„Crescendo” przeczytałam, bo… w domu brakowało mi papierowych książek. Dziś, w 2026 roku, dekadę później, to nie do pomyślenia: wokół mnie cały czas znajdują się stosy książek, czekających na przeczytanie. W 2016 jednak nuda, jakaś masochistyczna ciekawość oraz właśnie brak dostępu do interesującego papiery skłoniły mnie, by przeczytać kontynuację „Szeptem”. Jak wypadło to spotkanie?
Patch uratował Norę, ale to dopiero początek
Patchowi udało się uratować Norę. Upadły odzyskał honory w Niebie i teraz ma być jej aniołem stróżem. Nora nie dość więc, że jest chroniona, to na dodatek ma obok siebie najlepszego faceta na świecie. Czyż to nie cudowne?
Niestety los nie ułatwia życia dwójce nastolatków. Patch zaczyna zachowywać się nieco dziwnie, a tajemnice rodziny Nory powoli zaczynają się ujawniać…
Co anioł ma wspólnego ze śmiercią ojca dziewczyny…?
Nie do końca lubię oceniać kontynuacje. Nie dlatego, że nie chcę nic zdradzić z poprzedniej części, ale dlatego, że zwykle powiedziałam już wiele z tego, co miało zostać powiedziane. I tak jest w tym przypadku, przynajmniej w sporej mierze.
„Crescendo” to kolejna nielogiczna opowieść
Znów dostajemy do ręki zupełnie nielogiczną historię, pełną irracjonalnych decyzji i dość płaskich bohaterów. Niestety, o ile w „Szeptem” było to nawet nieco urocze, o tyle w przypadku „Crescendo” Nora, Patch i cała ich ekipa zaczęli mnie po prostu drażnić. Mamy tu jeszcze mniej wspólnych scen i jeszcze więcej totalnie bezsensownego uganiania się za sobą nawzajem. Nora jest zupełnie niezdecydowana: raz Patcha kocha, raz nienawidzi, raz chce go zabić, innym razem niemal woła o pomoc. Boże kochany, ile można, no ile? Nie mogliby w jednej scenie usiąść, porozmawiać normalnie, spokojnie, przytulić się i powiedzieć, że wszystko będzie dobrze?
No najwyraźniej nie. Fitzpatrick wyraźnie też zirytowała się zachowaniem swoich papierowych dzieci i w ramach kary nie pozwoliła im nawet na chwilę uspokoić myśli. Oj, paskudna z niej „mama”! I może nawet pochwaliłabym jej pomysł, gdyby nie fakt, że sama musiałam przez to wszystko przebrnąć.
Przynajmniej to młodzieżowe fantasy jest lekkie i przystepne
By nie było – tak jak poprzednio, styl autorki jest bardzo prosty i przystępny. Powieść się nie dłuży i znika w mgnieniu oka. Jednak podtrzymuję swoją opinię, która powstała po zakończeniu czytania „Szeptem” – autorka nie powinna dopisywać kontynuacji. Niektóre wątki były bardzo naciągane, a o ile pierwsza część serii przypominała mi nieco nostalgiczny „Zmierzch” Meyer, o tyle ten tom do bólu kojarzył mi się z irytującym cyklem „Nieśmiertelni” Noel. Tak jak i tam, główna bohaterka nie ma pojęcia, gdzie mieszka jej ukochany. Ten zaś co chwilę znika, w międzyczasie całując się z innymi i pojawia się tylko po to, by ją w taki czy inny sposób zirytować.
Podejrzewam, że jeśli spodobał Wam się pierwszy tom, drugi również może Was nie zawieść. Ja jednak być może oszczędzę sobie poznania kolejnych części…

Tytuł: Crescendo
Tytuł serii: Szeptem
Numer tomu: 2
Autor: Becca Fitzpatrick
Liczba stron: 400
Gatunek: fantastyka młodzieżowa, paranormal romance