Gdy „Bramy Światłości” byłam co najmniej zaskoczona: wydawało mi się, że przygody anielskiej szajki Kossakowskiej zostały już domknięte. Kupiłam tę książkę w okresie premierowym i wybrałam się na spotkanie autorskie, zgarniając autograf. Dziś, kiedy przenoszę ten spis z poprzedniej domeny na nową, czyli w 2026 roku, „Bramy Światłości” mają dla mnie sentymentalną wartość. Kossakowskiej już z nami niestety nie ma, ale przynajmniej mam dowód na to, że przez chwilę zetknęłyśmy się w jednym czasie i w jednej przestrzeni. Co sądziłam o tej powieści w 2017 roku?

Sprawdź poprzednie tomy cyklu: „Żarna niebios” | „Siewca Wiatru” |„Zbieracz Burz. Tom 1” | „Zbieracz burz. Tom 1”
Czy Jasność wróciła do anielskiego królestwa?
Do Królestwa powraca Serada, niosąc wielkie wieści: Jasność jest w królestwie. W Sferach Poza Czasem, odległych, niebezpiecznych, ale jednak dostępnych. Regent królestwa nie traci ani chwili: natychmiast organizuje wyprawę, która ma nawiązać kontakt z Bogiem. Oczywiście tak trudna wyprawa nie może odbyć się bez Tańczącego na Zgliszczach. Ten na razie, po ostatnich przygodach, nie jest w najlepszych relacjach ze swoimi przyjaciółmi…
Miałam wrażenie, że słucham opowieści kogoś bliskiego
Czytasz książkę. A przynajmniej niby to robisz, ale w praktyce masz wrażenie, jakbyś siedział właśnie w barze, wysłuchując opowieści kogoś sobie bliskiego, lekko podchmielonego, ale jednak w dobrym nastroju i z wielkim talentem do snucia opowieści. A o czym słuchasz? Oczywiście o olbrzymich przygodach już niekoniecznie tak wielkich Skrzydlatych. I choć chcesz, by ta chwila trwała jeszcze długo, to prędzej, niż ci się wydaje, noc jest już późna, piwa brakuje, a opowieść się kończy. Cóż, mniej więcej tak czułam się, czytając „Bramy Światłości”.
Pewna, że już więcej nie spotkam moich ukochanych postaci, niezwykle uradowałam się tym, że mogę znów wrócić do ich świata, zwłaszcza że bardzo lubię styl Kossakowskiej. Nie pisze może w najpiękniejszy z możliwych sposobów (mimo że chwilami opisy potrafią zachwycać), ale jej głos jest tak przyjemny dla ucha, że po prostu nie chce się książki odkładać.
Czasem jej pomysły są absurdalne, czasem po prostu zabawne, innym razem mrożą krew w żyłach w chwili, w której naszym bohaterom może coś się stać, a jeszcze kiedy indziej sprawiają, że zachwycamy się pięknem otaczającego nas świata. Często puszcza oko do czytelnika i sprawia, że ten po prostu czuje się częścią historii. Zdaje sobie sprawę, że znam wielu autorów, którzy piszą ładniej, ale przecież nie zawsze musi być najpiękniej. Wystarczy, by było ludzko i… ciekawie. A styl Kossakowskiej właśnie taki jest.

A może masz ochotę na inne powieści Kossakowskiej? Sprawdź te recenzje: „Pamięć umarłych” | „Takeshi. Cień śmierci”
„Bramy Światłości” to powieść drogi
„Bramy Światłości” to fantasy drogi, przygoda: większa część akcji skupia się na podróży Abadona z grupą Serady. Sprawiło to, że Gabriela czy mojego ukochanego Razjela nie było w niej zbyt wiele, a większość postaci drugoplanowych raczej więcej na kartach powieści się nie pojawi, ale nie narzekam. Kolejne spotkanie ze Skrzydlatymi było jak najbardziej owocne.
Piołun i Serada to moje ulubione postacie
Bo może i nie miałam Razjela, ale za to autorka postawiła na dwie inne, dość ciekawe postacie. Przede wszystkim na Piołuna – ukochanego konia Abadona, który jeszcze nigdy nie odgrywał aż tak ważnej roli. To bardzo ciepła postać, która chwilami potrafi przerazić swoimi absurdalnymi myślami (które dla niej są oczywistością), by chwilę później rzec coś w zadziwiająco mądry sposób. W ogóle mam wrażenie, że Kossakowska niezwykle ciepło opisuje wszystkie zwierzęta związane ze swoimi postaciami, nieważne, czy są to koty, czy mantikory.
Druga postać, Serada, to dość typowy charakter: podróżniczka pragnąca poznać świat jak najlepiej. Opisać go, dotknąć, zobaczyć, poczuć. I mimo że nie ma w niej niemal nic zaskakującego, siła jej charakteru ma w sobie coś przyciągającego.
Nie brakuje też romantyka Lucyfera
Nie chcę zbyt wiele zdradzać co do treści, ale fanom naszego kochanego Niosącego Światło, czy też Lampki, zwanego Lucyferem, niosę dobrą nowinę: pan romantyczny buntownik w tej części również występuje i jak zawsze musi wtrącić do swojej sprawy trzy grosze. Wydaje mi się jednak, że jego wątek zostanie bardziej rozwinięty w kolejnych tomach.
Na koniec muszę dodać kilka słów dotyczących samego wydania. Choć okładka nie do końca mi się podoba (jak zresztą prawie każda z tej serii), to ilustracje wewnątrz są niezwykle klimatyczne, co naprawdę zasługuje na uznanie.
„Zastępy anielskie” polubiłam już jakiś czas temu i nie mam zamiaru przestać. Z niecierpliwością czekam na kolejny tom „Bram Światłości”, a wszystkich innych zachęcam do czytania, bo to po prostu bardzo przyjemna przygoda.
Razjelu, wróciłam… wróciłam, Razjelu.
Ten głos, spokojny, pozbawiony emocji, huczał mu w głowie niczym ryk burzy, przelewał się przez kolejne warstwy sennych koszmarów, drążył pokłady wspomnień, spływał w głąb serca palącymi kroplami żaru, które były gorzkie i słone. Zupełnie jak łzy.
To już tak dawno, tyle czasu minęło – uświadomił sobie – lecz upływ lat nijak nie zdołał naprawić tego, co pozostało trwale złamane, potrzaskane w drzazgi niczym stara skorodowana kość. A odłamki, och, te cholerne odłamki, wciąż były tak samo ostre jak w dniu, w którym pozwolił, żeby odeszła na zawsze.
Fragment „Bram Światłości. Tomu 1” Mai Lidii Kossakowskiej
Czy wiesz, że mężem Mai Lidii Kossakowskiej był pisarz Jarosław Grzędowicz? Sprawdź recenzję jego najbardziej znanej książki!

Tytuł: Bramy Światłości: Tom 1
Tytuł serii: Zastępy Anielskie
Numer tomu: 5
Autor:
Maja Lidia Kossakowska
Liczba stron: 512
Gatunek: angel fantasy, przygodowe fantasy
1 thought on “Bramy Światłości: Tom 1: Jasność powraca? [recenzja] [archiwum]”