Będąc na haju po „Zmierzchu” sięgałam po różne romanse paranormalne. W ten sposób trafiłam na „Ever”, wówczas całkiem popularną powieść młodzieżową. Co sądziłam o niej w 2015 roku, po ponownym spotkaniu z lekturą?
Ever stała się medium
Ever, mimo niezwykłej urody, kryje się wiecznie pod kapturami. Szesnastolatka kilka miesięcy temu straciła rodziców w wypadku i trafiła pod opiekę bogatej ciotki. Gdy trafiła do nowej szkoły, zerwała ze starymi przyjaciółmi, zaprzyjaźniając się z odepchniętą przez swoją rodzinę Haven oraz gejem Milesem, przestając należeć do grona popularnych, do którego jak dotąd przywykła. Nic dziwnego — dziewczyna zamknęła się w sobie, prawda? Otóż… tak. I nie. Odkąd przeżyła wypadek, stała się medium — słyszy myśli innych, a choćby najlżejszy dotyk drugiej osoby odkrywa przed Ever jej tajemnice, a wokół siebie widzi duchy. Jakiś czas później do jej szkoły trafia nieziemsko przystojny Damien: tajemniczy młodzieniec, którego bliskość sprawia, że głosy, które nastolatka słyszy wokół siebie, cichną, a ona znów może poczuć się normalna…
Fabuła, jak już chyba widać, nie jest zbyt odkrywcza. Mamy uwięzioną w swoich dziwnych umiejętnościach królewnę i księcia, który przybywa, by ją uwolnić, tyle że ze współczesnymi realiami. No, przynajmniej na początku. I również — przynajmniej na początku — jakoś trzyma się to kupy. Noel, pisząc, próbuje nam początkowo wmówić, że Damien jest wampirem (naprawdę robi to w sposób iście paskudny), licząc, że się w to załapiemy, później jednak wyjaśnia, że nim nie jest i powoli odkrywa przed nami tajniki tego, kim jest… według siebie, rzecz jasna. Bo im dalej idziemy w las, tym mniej wszystko zdaje się trzymać kupy i tym mniej wiarygodne się staje. No, może przesadzam, ale świat przedstawiony jest naprawdę bardzo, bardzo sztuczny, jakby autorka na siłę chciała zrobić coś oryginalnego… co nijak jej wychodzi.
W tym romansie paranormalnym nie ma głębszych bohaterów
Główni bohaterowie są puści. Tak, mogę to z czystym sumieniem powiedzieć. Ever niby jest miła i niby jest wierna przyjaciołom, ale gdy przychodzi co do czego, zaczyna myśleć tylko o jednym — o tym, jak przystojny jest nowy chłopak w jej szkole, mimo że nic o nim tak naprawdę nie wie. Damien zaś to pan idealny. Nie popełnia błędów (no, może poza tym, że flirtuje ze wszystkimi dziewczynami w szkole, chyba nawet później nie wyjaśniając tego Ever), wygląda doskonale, wszystko potrafi, wyczarowuje kwiatki i jest artystą. Czego chcieć więcej? Może zażyłości między dwójką głównych bohaterów? Bo tej tu po prostu nie znajdziecie… Ich rozmowy nie należą do głębokich, zachwycają się tylko sobą, opowiadając wzruszające historyjki, albo Damien każe Ever przestać ubierać kaptury i zabiera ją na randki w nieco dziwne miejsca, takie jak tor wyścigów konnych. Są… irytujący. Scenki z nimi powinny być tymi najmocniejszymi w całej książce, a jest wręcz przeciwnie. Źle mi się ich obserwuje.
Jeśli zaś chodzi o bohaterów drugoplanowych… To przede wszystkim mamy trójkę: Heaven z Milesem, o których już wspominałam, oraz ducha zmarłej dwunastoletniej siostry Ever — Riley. Ale po kolei. Heaven to co najmniej wkurzająca dziewczyna. Noel chciała chyba pokazać głębię problemu, jakim jest ignorowanie nastolatki przez rodziców, ale nijak jej to wyszło. Uzależniona od spotkań grup wsparcia dla uzależnionych (tak, dokładnie tak — odkąd Ever ją poznała, była już w dwunastu), gotka udająca tylko, że jest gotką i ciągle próbująca być fajna, „zaklepując” sobie chłopaków, nie jest postacią, na którą chce się patrzeć. Miles zaś to miły chłopak, nierzucający się w oczy i poza tym, że jest stereotypowym gejem, nie ma jakichś konkretnych cech. Riley na szczęście jest już nieco ciekawsza — jej postać przynajmniej wnosi do historii trochę żywiołowości i scen, które mogłyby być śmieszne (gdyby całość nie była tak żałosna), choć też do ideałów postaci jej daleko.
To prosta historia, która dawniej mnie zachwycała
Styl Noel jest bardzo prosty i przynajmniej dla mnie niezbyt obrazowy, raczej płytki. Choć kiedyś zachwycona byłam teraźniejszym czasem, w jakim napisała „Nieśmiertelnych”, tak teraz nie widzę w nim nic ciekawego. No, może nie jest tragiczny — powieść czyta się naprawdę bardzo szybko — ale do dobrych też bym go nie zaliczyła…
Jeśli lubicie powieści tego typu, to jasne, możecie po „Ever” sięgnąć. Może akurat przypadnie Wam do gustu? Nie mogę jednak jej polecić… bo to po prostu bardzo słaba literatura.

Tytuł serii: Nieśmiertelni
Tytuł: Ever
Autor: Alyson Noël
Liczba stron: 297
Gatunek: paranormal romance
1 thought on “Nieśmiertelni: Ever [recenzja] [archiwum]”