„Cholonek, czyli dobry Pan Bóg z gliny” nie zrobił na mnie szczególnie dobrego wrażenia, gdy czytałam tę książkę w 2015 roku. Dziś raczej też prawdopodobnie nie wpisałby się dobrze w moje gusta, dlatego teraz, gdy przenoszę ten wpis ze starego bloga na nową stronę w 2026 roku, raczej nie planuje się za niego zabierać. Co wówczas dokładniej o nim sądziłam?
Janosha znam jako autora książek dla dzieci
Janosha znam od dawna jako autora książek dla dzieci, które — szczerze mówiąc — nie zrobiły na mnie zbyt pozytywnego wrażenia. Zdziwiłam się więc nieco, gdy dostałam jego powieść dla dorosłych. Ba, nawet nie jedną, a dwie! Postanowiłam więc zabrać się za poniższą, by zobaczyć, co autor ma do zaoferowania.
Janosh to mężczyzna urodzony w latach 30. XX wieku w Zabrzu i właśnie o tym mieście w „Cholonku” opowiada. Autor jest niemieckojęzyczny, nigdy w Polsce nie mieszkał, mimo że bywał w niej kilkukrotnie (swego czasu miałam nawet okazję się z nim spotkać, chociaż skończyło się na zdjęciu i podpisaniu książki). Jego powieść opowiada nam historię rodziny Świętków oraz ich sąsiadów czy znajomych. Są to prości, niezbyt bogaci ludzie, mający więcej wspólnego z Polakami niż Niemcami. Córka Świętkowej, Michcia, ma wkrótce rodzić — ojcem jej dziecka jest nijaki Stanik Cholonek, za którym gospodyni nie przepada. Jakby tego było mało, wszystko wskazuje na to, że malec przyjdzie na świat 29 lutego… a każdy wie przecież, że może to przynieść pecha!
To naprawdę porządnie wydana książka
Tym razem pozwólcie, że zacznę od strony wizualnej. Książka, którą mam, jest naprawdę porządna — gruba okładka z obrazkiem, który wprawdzie niezbyt mi się podoba, ale pasuje do tego, o czym powieść traktuje. Wewnątrz mamy dwa zdjęcia: jedno przedstawiające stare Zabrze, drugie — familioki, w których wychował się autor. Kartki są dość grube i białe, a tekst pisany jest niebieskim tuszem, co uważam za plus, ponieważ przy takim papierze i czarnym tuszu łatwo o ból oczu, gdy czytamy na dworze (przynajmniej u mnie), w chwili, gdy na kartki zacznie świecić słońce. Przy każdym rozdziale znajduje się niewielki rysunek wykonany w stylu tego okładkowego. Naprawdę, pod tym względem książka prezentuje się bardzo dobrze.
„Cholonek” to nie jest typowa powieść
Przynajmniej dla mnie jednak z jej treścią jest znacznie gorzej. Dlaczego? Cóż, należy zacząć od tego, że to nie jest typowa powieść z fabułą i akcją. Janosh opisuje życie mieszkańców Śląska, a nie konkretną historię: jasne, najważniejsza jest Michcia i jej dziecko, dlatego do niej autor bardzo często wraca, jednak większość opisów to krótkie historie sąsiadów albo przemyślenia Świętkowej na temat tego, jak powinien żyć porządny człowiek (które znacznie odbiegają od naszego patrzenia na świat). I, kto jak kto, ja czegoś takiego po prostu nie lubię. Chcę zżyć się z bohaterami, a Janosh mi na to nie pozwolił.
Druga rzecz, która sprawiła, że „Cholonka” nie polubiłam, to sam klimat powieści. Mieszkam na Śląsku, jednak tutejszego klimatu, kultury i gwary nigdy do końca nie polubiłam, a ta książka jest tym wszystkim wręcz przesycona. I chociaż cenię ją za to, co robi — bo naprawdę fajnie pokazuje te tereny w latach 30., aż do zakończenia II wojny światowej — to jednak nie potrafię jej za to lubić.
To miała być zabawna historia o Śląsku
Opis z tyłu okładki wszem i wobec ogłasza, że to nie tylko jedna z niewielu prawdziwych książek o Śląsku, ale przy tym niebywale śmieszna. I… może niektórych ten sposób przedstawiania rzeczywistości będzie śmieszył, ale ja się do tych ludzi na pewno nie zaliczam. Treść mnie wręcz odrzucała i czytałam ją najszybciej, jak to było możliwe, byleby tylko wiedzieć, o co mniej więcej w tym chodzi.
Nie… to nie jest lektura dla większości młodych ludzi, bo po prostu nudzi. To raczej coś dla bardziej dojrzałych czytelników, których interesuje Śląsk i którzy chcą się czegoś o nim dowiedzieć — a że ja się do tej grupy nie zaliczam, nie tylko jej nie lubię, ale i polecać nie mam zamiaru. Jak już pisałam, cenię „Cholonka” za to, czym jest, ale najzwyczajniej w świecie zupełnie nie trafił on w mój gust i istną katorgą było dla mnie jego czytanie.

Tytuł: Cholonek, czyli dobry Pan Bóg z gliny
Autor: Janosh
Liczba stron: 247
Gatunek: literatura współczesna