„Ingerid” to książka z serii „Królowe Wikinków”. Zbierała je moja mama, jeszcze za czasów mojej szkoły podstawowej lub wcześniej. W 2015 w końcu zapoznałąm się z tym cyklem, wrzucając opinię na mojego bloga Drewniany Most. Co (wówczas) nastolatka myślała o romansie, który miała pod ręką przez długie lata?
„Ingerid” nie jest wydana eksluzywnie
Żółty papier w środku, nijaka okładka – chociaż z ładną grafiką – i niezbyt ciekawy opis… Nie, to nie jest książka, która od pierwszego momentu zachęca. Jest wyraźnie tanio wydana i niezbyt ekskluzywna, a takich rzeczy po prostu się nie lubi, szczególnie że niełatwo ją dostać. Ale wiecie co? Nie jest tak źle, jak mogłoby się wydawać.
Każda powieść z cyklu to inna historia
To trzecia część serii, jednak spokojnie – każda opowiada osobną historię, dlatego nie ma się czego obawiać. Ta powieść przedstawia losy Ingerid, duńskiej księżniczki, która ma wyjść za Olafa Haraldssona, króla Norwegii. Mamy rok 1096. Młoda dziewczyna, jaką jest nasza bohaterka, właśnie przybywa do swojego nowego kraju. Nie wie jednak, że jej przyszły mąż ma już nałożnicę, Brygidę, w której jest zakochany. A tej, rzecz jasna, wcale nie podoba się to, że król chce poślubić Ingerid…
Dzięki temu romansowi poznasz średniowieczną Norwegię
Przede wszystkim to, co podoba mi się w całej serii, to fakt, że autorka dba o to, aby większość faktów historycznych była zgodna z prawdą. Dzięki temu można w naprawdę przyjemny sposób poznawać średniowieczną Norwegię! Daty, wydarzenia i zwyczaje zaczynają bowiem kojarzyć się z wydarzeniami z powieści, jej klimatem i treścią. Co prawda trzeba wziąć poprawkę na obecność fikcji literackiej, ale najważniejsze informacje dotyczące przebiegu wydarzeń historycznych są zgodne z faktami, więc nie trzeba się o to martwić.
Niestety dla mnie problemem tej powieści jest brak wyrazistości – zapomina się ją szybko, nie wraca się do niej myślami. Bohaterowie są obecni, mają określone cechy charakteru, ale… niewiele poza tym. Nie rzucają się w oczy, nie przeżywają niezwykłych przygód ani wielkich uniesień. To bardzo życiowa powieść, pozbawiona nadmiaru akcji i spektakularnych zwrotów wydarzeń.
To lekka i przyjemna powieść w której dużo się dzieje
„Ingerid”, podobnie jak pozostałe książki z tej serii, które przeczytałam, warto poznać, jeśli interesują Was kultura i historia Norwegii, a przy tym lubicie czytać o ludziach, którzy wcale nie są tak różni od nas. Jeśli jednak szukacie lekkiej, przyjemnej powieści, którą czyta się szybko i w której dużo się dzieje, nie polecam tej pozycji – po prostu może Was zanudzić.

Tytuł serii: Królowe Wikingów
Tytuł: Ingerid (tom 3)
Autor: Frid Ingulstad
Liczba stron: 228
Gatunek: romans historyczny
1 thought on “Królowe Wikingów: Ingerid [recenzja] [archiwum]”