem go i wiem, że wielu osobom może przypaść do gustu… jednak najzwyczajniej w świecie nie jest czymś dla mnie.

Dużo gorsze jednak od samej historii było dla mnie wszystko „wokół niej”. Mianowicie, nim dojdziemy do głównej opowieści, musimy przebrnąć przez około osiemdziesiąt stron wstępu Goldmana, a następnie znosić wtrącenia autora pomiędzy głównym tekstem. I dla mnie osobiście to najgorsze elementy tej książki, które – zwłaszcza we wstawkach w głównej historii – przede wszystkim wzbudzały we mnie zażenowanie.

Skrót lektury z dzieciństwa

Autor „Narzeczonej księcia” cały czas udaje, że jego książka to tak naprawdę skrót lektury z dzieciństwa, którą czytał mu ojciec i najwyraźniej uznaje to za przezabawne. Niestety, ja zdecydowanie w tym przypadku jego zdania nie podzielam. Dlatego nie mam zamiaru nad tym aspektem dłużej się rozwodzić i chyba wolę uznać, że tych elementów w „Narzeczonej księcia” po prostu nie było.

Awanturniczo-romantyczna historia w klasycznej odsłonie

Historia zaś to właściwie klasyczna powieść awanturniczo-romantyczna, tyle że w całości utrzymana w komediowej, przerysowanej konwencji. W tej powieści wszystko jest bardzo podniosłe, bardzo mocno bazujące na przypadkach i znanych nam schematach, często po prostu wbijając im szpilki. Trudno tu mówić o konkretnych bohaterach: to raczej pewne figury, schematy, które z popkultury już prawdopodobnie znamy. W tym przypadku nie jest to jednak absolutnie żaden zarzut: to pastisz, to tak po prostu ma wyglądać. A że mnie humor Goldmana nie bawi? Cóż, zdarza się i tak.

Styl autora jest raczej prosty, czasem z podjętą próbą stylizacji, jednak niekoniecznie szczególnie udanej. Przez to powieść czyta się raczej szybko, o ile oczywiście czytelnik „kupi” zaserwowany przez Goldmana żart i świat, bo skłamałabym, mówiąc, że mi się ta pozycja wcale nie dłużyła.

Narzeczona księcia

Te wtrącenia w nawiasach!

Jeśli miałabym podać jedną rzecz, która szczególnie mnie w tej pozycji irytowała, to bezustanne wtrącenia w nawiasach dotyczące tego, że „tak, to już w tamtych czasach istniało”. Co najzabawniejsze, autor w swoich wtrąceniach nawet ten fakt zauważa, ale… jest tak „zajarany” swoim pomysłem i najwyraźniej uważa go za tak obłędnie doskonałego, że nie rezygnuje z takich komentarzy aż do końca powieści.

Co ciekawe, „Narzeczona księcia” zawiera w sobie też kontynuację historii, czyli „Dziecko Buttercup”, niemniej… ja osobiście wolałabym całość traktować po prostu jako jedność. Bo w gruncie rzeczy to po prostu kontynuacja historii.

Co z tłumaczeniem imienia Buttercup?

Powoli kończąc, muszę też wtrącić kilka słów co do tłumaczenia imienia głównej bohaterki, a właściwie – jego braku. Widok słowa „Buttercup” (czyli z angielskiego „jaskier”) sprawia, że od razu nasuwa mi się na myśl „maślany kubek” i szczerze mówiąc, mam dziwne przeczucie, że nie jestem w tym przypadku osamotniona. A przecież wystarczyłoby zmienić „Jaskra” (który u nas kojarzy się i bardzo męsko, i raczej jednoznacznie) na jakiegoś polskiego kwiatuszka. Róża, niezapominajka, bławatek, chryzantema… na cokolwiek, byleby oddawało naturę imienia i po prostu ładniej wyglądało w tekście. Bądź co bądź, w przypadku głównego bohatera uważam to za coś całkiem istotnego.

Nim sięgniecie po „Narzeczoną księcia”, albo przeczytajcie kilka stron, albo obejrzyjcie film Goldmana z 1987 roku „Narzeczona dla księcia”, by sprawdzić, czy jego poczucie humoru Wam odpowiada: jeśli tak, myślę, że możecie po tę lekturę sięgnąć. Jeśli nie, myślę, że nie ma sensu czytać pozycji, która na nim bazuje. Niemniej sama nie żałuję przeczytania tej powieści. Mimo wszystko to była jednak ciekawa odmiana.


(To było już po wynalezieniu podatków, jak zresztą wszystko na świecie. Podatki istniały nawet przed gulaszem).

Fragment „Narzeczonej księcia” Williama Goldmana.


Narzeczona księcia

Tytuł: Narzeczona księcia

Autor: Wiliam Goldman

Tłumaczenie: Paulina Braiter-Ziemkiewicz

Liczba stron: 464

Gatunek: fantasy przygodowe

Wydanie: Jaguar, Warszawa 2018

Autor: Aleksandra Brzezińska

Tagi: fantasy, komedia, literatura amerykańska, literatura płaszcza i szpady, pastisz, przygodowe fantasy, romantasy, Wydawnictwo Jaguar

1 thought on “Narzeczona księcia: Fantastyczny pastisz [recenzja] [archiwum]”

  1. Pingback: Kull. Banita z Atlandyty: Książka dla każdego fana klasycznego fantasy [recenzja] [archiwum] - Fantastyka Codzienna

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ostatnie posty

  • Specjalistka od słoni szkoli mamuty. „Ciosy zagłady” Raya Naylera [recenzja]
  • „Papierowy Mag” Holmberg wcale nie jest o origami. Mormonka i jej powieść fantasy [recenzja]
  • „Daleka droga do małej, gniewnej planety” Chambers to przykład cozy SF [recenzja]
  • Edycja limitowana „Death Note” już (i tylko) w przedsprzedaży
  • Vesper wyda Robin Hobb. Niedługo wznowienie „Ucznia skrytobójcy” 

Alternatywna historia dark fantasy Dom Wydawniczy Rebis Dystopia fantastyka naukowa fantastyka socjologiczna fantasy fantasy historyczne high fantasy horror komedia kryminał kryminał fantastyczny kryminał fantasy literatura amerykańska literatura brytyjska literatura dziecięca literatura faktu literatura historyczna literatura młodzieżowa literatura niemiecka literatura obyczajowa literatura polska Literatura postapokaliptyczna literatura przygodowa przygodowe fantasy retellingi i baśnie romans romantasy science fantasy Smoki space opera steampunk thriller urban fantasy Wydawnictwo Dolnośląskie Wydawnictwo Fabryka Słów Wydawnictwo Mag Wydawnictwo Muza Wydawnictwo Powergraph Wydawnictwo Prószyński i S-ka Wydawnictwo SQN Wydawnictwo Uroboros Wydawnictwo Zysk i S-ka zbiór opowiadań

©2026 Fantastyka Codzienna | Design: Newspaperly WordPress Theme