„Pan Lodowego Ogrodu” od części drugiej do czwartej Jarosława Grzędowicza doczekał się zbiorowej recenzji w 2015 roku, kiedy zapoznałam się z całością. Co wówczas sądziłam o tej powieści i jakie miałam odczucia jako osiemnastolatka w trzeciej klasie liceum?
Vuko jest zaklęty w drzewo, a Filar podróżuje
Na początku drugiej części „Pana Lodowego Ogrodu” jeden z naszych głównych bohaterów, Vuko, jest zaklęty w drzewo i nijak nie może kontynuować swojej misji sprzątania po przybyszach z Ziemi na Midgaardzie. Gdy mu się to udaje, odkrywa, że nie wszystko jest takie, jak być powinno, a szaleństwo jego przeciwnika, Dykena, zdaje się być jeszcze większe…
W tym samym czasie młody Filar podróżuje przez niegdyś swoje imperium, opanowane w całości przez kult Podziemnej Matki, szukając swojego przeznaczenia i nadziei na uratowanie swojego ludu.
Kolejne tomy również mi się podobały
Jak byłam zachwycona częścią pierwszą, tak uwielbiam kolejne. Nie powiem, by zawsze było idealnie – bo i owszem, miałam kilka zgrzytów podczas czytania – ale ta seria to wciąż coś niezwykłego! Możemy w niej znaleźć wszystko: dzieci zaklęte w kraby, smoki, wielkie marmurowe zamki, niewolników, romanse, dążenie do władzy, jedzące mięso konie, magiczne włócznie, ba! Możemy znaleźć tu nawet Wielką Stopę czy ekologicznych fanatyków. Całkowity misz-masz, ale przy tym logiczny, na tyle, na ile logiczna może być powieść tego typu 😉 W „Panu Lodowego Ogrodu” nie brakuje też aluzji do tego, jak wygląda nasz świat i do czego zmierza – Grzędowicz najwyraźniej ma pewne pojęcie o polityce, bo i o tym jest mowa, choć pobocznie, a niektóre wątki sprawiały wrażenie lekkiej ironii autora, co odebrałam bardzo pozytywnie.
Bohaterów trudno nie lubić. Vuko jest prostym facetem, który wie, czego chce, a Filar rozwija się w dobrym kierunku i ostatecznie staje się naprawdę mądrym i wartościowym człowiekiem. Są wyraźni, konkretni – nie da się ich pomylić. Nawet ich narracja (która od pierwszego tomu nie uległa zmianie – dalej mamy podział na trzy części, z czego dwie dotyczą głównie Vuko, a jedna przedstawia świat z perspektywy Filara) pozwala już po kilku zdaniach rozpoznać, z kim mamy do czynienia. Ich przyjaciół jest wielu, a ja nie mam głowy do imion i nazwisk, więc… cóż, czasem się w nich gubiłam, ale to już raczej kwestia mojej pamięci niż ich „szarej” wyrazistości.
Opisowy styl Grzędowicza i ogrom akcji
Styl jest bardzo opisowy i wiem, że może niektórych męczyć. Narracja pierwszoosobowa nie jest lubiana przez każdego, jednak ja sama naprawdę nie mam się do czego przyczepić.
Ogrom akcji sprawia, że nie sposób się przy tej książce nudzić, a zakończenie całej serii sprawiło, że… poczułam się, jakby ktoś wylał mi na głowę kubeł zimnej wody. Nie będę go zdradzać, ale naprawdę nie spodziewałam się tego i miałam wrażenie, jakby przez wszystkie tomy Grzędowicz trochę ze mnie żartował. Nie mówię tego w złym sensie – przeciwnie. Rzadko kiedy zakończenie aż tak mnie zaskakuje, a tutaj się udało 🙂
Serię polecałam, polecam i będę polecać, bo to kawał bardzo dobrej fantastyki. Idźcie i jedzcie z tego wszyscy, albowiem „Pan Lodowego Ogrodu” wzywa, a jemu się nie odmawia 😀
– Jest tylko teraz – odparłem. – To, co było, już zniknęło. Została tylko pamięć. Jutro jeszcze nie nadeszło i jest zakryte. Trzeba żyć tym, co mamy w zasięgu ręki. Tak, żeby pamiętać potem każdą chwilę. Nie wiadomo, ile ich mamy.
Jarosław Grzędowicz, Pan Lodowego Ogrodu. Tom II



Tytuł serii: Pan Lodowego Ogrodu
Tomy: 2-4
Autor: Jarosław Grzędowicz
Liczba stron: 632 / 504 / 896
Gatunek: naukowe fantasy