Pan Lodowego Ogrodu jest już chyba kultowy, jeśli chodzi o polską fantastykę. Ja zaczęłam poznawać ten cykl w 2014, oczywiście od razu tworząc recenzję na mojego dawnego bloga. Jak odebrałam wtedy tę powieść Jarosława Grzędowicza?
Znana polska fantastyka
Fanom fantastyki tego dzieła chyba przedstawiać nie muszę — popularność tej serii chyba bezustannie rośnie i coraz więcej osób o niej chociaż słyszało. A i tym, którzy o niej nie słyszeli, w tej chwili, na początku tego tekstu, pragnę powiedzieć: jeśli tylko macie czas, bierzcie się za to natychmiast! Mój tekst może Wam trochę zepsuć zabawę, odkrywając troszkę tajemnic. Jeśli jednak te słowa, połączone z widokiem okładki książki i jej tytułu, do Was nie trafiają… cóż, czytajcie dalej, może akurat się przekonacie, bo naprawdę warto po tę powieść sięgnąć.
Taki świat przedstawiony to dla mnie nowość
Muszę przyznać, że takiego rodzaju fantastyki jeszcze w życiu nie czytałam, w każdym razie świat przedstawiony w „Panie Lodowego Ogrodu” jest dla mnie dość nietypowy. O czym więc owa powieść jest? Mianowicie na Ziemi mamy przyszłość, technologia poszła trochę do przodu, a mieszkańcy naszej planety odkryli, że gdzieś tam, w kosmosie, na planecie, którą nazwali Midgaard, istnieje życie. Fauna i flora na niej są dość podobne do naszego świata, istnieją na niej istoty bardzo podobne do ludzi, zarówno wyglądem, jak i psychiką. Różnica? Tam panuje obecnie coś na wzór naszego średniowiecza. Ach, i jeszcze jedna bardzo ważna kwestia! Na Midgaardzie wszystkie elektroniczne urządzenia trafia szlag i po prostu przestają działać. Oczywiście zostaje tam wysłana ekipa badawcza, która ma cały świat jak najlepiej poznać, jednak z powodu braku kontaktu, po kilku latach, zostaje na planetę wysłany niejaki Vuko Drakkainen, który ma dowiedzieć się, co stało się z naukowcami. Także… mamy połączenie science fiction i typowego high fantasy. Wiki mówi, że to połączenie zwie się science fantasy, dlatego też wyżej właśnie je podałam.
Opowieść na poziomie podobnym do Sapkowskiego
Opowieść zachwyciła mnie już od pierwszych stron. Naprawdę, spokojnie mogę uznać, że Grzędowicz pisze na mniej więcej tym samym poziomie co Sapkowski! Jasne, pisze inaczej, ale… jednocześnie robi to równie dobrze. Już dawno nie wciągnęła mnie tak jakakolwiek książka. Przede wszystkim bardzo fajnie wybrał sposób narracji: poznajemy świat okiem Vuko, który porównuje bardzo często poznawany przez siebie świat do Ziemi, co jest naprawdę fajne, chwilami nieco zabawne, na pewno łatwiej jest nam się w tym nowym świecie odnaleźć. Poza tym Grzędowicz wprowadził jeszcze trzecioosobową narrację, o wiele chłodniejszą od oceny głównego bohatera, ale w dalszym ciągu prowadzoną z jego perspektywy, oraz narrację pierwszoosobową z perspektywy tubylca. Dwie pierwsze są cudowne, nie mogę się do nich w żadnym razie przyczepić. Zupełnie inne, ale pokazujące Vuko jako bardzo ciekawego bohatera, którego chcemy poznawać, którego działania chcemy obserwować. Trzecia narracja w dalszym ciągu jest ciekawa, w dalszym ciągu chce się ją czytać, ale szczególnie na początku bywa nieco nudnawa. Wiecie, wciąga Was wątek Drakkainena, chcecie o nim czytać, czekacie w napięciu, co wydarzy się za chwilę… a tu nagle dostajecie opis wychowania młodego bogacza w świecie, który na początku wydaje się zupełnie inny aniżeli ten opisany wcześniej. Na całe szczęście z biegiem czasu Filar, bo tak się ten tubylec nazywa, staje się coraz ciekawszy, dlatego choć zdecydowanie bardziej wolę czytać o Vuko, nie mam mu za wiele do zarzucenia.
Dziur fabularnych jako tako nie zauważyłam, głównie dlatego, że czytając coś, co aż tak wciąga, bardzo trudno jest je zauważyć, zresztą zauważyć ich nie chcę, nawet jeśli są. Zarówno postacie pierwszoplanowe, jak i drugoplanowe są naprawdę fajnie scharakteryzowane.
Dobra fantastyka warta sprawdzenia
Napisałabym tu chętnie dużo więcej, ale boję się Wam za dużo spoilerować, szczególnie że to dzieło przeczytać po prostu trzeba! Jest naprawdę genialne i godne polecenia wszystkim, choć podejrzewam, że nie każdemu do gustu przypadnie… niemniej w przypadku, gdy ktoś z Was uważa, że to nie są jego klimaty, i tak polecam po tę powieść sięgnąć — a nuż Ci się spodoba, a jako że „Pan Lodowego Ogrodu” jest coraz popularniejszy, choćby z tego powodu warto go poznać.

Cykl: Pan Lodowego Ogrodu
Tytuł: Pan Lodowego Ogrodu. Tom 1
Autor: Jarosław Grzędowicz
Liczba stron: 559
Gatunek: science fantasy
3 thoughts on “Pan Lodowego Ogrodu. Tom 1 [recenzja] [archiwum]”