„Więzień labiryntu” był niezłym hitem, jednak kiedy sięgnęłam po niego w 2015 roku miałam już za sobą zbyt wiele podobnej, młodzieżowej fantastyki, aby się nim zachwycić. Co wówczas sądziłam o tej dystopii, która doczekała się ekranizacji i miała swój moment popularności w starej blogsferze?
Thomas zostaje uwięziony w wielkim labiryncie
Thomas budzi się w ciemnej windzie, pozbawiony swoich wspomnień: wie tylko, jak się nazywa. Gdy wysiada, jego oczom ukazuje się dziwny widok: grupa nastolatków na pustym placu, używających dziwnego słownictwa i unikających odpowiedzi na zadawane pytania. Dowiaduje się jednak, że znajduje się w wielkim labiryncie, w którym w jakiś sposób zostali uwięzieni.
Zdarzenia, które mają miejsce wkrótce po jego przybyciu, świadczą o tym, że coś się zmienia… już wkrótce dla mieszkańców Labiryntu nic nie będzie takie samo jak przedtem. Więzień Labiryntu
Wiedząc, że „Więzień Labiryntu” to popularna powieść, z góry wiedziałam, czego mogę się spodziewać. I… nie, nie pomyliłam się w jej ocenie. Ta powieść jest typową pozycją dla bestsellerowych powieści młodzieżowych z krztyną przygody.
To fantastyka napisana prostym i lekkim językiem
Jak na tego typu książkę przystało, historia, którą opowiada nam Dashner, napisana jest prostym, lekkim językiem. Dzięki temu czyta się ją niezwykle szybko, nawet jeśli fabuła nie okaże się dla nas nadzwyczaj wciągająca. Niestety, przez swoją prostotę styl autora jest przy tym nieco naiwny, a o ile opisy stoją na jakimś poziomie, o tyle czytając dialogi, czasami można naprawdę złapać się za głowę.
Jak przystało na żyjącą w odizolowaniu grupę, mieszkańcy Labiryntu mają swoje własne słownictwo. Niestety w tym przypadku nie dodaje ono ani dystopicznego klimatu, ani humoru. Sama te wciskane pod koniec zdania słówka albo nazwy własne uważam za, krótko mówiąc, żałosne. Przykładowo rozumiem, że to powieść przeznaczona dla młodszych czytelników, ale wciskanie słowa „krótas” jako zastępstwa dla słowa „kutas” brzmi po prostu śmiesznie — w negatywnym znaczeniu tego słowa, rzecz jasna.
Wprawdzie może to być po części wina tłumaczenia, przynajmniej ja odniosłam takie wrażenie, niemniej po prostu niezmiernie mnie to irytowało.
Fabuła tej powieści SF jest dość schematyczna i nie do końca logiczna
Dość już jednak o stylu Dashnera. Co z fabułą? Jest schematyczna, nie do końca logiczna i łatwa do przewidzenia. Podobne historie były już wielokrotnie przerabiane. Mimo to nie jest wcale zła — to po prostu kolejny typowo amerykański wytwór, który od początku miał się dobrze sprzedać. Jakoś to wszystko się klei, nawet jeśli nieidealnie, i szczególnie młodszych czytelników może wciągnąć i zainteresować. Szczerze mówiąc, cała historia kojarzy mi się z Igrzyskami śmierci — z tą różnicą, że tam bohaterowie rywalizują, a tu współpracują.
Przedstawienie bohaterów również jest nijakie. Na prawdę, w tej powieści właściwie wszystko jest średnie — styl daje radę, ale nie jest wybitny, podobnie jak historia i postacie. Thomas jest najbardziej typowym z typowych nastoletnich bohaterów. Ma 16 lat, a mimo to, gdy rozmawia z dużo młodszym Chuckiem, nie widać między nimi różnicy wieku. Niby jest skromny, nowy i zagubiony, ale od początku pcha się do wielkich czynów. Wszystko mu uchodzi na sucho i wszystko mu wychodzi. Przy okazji ma przy swoim boku nadzwyczaj „cudowną” dziewczynę, grono przyjaciół i kilku wrednych chłopaków, którzy uprzykrzają mu życie.
Co z wrogami Thomasa?
Może jednak zatrzymam się na chwilę nad wrogami Thomasa. To w tym przypadku dość ciekawe — zostali oni przedstawieni nie tylko jako niezrozumiali, ale też jako osoby mające logiczne powody, by go nienawidzić. I to jest zdecydowany plus.
„Więzień labiryntu” nie zachwyca kreacją świata
W każdej dystopii istotny jest świat przedstawiony i sytuacja bohaterów. I tu znów nie ma nic zachwycającego — pojawiają się nieścisłości. Na przykład irytowała mnie kwestia zaników pamięci u osób przybywających do Strefy. Nie pamiętają wspomnień, ale doskonale wiedzą, kim są ich rodzice, jak wyglądały ulice czy życie przedtem. Rozumiem, że nie stracili pamięci całkowicie, ale takie informacje powinny wracać przy bodźcach (np. widok ulicy czy rodziny), a nie pojawiać się w losowych momentach.
Szarość, nijakość ukryta pod kolorową otoczką — tak właśnie postrzegam tę powieść. Nie jest zła, szczególnie na tle innych młodzieżówek. Każdy, kto ma naście lat albo lubi tego typu klimaty, może po nią sięgnąć i dobrze się przy niej bawić. Tyle że moim zdaniem nie oferuje niczego więcej poza przyjemnym stylem i powtarzającymi się schematami.

Tytuł serii: Więzień Labiryntu
Tytuł: Więzień Labiryntu
Autor: James Dashner
Liczba stron: 421
Gatunek: fantastyka postapokaliptyczna, science-fiction