„Ocean Lodowaty Wzywa” miał być makulaturą. Zamiast jednak trafić na wysypisko, trafił do mnie. Co sądziłam o tej książce wydanej w 1956 roku, kiedy czytałam ją jako nastolatka w 2015 roku?
„Ocean Lodowaty Wzywa” to trudno dostępna książka
Jak wspominałam na blogu, mam u siebie trochę starych i trudno dostępnych książek. Ta, którą widzicie na obrazku poniżej, została wydana w 1956 roku i chyba nigdy nie była nazbyt popularna, dlatego dziś naprawdę trudno ją dostać — nie byłam w stanie znaleźć nawet jej elektronicznej wersji, a na Allegro można wygrzebać jedynie stare egzemplarze. Dlatego też ta recenzja to bardziej ciekawostka, mająca pokazać Wam coś, o czym prawdopodobnie nie słyszeliście, chociaż jeśli ktoś będzie miał ochotę ją przeczytać, jak najbardziej zapraszam 🙂
To dwie historie w jednej
Ta niedługa książeczka opowiada nam dwie historie, z których jedna w zasadzie bezpośrednio wpływa na drugą. Niebezpieczna misja radzieckiego statku „Czeluskin” kończy się niepowodzeniem — próba przepłynięcia zamarzniętego Oceanu Północnego okazała się złym pomysłem i jego pasażerowie muszą uciekać ze statku. Na krze czekają na ratunek.
W tym samym czasie w Pradze gromadka dzieciaków, z Antonim na czele, dowiaduje się o całym wydarzeniu. Postanawiają oni wyruszyć na ratunek rozbitkom i planują ekspedycję, aby ich ocalić.
Wiedząc, że powieść została wydana w ’56 roku, po przeczytaniu kilku stron miałam już w głowie obraz całej historii. I nie pomyliłam się co do niej. Ocean Lodowaty Wzywa to mieszanka historii w stylu „Dzieci z Bullerbyn” wraz z ideologiczną warstwą charakterystyczną dla literatury Związku Radzieckiego.
Nigdy nie lubiłam takich powieści dla dzieci
Nigdy, nawet w podstawówce, nie przepadałam za takim rodzajem historii dla dzieci. Wtedy były dla mnie zbyt surowe, za mało kolorowe, teraz zaś są po prostu bardzo proste i przerysowane. W tym przypadku jednak smaczku dodaje wpływ polityki na światopogląd i twórczość autora. Bo choć „Ocean Lodowaty Wzywa” nie jest traktatem politycznym, w tekście można znaleźć wiele odniesień do „cudowności” Związku Radzieckiego, który nie zostawia na lodzie (dosłownie) swoich ludzi i zawsze pomaga swoim wysłannikom. Z tego też powodu dzieci postanawiają wyruszyć — przecież jakaż to chwała, aby pomóc tym, którzy narażają życie dla wielkiego imperium! Z tego względu raczej nie dałabym tej książki dziecku, ale dla dojrzalszego czytelnika może być ciekawym historyczno-literackim doświadczeniem.
Nic mnie szczególnei nie urzekło
Sama linia fabularna i bohaterowie są… po prostu. Powieść nie czyta się źle, mimo że jest dla mnie zdecydowanie zbyt surowa i naiwna. Kartki jednak jakoś lecą, a treść nie jest trudna do przyswojenia. Postacie również nie zrobiły na mnie większego wrażenia — dzieciaki mają pewne cechy charakteru, ale nie wyróżniają się szczególnie, a załoga „Czeluskina” pozostaje dość szkicowa. Jest ich też zwyczajnie zbyt dużo jak na tak krótką książkę, żeby dało się ich sensownie rozwinąć. Ale to w końcu przygodówka dla młodzieży — nie spodziewałabym się tu pogłębionej psychologii bohaterów 🙂
Tak, „Ocean Lodowaty Wzywa” to powieść napisana dla dzieci, choć przez obecny w niej ideologiczny kontekst raczej nie jest to lektura, którą dałabym najmłodszym bez refleksji. Jeśli jednak macie ochotę na powrót do literackiej przeszłości, połączony z poczuciem klimatu propagandy i historią przygodową w starym stylu, to może być interesująca pozycja. Nie ma się czego bać, a dla własnej wiedzy — albo nawet jako ciekawostka na zajęcia — sprawdzi się całkiem dobrze.

Tytuł: Ocean Lodowaty Wzywa
Autorzy: Alex Wedding
Liczba stron: 242
Gatunek: powieść przygodowa (dla dzieci)