„Szczęśliwy, kto poznał Hrdlaka” to powieść Janosha, która trafiła do mnie w 2015 roku, a skoro już była na mojej półce to oczywiście, że się z nią zapoznałam i podzieliłam recenzją. Nie da się jednak ukryć, że to nigdy nie był ten rodzaj literatury, który jakkolwiek by mnie interesował. Co wówczas o niej pisałam?
Po „Cholonku” nie chciałam się za nią zabierać
Pamiętacie moją recenzję „Cholonka” Janoscha? Dawno już nie przemęczyłam tak bardzo książki, dlatego czytanie poniższej odkładałam w czasie, jak tylko mogłam. W końcu jednak udało mi się zmusić do wygrzebania jej i zabrania się za nią.
Tak jak i w przypadku „Cholonka”, w ręce czytelnika trafia bardzo schludna książka — minimalistyczna, jasna okładka, a białe i grube kartki z niebieskim kolorem czcionki nie prezentują się może najpiękniej, ale z pewnością elegancko. Wprawdzie ilustracji wewnątrz nie uświadczymy, ale jakoś szczególnie mi to nie przeszkadza.
„Szczęśliwy, kto poznał Hrdlaka” o losach rodziny Dziubków
Tym razem Janosch przedstawia nam losy rodziny Dziubków, mieszkających w niemieckiej Kłodnicy przed II wojną światową. Naszą główną bohaterką jest Elza, która ma wyjść za lokalnego spryciarza Hannka, mimo że tak naprawdę podkochuje się w narzeczonym swojej krewnej, będącym fryzjerem. Wokół całej rodziny bezustannie krąży przedziwny Hrdlak, miejscowy głupek, który najwyraźniej daje się wszystkim okrutnie wykorzystywać.
Nie da się nie zauważyć podobieństw między tą powieścią a „Cholonkiem”. Znów niemiecki Śląsk, znów czasy przed wojną, znów rodzina aspirująca do bycia lepszą niż robotnicza. I znów chłopiec przesiąknięty strachem, że ktoś go pobije — czy to matka, ojciec, czy koledzy na podwórku. Mimo to „Hrdlak” jest zdecydowanie lepszy. Podejrzewam, że wynika to z większego pisarskiego doświadczenia autora — książka została wydana co najmniej 20 lat później. Tym razem styl Janoscha nie jest aż tak brudny i przytłaczający, a całość czyta się zdecydowanie szybciej. No, może mniejsza objętość też zrobiła swoje. W każdym razie nie cierpiałam przy niej tak bardzo jak przy poprzedniczce tej książki.
Spodziewałam się książki pełnej zwrotów akcji…
Nauczona czytać książki pełne akcji, spodziewałam się zwrotów fabularnych. Miałam nadzieję, że tytułowy Hrdlak zrobi coś ważnego albo Elza podejmie inną decyzję, niż można by się po niej spodziewać. To jednak nie miało miejsca. Janosch opowiada nam o życiu prawdziwych, zwykłych ludzi, których los jest brudny, szary i po prostu niezbyt ciekawy. To jednak, co jest niewątpliwie interesujące, to miejsce, czas oraz sposób przedstawienia tej historii. Autor zdaje się bowiem chcieć pokazać nie bohaterów, lecz otoczenie: jego kulturę i zwyczaje. A że to nasz, już polski Śląsk, myślę, że powinno to zaciekawić każdego Polaka — chociaż odrobinkę.
W zasadzie nie mam tu już o czym pisać. Nie polecam, nie zniechęcam — to po prostu książka kierowana do pewnej grupy czytelników, których interesuje temat Śląska i zapewne znudzi tych, których on nie interesuje. Jeśli do niej należycie, bierzcie i czytajcie; jeśli nie — szkoda na to Waszego czasu.

Tytuł: Szczęśliwy, kto poznał Hrdlaka
Autor: Janosch
Liczba stron: 173
Gatunek: literatura współczesna