W 2016 roku, kiedy natrafiłam na „Pamięć umarłych” w Biedronce i dałam za nią 5 zł nie miałam pojęcia, że natrafiłam na weird west. Wtedy połączenie fantasy i Dzikiego Zachowu wydawało mi się zupełnie nowatroskie i nie wiedziałam, że Maja Lidia Kossakowska, znana mi już wtedy np. z „Siewcy wiatru”, stworzyła coś w istniejącej już konwencji. Jak wówczas odebrałam tę mini powieść?

Koniec świata w Nowym Orleanie
High Hills to niewielka dziura w Nowym Orleanie. Upalna i sucha, zdająca się być końcem wszystkiego. Nic dziwnego, że pojawienie się w niej światowej sławy bandziora budzi niezłe zamieszanie. Co sławny Ralph Hitchcomb robi w takim miejscu?
„Pamięć umarłych” to minipowieść z serii „Upiór południa” — zbioru zupełnie różnych od siebie historii, który połączony jest dzięki dwóm motywom: upałowi oraz demonom. W tej części autorka przenosi nas do bardzo klimatycznego Dzikiego Zachodu i przedstawia nam historię, w której głównym bohaterem jest szeryf Barlow.
Czy to opowiadanie, czy już powieść?
Minipowieść to dobre określenie na twór tego typu. Książka jest niezwykle krótka i właściwie często przypomina bardziej opowiadanie, z tą różnicą, że ma nieco więcej stron. Mamy jeden główny, dość prosty wątek oraz kilka pobocznych, zdecydowanie słabiej zarysowanych, wystarczająco jednak, aby nadać historii odpowiedni klimat.
Przepadam za Dzikim Zachodem i właściwie miałam w planach przeczytać jakiś western, a dzięki „Pamięci umarłych”, na którą trafiłam przypadkiem, dane było mi połączyć ten gatunek z fantasy, dlatego bądź co bądź, jestem przeszczęśliwa, że mogłam się z nią zapoznać.
„Pamięć umarłych” nie zaskakuje
Nie jest to jednak najlepsza na świecie pozycja. Fabuła jest dobrze sklecona, ale nie zaskakuje. Łatwo przewidzieć, co będzie dalej i jak całość się zakończy, a wątek fantastyczny jest stosunkowo delikatnie wpleciony w całość. Historia przypomina nieco kryminał, ale taki, w którym od początku znamy zakończenie — i czytamy go tylko po to, by poznać reakcje bohaterów na wszystkie wydarzenia. Poza tym, jak to z fantastyką bywa, nie wszystko jest zupełnie logiczne, ale… czasem można to historii wybaczyć, jeśli mamy do czynienia z demonami i magią, czyż nie?
Szeryf Barlow to taka typowa, honorowa postać, która budzi sympatię, ale nie — zdziwienie. To po prostu poczciwy facet, który kocha swoją rodzinę i broni sprawiedliwości. Na szeryfa nadaje się doskonale, a obserwuje się go bardzo przyjemnie, jednak jak już mówiłam, nie ma w nim nic nadzwyczajnego. Nieco bardziej zaskakuje Hitchcomb jako postać tajemnicza, o której tak naprawdę mało co wiemy, zwłaszcza na początku historii. Całkiem uroczy są też zastępcy szeryfa — przypominali mi takich małych chłopców, którzy w sumie chcą dobrze, ale nie wiedzą, jak to zrobić. Niekoniecznie mają własne zdanie, popełniają błędy, ale mimo wszystko to dobrzy ludzie.
Kossakowska ma lekki i przyjemny styl
Jak na Kossakowską przystało, jej styl jest dość lekki, ale przy tym barwny i po prostu — przyjemny. „Pamięć umarłych” pochłania się niezwykle szybko, a całkiem ładne, ilustrowane wydanie tylko to uprzyjemnia 😀 Jeśli już o wydaniu mowa, bardzo spodobał mi się fakt, że do samej książki dostałam bardzo klimatyczną kartę z Fabryki Słów, która skutecznie służyła mi za zakładkę.
Chcecie czegoś lekkiego z fajnym, nieco mrocznym klimatem? Jeśli tak — po tę pozycję możecie spokojnie sięgać. Nie ma tu wprawdzie nic wielkiego, żadnych wielkich uczuć i emocji, ale historia zaciekawia, a na odpoczynek z lekturą nada się doskonale. Przy okazji nie jest to pozycja, którą komukolwiek bym odradzała — bo nie ma w niej ani nadmiaru brutalności, ani wulgaryzmów czy scen współżycia, także nie powinna pod tym względem nikogo odrzucić. Jeśli więc tylko czujecie, że to jest to, zapraszam do czytania 😉

Tytuł: Pamięć umarłych
Tytuł serii: Upiór Południa
Numer tomu: 2
Autor: Maja Lidia Kossakowska
Liczba stron: 208
Gatunek: fantasy, western
2 thoughts on “Pamięć umarłych: Czy da się połączyć western z fantastyką i kryminałem? [recenzja] [archiwum]”