W 2016 roku wpadłam na pomysł, aby obejrzeć filmy, które dostały Oscara. Choć to postanowienie trwało krótko, zdążyłam obejrzeć tytuł, który został nagrodzony za rok poprzedni. „Syn Szawła” nie zapadł mi w pamięć: dekadę później nie mam pojęcia, o czym ten tytuł był. Co wówczas sądziłam o tym filmie?

O czym jest „Syn Szawła”?
Szaweł jest członkiem Sonderkommando w oświęcimskim obozie zagłady, co oznacza, że asystuje przy masowych mordach. Gdy Żydzi szykują powstanie, w którym ma pomagać, mężczyzna wśród niedobitków znajduje chłopca, w którym dostrzega swojego syna. Na przekór wszystkim i wszystkiemu postanawia go godnie pochować.
Niezwykłe kadrowanie i brak muzyki
Gdy tylko włączyłam film, rzuciły mi się w oczy dwie rzeczy.
Pierwsza to specyficzne kadrowanie.
W „Synu Szawła” właściwie nie mamy szerokich kadrów. Kamera cały czas trzyma się blisko głównego bohatera i choć wokół bezustannie panuje chaos, jedynie on jest wyraźny. Taki zabieg sprawia, że bezustannie kroczymy za Szawłem, jesteśmy jego duchami i tak naprawdę tylko na tej postaci skupiamy naszą uwagę.
Drugą rzeczą jest brak muzyki. Film jest przez to niezwykle cichy — samych dialogów nie mamy w nim zbyt wielu i jedyne dźwięki, jakie często słyszymy, to okrzyki kapo albo dźwięki pistoletów czy ludzkich krzyków. Buduje to bardzo rzeczywisty obraz obozu — szary, nieprzyjazny… okrutny.

Powinien mnie poruszyć
„Syn Szawła” to niewątpliwie dobrze wykonany obraz i nie gorzej, choć nieco inaczej niż w amerykańskim kinie, opowiedziana historia człowieka, który robi wszystko, aby przed śmiercią wykonać zadanie, które przed sobą postawił. Niemniej, choć powinnam powiedzieć, że mnie poruszył, że mną wstrząsnął… to niestety, tego akurat zarzucić mu nie mogę.
„Syna Szawła” odebrałam ze stoickim spokojem, chwilami nawet trochę się nudząc. Mimo wszystko jestem przyzwyczajona do pewnej dawki akcji — a tu typowych scen napędzających fabułę nie ma. To stosunkowo spokojny i szary obraz, który przez swoje kadrowanie trochę mnie irytował. Chciałam zobaczyć coś więcej, poznać poboczne wątki — ale niestety twórcy filmu nie pozwolili mi na to. Jednak bądź co bądź, to tylko i wyłącznie moje zdanie i moja opinia — bo gdybym na film miała patrzeć zupełnie obiektywnie, to nic nie mogłabym mu zarzucić.
Zdecydowanie polecam któregoś dnia, gdy będziecie w odpowiednim nastroju na sprawdzenie tego dzieła, jeśli jeszcze tego nie zrobiliście. Uzbrójcie się jednak w pewną dozę cierpliwości i nie spodziewajcie się kolejnego, typowego filmu prosto z Ameryki.
Syn Szawła (2015)
Saul Fia
dramat
reż. Laszo Nemes