Po tym, jak przeczytałam „Ziemiomorze”, nabyłam „Sześć światów Hain” Ursuli Le Guin, zabierając się za lekturę jeszcze w 2016 roku. „Świat Rocannona” to pierwszy tekst z tego omnibusa. Okazało się jednak, że Ekumena była chyba jednak nieco za trudna dla wówczas 19-letniej wówczas mnie. Co wtedy pisałam o tej historii?

Etnograf staje w obronie tubylców
Rocanon, kosmiczny etnograf prowadzący badania na zacofanej planecie, staje w obronie tubylców, których zaatakował galaktyczny wróg. Naukowa misja przekształca się w awanturniczą wyprawę, podczas której bohater odkrywa w sobie tajemniczy dar, znany jedynie Najstarszym.
Na początku byłam oczarowana, ale…
Tę krótką książeczkę czytałam zdecydowanie zbyt długo. Na początku, po jej otwarciu i przeczytaniu kilku stron, byłam oczarowana. To było tak baśniowe, tak ładne! Niestety, chcąc czytać za szybko, zgubiłam gdzieś dokładność, czego ta pozycja zdecydowanie nie wybacza, szczególnie że niezbyt znam się na science fiction. Jeśli doda się do tego przerwy w czytaniu spowodowane brakiem czasu, prędko okaże się, że średnio w ogóle wiem, co Le Guin w tej pozycji chciała czytelnikowi przekazać. Cudowny ze mnie recenzent, czyż nie? 🙂
„Świat Rocannona” to pozycja bez wątpienia napisana bardzo dobrze, wprowadzająca do przemyślanego i stosunkowo rozbudowanego świata. Nie zachwyciła mnie jednak, nie pochłonęła i nie wciągnęła wystarczająco, bym mogła powiedzieć, że bardzo ją lubię. To dla mnie po prostu kolejna, dość zwyczajna pozycja… ni mniej, ni więcej.
„Świat Rocannona” zaczyna się niczym baśń
Początkowo Le Guin opowiada powieść niczym baśń, aby później stopniowo coraz głębiej wprowadzać nas w swój świat, niemniej jak na siebie przystało, cały czas zachowuje pewien dystans do tego, co pisze. Podobnie czynił zresztą na przykład Tolkien, także w przypadku wielkiej fantastyki nie jest to żaden wyjątek… z tym, że mnie samą na dłuższą metę taka narracja trochę męczy.
U Le Guin nie ma czegoś takiego jak przypadkowe wydarzenia, przypadkowi bohaterowie, przypadkowe rasy — w „Świecie Rocannona” wszystko ma jakiś sens, swoje miejsce, swój charakter, swój sposób działania. Bohaterowie nie są bardzo głębocy, ale mają do opowiedzenia swoje historie, mają swoje cechy charakterystyczne i spełniają swoje role. Podobnie jak wszystko wokół nich… Niestety naprawdę nie potrafiłam się w tę historię wczuć.
Teoretycznie „Świat Rocannona” to kanon literatury science fiction i niby warto po niego choćby dlatego sięgnąć… Ale tak naprawdę ja po prostu tej pozycji nie czuję. Ciężko mi się ją czytało i ciężko wypowiada mi się na jej temat. Czy kolejny tom Ekumeny jest lepszy? Czy jeśli przeczytam go w całości, za jednym razem, jednak się do serii przekonam? Cóż, zobaczy się. Na tę chwilę jednak polecam wszystkim podchodzić do tej pozycji z pewnym sceptycyzmem.
— Mam wrażenie… — zaczął Rocannon.
— Jakie? — spytał zdławionym głosem Ketho po dłuższej chwili.
— Mam czasem wrażenie… wiesz, przy spotkaniu z mieszkańcami światów, o których wiemy tak niewiele… wrażenie, że natknąłem się na strzęp legendy albo tragicznego mitu, którego nie rozumiem…
— Tak — odezwał się kustosz i odchrząknął. — Ciekawe… ciekawe, jak ona ma na imię.
Fragment z książki „Świat Rocannona” Ursuli Le Guin.

Tytuł: Świat Rocannona
Tytuł serii: Ekumena / Sześć światów Hain
Numer tomu: 1
Autor: Ursula Le Guin
Liczba stron: 142
Gatunek: science fiction
4 thoughts on “Świat Rocannona: Tym razem Le Guin nie zachwyciła [recenzja] [archiwum]”